Władysław Piotr Zaczyński
Uniwersytet Warszawski
Warszawa
Nauczyciel w świetle antropologii technologicznej
Wprowadzenie
Wprawdzie nie ma czegoś takiego, jak „antropologia technologiczna”, ale pojawiają się propozycje, które z powodzeniem mogą być nazywane antropologiami techno! Otóż spotykamy w naszym otoczeniu ludzi przekonanych o nieograniczonych wręcz możliwościach techniki i technicznych nowinek, w tym przede wszystkim komputerów. A zatem i myśl o możliwości zastąpienia żywego nauczyciela przez maszynę, mimo jej wielokrotnej w przeszłości falsyfikacji, przestała być – zdaniem przedstawicieli antropologii techno – myślą utopijną i nabrała cech realnego programu uwalniania edukacji od nauczyciela.
Uwalnianie edukacji od nauczyciela ma swoją długą już historię, która godna jest bliższego omówienia, tak dla niej samej, jak i dla poznania często ukrytych źródeł idei.
Istota nauczania i wychowania w pedagogice klasycznej
Poszukiwania zastępników nauczyciela nie da się
wyprowadzić z kategorialnych twierdzeń pedagogiki klasycznej, w której
wychowanie (szeroko rozumiane, a więc obejmujące również nauczanie) jest
procesem zachodzącym w bezpośredniej, międzyosobowej relacji nauczyciel–uczeń,
czy też wychowawca– wychowanek. Tę prawdę
odnajdujemy w nowoczesnej „Pedagogice twórczości”, w której podkreśla się to,
że rozstrzygające, podstawowe znaczenie dla procesu wychowania ma rodzaj
relacji między dorosłym a dzieckiem, zaś „... rola technik i środków jest
zupełnie drugorzędna ...” [R. Gloton, Cl. Clero, 1985, s. 120 i 171].
W cytowanym zdaniu
autorzy wyrazili swój stosunek nie do środków dydaktycznych, a tylko do
paradygmatycznie traktowanego założenia, według którego wychowanie może
zachodzić poza osobową relacją nauczyciel–uczeń, wychowanek–wychowawca.
Przyjmowana formuła tego paradygmatu jest uwspółcześnioną redakcją tytułu
książki La Metrrie pt. „Człowiek maszyna”. Paradygmat w tym sformułowaniu
został powtórzony w okresie niemalże powszechnej naszej fascynacji „sztuczną
inteligencją” i stawianego przy tej okazji pytania o to, „czy komputer może być
świadomy?”
Przedstawiciele
„antropologii techno” konkluzywnie stwierdzali, że dla uniknięcia odpowiedzi o
charakterze religijnym lub metafizycznym należy przyjmować „... hipotezę
mechanistyczną głoszącą, że człowiek jest maszyną, aż do jej przykrego końca w
grzęzawisku problemów dotyczących natury doznań subiektywnych”
[M. J. Apter, 1973, s. 201]. Stanowisko to stoi w opozycji do
paradygmatu dydaktyki klasycznej, według której, zgodnie zresztą z
podręcznikową definicją, proces nauczania–uczenia się (analogicznie do procesu
wychowania) jest świadomym aktem dwu weń zaangażowanych stron, nauczyciela i
ucznia (wychowawcy i wychowanka).
Przyjęcie pierwszego
założenia jest jednoczesną zgodą na możliwość zastąpienia nauczyciela przez
inteligentną maszynę. Drugie zaś stanowisko wyklucza możliwość zastąpienia
nauczyciela przez pozbawioną świadomości maszynę. Zdawało się, że dydaktyka
ogólna obroniła na trwałe konieczność podmiotowej obecności nauczyciela w
procesach dydaktycznych. Tymczasem dalszy rozwój i niechybnie postęp techniki
informatycznej konieczność zdawałoby się mocno uzasadnionej obecności
nauczyciela w uczeniu się ponownie kwestionuje, o czym dalej.
Pierwsza próba
Możliwość edukacyjnego zastosowania technicznych środków dydaktycznych była opisywana często jeszcze przed technologiczną realizacja określonego wynalazku. Znakomitą tego ilustracją jest dany przez H. Robida opis wraz z graficznym zobrazowaniem lekcji telewizyjnej. Wprawdzie wymieniony autor i grafik w jednej osobie nazwał TV „fideofonografem”, ale pamiętajmy, że opis i rysunek powstał przed 1926 rokiem, a więc przed pierwszą w świecie emisją telewizyjnego programu, która miała zresztą miejsce w Stanach Zjednoczonych A.P.
W tychże Stanach Zjednoczonych wprowadzono też po raz pierwszy w sposób rzeczywisty tę telewizję do szkół. Uczyniono to nie dlatego, że doceniono wreszcie wartości kształcące filmu i telewizji, które opisywał u nas z naukowym uargumentowaniem Krasowski, lecz jedynie z chęci i konieczności zastąpienia nieobecnego (brakującego) w szkole nauczyciela. W czasie II wojny światowej bardzo wielu nauczycieli szkół średnich przeszło ze szkolnictwa do przemysłu i powstających w tamtych latach różnych międzynarodowych instytucji, w których płace skutecznie konkurowały z nauczycielskimi poborami w oświacie. Otóż nie uzupełniano braków kadrowych w szkolnictwie przez „skrócone kursy nauczycielskie”, jak to miało na przykład u nas miejsce, lecz postanowiono zastąpić brakującego nauczyciela – nauczycielem telewizyjnym i filmowym, czyli w rzeczy samej maszyną.
Decyzję oświatowych władz amerykańskich uznano w Europie za przejaw „maksymalizmu metodycznego”, który został rychło sfalsyfikowany. Początkowe sukcesy założeń „maksymalizmu metodycznego” były, jak się okazało, wynikiem przyjęcia błędnych metodologicznych procedur eksperymentalnego sprawdzania efektywności „tele–” i „filmo–lekcji”. Wyeliminowanie dostrzeżonych błędów metodologicznych doprowadziło w nowych badaniach do rezultatów, z których wynikała jednoznaczna konkluzja, będąca potwierdzeniem prawdziwości paradygmatu dydaktyki klasycznej. Nawet wysoko kwalifikowany nauczyciel i znakomicie wyposażony jego warsztat pracy nie są ekwiwalentem nauczyciela pracującego z klasie z uczniami twarzą w twarz [Wł. P. Zaczyński, 1963].
Modelowanie matematyczne i maszyny automatyzujące
Był w powojennej historii dydaktyki polskiej krótkotrwały epizod badań nad matematycznym modelowaniem procesu dydaktycznego [B. Mazur, 1975; E. Berezowski, 1978], badań prowadzonych z założeniem, że badany proces ma postać obiektywną, który można badać metodami matematycznymi, a zbudowane na tej podstawie jego matematyczne modele staną się naukową podstawą doskonalenia szkolnej dydaktyki.
Za tą wiarą w możliwość matematycznego opisu procesu kształcenia i budowania jego matematycznych modeli ukryte były nie tylko neopozytywistyczne przekonania metodologiczne badaczy, ale i założenie, że w istocie człowiek jest maszyną, której działanie można zaplanować i przewidzieć.
Na tym samym przekonaniu oparta była idea nauczania programowanego i próby opracowania maszyn automatyzujących proces dydaktyczny [E. Berezowski,1968; E. Berezowski 1984], które nadto wymieniane były w podręcznikach dydaktyki ogólnej jako już istniejące środki nauczania. „Maszyny dydaktyczne są tak skonstruowane – czytamy np. w podręczniku dydaktyki ogólnej W. Okonia – aby mogły sterować procesem uczenia się bez pomocy nauczyciela” [W. Okoń, 1987, s. 311].
Sam Cz. Kupisiewicz, promotor i kompetentny znawca
nauczania programowanego zacytował następującą wypowiedź R. G. Ambosa z kwietnia 1967 roku: „Nasze
pierwotne wyobrażenia o nauczaniu programowanym są już martwe i pochowane w
grobowcu, który zdążył pokryć się mchem” [Cz. Kupisiewicz, 1985, s. 168].
Wprawdzie w literaturze przedmiotu nie znajdziemy bliższych informacji na temat
powodów porzucenia przez dydaktyków idei nauczania programowanego, ale
teoretyczny kontekst rozważań odnoszących się do podmiotowych uprawnień ucznia
w procesie kształcenia wskazuje jednoznacznie na opozycyjność koncepcji
nauczania programowanego z poznawczą koncepcją dydaktyki i ideą rozwijania
postaw twórczych u uczniów.
Mimo tych tylko w
wyborze opisanych przykładów niepowodzeń w dydaktyce założeń „antropologii
techno” trwają próby ograniczania obecności nauczyciela „twarzą w twarz” i jej
zastąpienia przez jego „teleobecność”. Teleobecność nauczyciela ma być –
zdaniem wielu – pełnym ekwiwalentem bezpośredniej obecności nauczyciela z
uczniami „twarzą w twarz”.
„Teleobecność” w
obecnym sposobie jej rozumienia nie jest tą obecnością nauczyciela, z jaką
mieli do czynienia uczniowie na „filmo–” czy „tele–lekcjach” w USA. Na lekcjach
z nauczycielem „filmowym” nie było „sprzężenia zwrotnego”, podczas gdy
nowocześnie pojmowana „teleobecność”, np. w kursie internetowym, może być
interaktywna.
Internet umożliwia
zatem eliminację niepożądanej obecności nauczyciela, który nie tylko
pośredniczy między uczniem a wiedzą o świecie, ale nadto uzurpuje sobie prawo,
podobnie jak duchowni, „... do grzebania w prywatnych sprawach swoich klientów
pod przymusem wysłuchujących ich pouczeń” [jak wyżej, s. 73] i jest w rzeczy
samej autorem trapiących uczniów (czytaj: społeczeństwo) przesądów, poczucia
winy „... i przyczynia się do pogłębienia dyskryminacji stosowanej przez
społeczeństwo wobec niektórych jego członków...” [I. Illich 1976, s. 75].
Zwycięstwo tego poglądu
będzie ostatecznym utwierdzeniem paradygmatu, którego streszczeniem jest
zdanie: „człowiek jest w istocie maszyną”, do którego ma zastosowanie
„inżynieria behawioralna”, a nauczyciel będzie jedynie pracownikiem obsługi
technicznej „nauczającego automatu”. Nauczanie programowane – według tego
przekonania – upadło nie przez błąd pierwszego założenia, lecz przez słabość
technicznego oprzyrządowania procesu dydaktycznego.
Są liczne dowody na
to, że paradygmat ten nie jest prawdziwy, ale ponawiane próby jego udowodnienia
sugerują, że istnieją określone racje, które nakazują uznać badania z tego
zakresu za istotnie ważne! Pośrednich dowodów na fałszywość wskazanego
założenia dostarczyły cytowane w artykule z 1963 roku badania, które ujawniły
zachodzenie związku i zależności między więzią emocjonalną a przestrzenią
fizyczną, dzielącą partnerów celowego współdziałania.
Domyślne źródła poszukiwań nauczyciela mechanicznego
Z dużą pewnością przyjąć należy, że źródeł tematycznej inspiracji szukać należy poza pedagogiką. Pedagogika bowiem nie zakłada możliwości i potrzeby automatyzowania tak nauczania, jak i wychowania. Oczywiście wymaga to wyłączenia z zakresu znaczeniowego wychowania tych działań, które określamy mianem manipulacji i indoktrynacji. Wychowanie (w tym nauczanie) nie jest żadną miarą ani manipulacją, ani też indoktrynacją.
Są zatem liczne, chyba pozapedagogiczne, racje, które
nakazują szukania sposobów zastąpienia nauczyciela żywego, często niepokornego
i żądającego autonomii, nauczycielem – mechanicznym, automatem. Mechaniczny
nauczyciel będzie posłuszny „zleceniodawcom”, których marzeniem są szybko
urzeczywistniane zmiany we wszystkich niemal obszarach naszego życia,
szczególnie
w zakresie różnoimiennych przekonań i świadomości. Te zaś mogą względnie szybko
zachodzić wtedy, kiedy do realizacji utopii pozyska się nauczycieli, cieszących
się u uczniów (nie tylko w okresie początkowym) bezspornym autorytetem. Wiemy
zaś z doświadczeń minionej „epoki realnego socjalizmu”, że nauczyciel żywy nie
daje gwarancji realizacji nawet najatrakcyjniej brzmiącej utopii.
Warto zatem szukać sposobów zastąpienia nauczyciela pracującego z uczniami „twarzą w twarz” i cieszącego się autorytetem – maszyną. Ale do nauczyciela–maszyny trzeba przekonać uczniów i społeczeństwo, I to najlepiej przez krytykę nauczyciela i zantagonizowanie uczniów z nauczycielem, a to dzieje się właśnie na naszych oczach.
Pojawia się jednak pytanie, które z niezwykłą siłą
nasunąć się musi każdemu czytelnikowi książki Edwarda
J. Mishana, w której rozważa on ekonomiczny i moralny sens ciągłego
liniowego wzrostu ekonomicznego z punktu widzenia realnych korzyści,
wynikających z tego wzrostu dla ludzkiego dobrobytu i samopoczucia. Wprawdzie
E. J. Mishanowi chodzi o sens wzrostu gospodarczego, nam zaś o sens
pedagogiczny rozwoju technologicznego, ale wspólne jest dla nas poszukiwanie
tego sensu w wartościach pozaekonomicznych, czy pozatechnologicznych. Jeżeli specjaliści z zakresu ekonomii odczuwają
potrzebę odwoływania się do etyki, to tym bardziej nie może ich pominąć
pedagog, opisujący kwestie związane z nauczaniem wspieranym komputerowo.
Rozwój technologii
„informatycznej” nie jest, bo i być nie może, nośnikiem tych wartości, które
stanowią o pedagogicznym sensie zastosowań komputerów w dydaktyce. Sens bowiem
leży nie w wartościach technologicznych, a w wartościach etyczno–poznawczych. I
z tego punktu widzenia prowadzone były nasze rozważania.
Literatura
Apter M. J.: Komputery a psychika. Symulacja zachowania. PWN, Warszawa 1973
Berezowski E.: Maszyny dydaktyczne. PZWS, Warszawa 1968
Berezowski E. (red.): Problemy modelowania procesów dydaktycznych. PWN, Warszawa 1978
Berezowski E. (red.): Aspekty dydaktyczne automatyzacji procesu kształcenia. PWN, Warszawa 1984
Gloton R., Clero Cl.: Twórcza aktywność dziecka. WSiP, Warszawa 1985
Illich I.: Społeczeństwo bez szkoły. PIW, Warszawa 1976
Kupisiewicz Cz.: Paradygmaty i wizje reform oświatowych. PWN, Warszawa 1985
Mishan Edward J.: Spór o wzrost gospodarczy. PIW, Warszawa 1986
Okoń W.: Wprowadzenie do dydaktyki ogólnej. PWN, Warszawa 1987, s. 304, 310 i 311
Zaczyński Wł. P.: Maksymalizm i minimalizm w stosowaniu środków wzrokowo–słuchowych w nauczaniu. „Kwartalnik Pedagogiczny” 1963, nr 4