|  |
 | Dlaczego ludzie lubią „Wielkiego Brata”?
 Monika Spławska-Murmyło
 Program
“Big Brother” [dalej także BB] wzbudzał kontrowersje zanim jeszcze w
1999 roku w holenderskiej prywatnej telewizji Veronica rozpoczęto jego
emisję. Opinia publiczna wrzała. Widowisko niemal natychmiast
okrzyknięto niemoralnym, czy wręcz społecznie szkodliwym. Głównym
zarzutem było to, że w formule programu wykorzystano “najniższe ludzkie
popędy” (jak relacjonowali krytycy BB), jakimi jest podglądactwo i
bezwstydne obnażanie się publicznie. Do dyskusji oprócz mediów
przyłączyły się także instytucje państwowe i religijne. “Wielkiego
Brata” skrytykowali psycholodzy, etycy i episkopat, co tak naprawdę
wcale widowisku nie zaszkodziło, ale przeciwnie - przyczyniło się do
jego popularności. Jak łatwo można było przewidzieć, stacja telewizyjna
Veronica odniosła sukces: podczas pierwszej emisji programu codziennie
1,5 miliona osób oglądało skrót najciekawszych wydarzeń dnia (Holandia
liczy 15 milionów mieszkańców), podczas gdy najciekawsze odcinki
oglądał nawet co piąty Holender. Jak szacuje holenderska gazeta “De
Volkskrant”, pierwszy BB przyniósł 10 milionów guldenów zysku1.
Kolejne miliony pomysłodawcy “Big Brothera” zarobili na sprzedaży
licencji, czyli prawa do wyprodukowania tego programu w innych krajach,
a pojawił się on już m.in. w Niemczech, Portugalii, Hiszpanii, Turcji,
Szwajcarii, Anglii, Szwecji, Danii, Włoszech, Polsce, USA, Kanadzie,
Australii i Argentynie.
“Wielki Brat” jest typowym zjawiskiem kultury masowej. Jego widzów
interesuje przede wszystkim to, co najbardziej pikantne i żywe. Pisze
Krystyna Lubelska w “Polityce”: Nie
ma wątpliwości, że w Wielkim Bracie we wszystkich krajach najwięcej
zainteresowania budzi seks, wszelkie skandale, towarzyskie manipulacje,
wzajemne nienawiści i spory. Oglądalność zawsze wzrasta, gdy ktoś ma
odejść z grupy, gdy trzeba nałożyć karę na jednego z uczestników za
złamanie regulaminu lub gdy na ekranie pojawia się miłość2.
Program wzbudzał kontrowersje głównie dlatego, że jego producenci mogli
pokazać wszystko, co mogłoby się wydarzyć w domu, jednak nigdy nie dało
się przewidzieć, co tak naprawdę pokażą, jak daleko się posuną, czy
będą w stanie złamać granice przyzwoitości i wyemitować sceny aktów
seksualnych czy przemocy. Zarówno oczekiwania widzów, jak i krytyków
zostały zaspokojone. Holenderska Veronica pokazała, jak skojarzona w
domu BB para idzie ze sobą do łóżka (podobne sceny mogli również
oglądnąć m.in. telewidzowie w Niemczech i w Polsce), a w Hiszpanii w
programie nieustannie dochodziło do sprzeczek i bójek.
W Polsce telewizja TVN, która odkupiła od holenderskiej firmy Endemol
Neovision licencję na “Wielkiego Brata”, na pierwszej edycji programu
zarobiła co najmniej 100 milionów złotych za emisję samych reklam3.
Polskiego “Big Brothera” oglądało nawet siedem milionów Polaków. TVN
zyskała nie tylko finansowo, zdobyła także nowych widzów. Popularność
reality show sprawiła, że publiczność zauważyła także inne programy tej
stacji (między godziną 17.00 a 23.00 wzrosła oglądalność filmów i
seriali). Innym sukcesem TVN jest wygrana w “wyścigu” z Polsatem, który
również w tym czasie nadawał swój własny reality show – “Dwa Światy”.
Widowisko Polsatu zostało ocenione dużo gorzej od BB, a jego widownia
była nawet trzy razy mniej liczna od widowni konkurenta. Z osiągnięcia
stacji TVN wyciągnęła wnioski także polska telewizja publiczna. Czytamy
w “Polityce”: W opinii Sławomira Zielińskiego, dyrektora TVP 1,
“Big Brother” zmienił punkt widzenia wielu twórców telewizji na
potrzeby publiczności i w pewnym sensie odarł ich ze złudzeń4.
Odpowiedzią telewizji publicznej na “Wielkiego Brata” były emisje
amerykańskiego reality shows “Survivals” oraz opartych na “prawdziwym
życiu” nowych docu-soaps.
“Big Brother” niewątpliwie zmienił obraz telewizji komercyjnej na całym
świecie. Przede wszystkim spowodował prawdziwą lawinę programów
przypominających jego formułę. Kolejne pomysły na reality shows były
coraz bardziej kontrowersyjne: w Niemczech nie mniejszą popularność
zdobyło widowisko “Big Diet”, którego uczestnicy (wybrano tylko tych z
widoczną nadwagą) prześcigali się w... chudnięciu. Jeszcze więcej
emocji wzbudziła amerykańska “Wyspa Pokus” (”Temptation Island”), gdzie
cztery zaręczone pary zostały rozdzielone i poddane próbie wierności:
byli cały czas uwodzeni przez 13 samotnych kobiet i mężczyzn. W innym
amerykańskim reality show bogaty biznesmen wybrał sobie żonę, a w
jeszcze innym grupa uczestników była poddawana prawdziwym torturom. To
tylko niektóre z realizowanych na świecie widowisk nierzadko już tylko
w niewielkim stopniu naśladujących BB. W Polsce ostatnim programem
sygnowanym marką “Big Brother” była “Bitwa” (kwiecień - czerwiec 2002)
o nieznacznie zmienionej pierwotnej formule (uczestnicy byli podzieleni
na dwie grupy walczące ze sobą o lepsze warunki bytowe, zadania były
bardziej widowiskowe niż w pierwszej i drugiej edycji). Konkurent
stacji TVN, Polsat, przygotowuje się do drugiej emisji piątego z kolei
wyprodukowanego przez ATM reality show (po “Dwóch Światach”,
“Amazonkach”, “Gladiatorach” i “Łysych i Blondynkach”) – “Baru”,
którego uczestnicy prowadzą pub w centrum miasta.
Ciągnące się miesiącami w mediach dyskusje nad BB sprawiły, że wokół
programu narosła otoczka skandalu i kontrowersji. Pomińmy jednak
szeroko dyskutowaną etyczną stronę tego widowiska, próbując poszukać
psychologicznych i socjologicznych przyczyn popularności “Big
Brothera”. Czy rzeczywiście “Wielki Brat” schlebia potrzebie
podglądactwa, czy może ją stwarza? Czy wysoka wygrana jest jedynym
bodźcem dla tysięcy chętnych do wzięcia udziału w tym widowisku? Czemu
tak naprawdę BB zawdzięcza swoją popularność?
Podglądactwo i ekshibicjonizm
Reakcja polskich psychologów na program Big Brother była dwojaka:
członkowie Polskiego Towarzystwa Psychologicznego zgodnie potępili
widowisko, wskazując na trudne do przewidzenia konsekwencje dla zdrowia
psychicznego jego uczestników. Ich zaniepokojenie bez wątpienia wzmógł
fakt, iż jeden z bohaterów programu w Szwecji popełnił samobójstwo po
tym, jak widzowie zadecydowali o opuszczeniu przez niego domu Wielkiego
Brata. Wśród polskich psychologów byli jednak i entuzjaści programu.
Jacek Santorski, który już wcześniej współpracował z mediami (m.in. był
komentatorem Gazety Wyborczej, zrealizował kilkadziesiąt programów na
żywo w Programie Trzecim Polskiego Radia oraz był współtwórcą
cyklicznych programów telewizyjnych, np. “Noc i stres”, “Twój Dekalog”,
“Okna” 5), został konsultantem i mentorem BB. W wywiadach
dla pism “Nowe Państwo” i “Wprost” niemal zachwycał się projektem
programu, widząc w nim przede wszystkim korzyści: społeczną “lekcję
samoświadomości” oraz wartości poznawcze. Jednak podobnymi
doświadczeniami zajmowali się przed laty m.in. Zimbardo i Milgram. Do tego rodzaju eksperymentów od dawna już mamy laboratoria na bodaj 60 tys. uczestników – komentuje prof. Małgorzata Szpakowska w wywiadzie dla Gazety Wyborczej. Więzienna
cela, czyli klozet z łóżkami i judaszem w drzwiach, jest przecież
dokładnie takim miejscem, gdzie człowiek przebywa pod stałym nadzorem
Wielkiego Brata. Mamy wielu ludzi, którzy już są w takiej sytuacji, i
wiemy, że więzienie jako doświadczenie psychologiczne nie jest
specjalnie wzbogacające6.
Jakiekolwiek wartości miałby BB dla współczesnej psychologii, pewne
jest, że w relacjach “uczestnicy – kamera” i “widz – ekran” odnajdujemy
dawno już opisane problemy z jednej strony wystawiania się na pokaz, a
z drugiej - oglądactwa. Oba te zachowania istnieją tak długo, jak
gatunek ludzki, ale tym razem umożliwia nam je publiczne medium –
telewizja. Przyglądnijmy się zatem obu tym problemom, umieszczając je
jednocześnie na tle teorii odbioru przekazu telewizyjnego.
Uczestnik programu BB zgłaszając chęć udziału w widowisku, musiał wziąć
pod uwagę fakt, iż będzie on cały czas trwania programu obserwowany
przez dziesiątki kamer i podsłuchiwany przez dziesiątki mikrofonów. Tym
samym zgodził się na wyjątkową ekspozycję przede wszystkim swojego
ciała, ale również swojej psychiki. Wiedział bowiem, że kamery będą
zainstalowane nawet w łazience czy w ubikacji i, chociaż obraz z tego
ostatniego miejsca nie miał być transmitowany, musiał być świadomy
konieczności wystawienia na pokaz nawet swej intymności. W psychologii
takie zachowanie nazywane jest ekshibicjonizmem, a jest to, jak podaje
“Słownik psychoanalizy”: działanie
zmierzające do zwrócenia na siebie uwagi. (...) Ekshibicjonizm ujawnia
się w oczywisty sposób w dziecięcym pragnieniu pokazywania własnego
ciała, w szczególności genitaliów, w trakcie fazy fallicznej. Jest
ściśle związany i zwykle współwystępuje z tendencją do podglądania
(voyeryzmem); ekshibicjonizm to odwrócenie impulsu podglądania na
siebie. W ekshibicjonizmie genitalia mogą być zastąpione przez inne
części ciała lub przez ciało jako całość, a sam akt może być
zastępowany przez określone zachowania lub czyny7. Jest
to bierny składnik skopofilii, właściwego człowiekowi popędu związanego
z patrzeniem i czerpaniem przyjemności z patrzenia.
Ekshibicjonizm może przyjąć formę zaburzenia psychicznego, zwłaszcza
gdy zmierza do osiągnięcia podniecenia seksualnego u ekshibicjonisty,
jednak istnieje też inne, bardziej potoczne znaczenie tego słowa.
Ekshibicjonizm to przecież także tendencja do pokazywania się, to jakby
zmniejszone poczucie wstydu, wyjątkowa otwartość. Wymienione cechy są
właściwe takim zawodom jak: aktor, pisarz, muzyk, modelka, prezenter
telewizyjnym oraz nauczyciel. Czy bohaterowie programów reality show są
zatem ekshibicjonistami? Niewątpliwie tak – przecież wystawiają się na
pokaz z własnej woli. Ciągła obecność kamer to właśnie ten jeden jedyny
warunek dokonującej się w widowisku przemiany, przemiany zwykłego
człowieka w telewizyjną gwiazdę, rozpoznawalną przez miliony ludzi.
“Lubię być podglądana” – deklarowała w krótkim filmie przedstawiającym
jej osobowość 20-letnia Karolina, uczestniczka pierwszej polskiej
edycji “Wielkiego Brata”. “Myślę, że każdy, kto bierze udział w tym
programie, jest ekshibicjonistą” – stwierdziła bohaterka “Baru”,
24-letnia Beata.
Mieszkańcy domu BB nie mają wyboru - muszą być ekshibicjonistami. W tym
spektaklu przecież najważniejsze jest ciało. Czytamy w eseju
antropologa kultury Rocha Sulimy: Skoro
zdegradowane zostaje słowo, które nie tylko się trywializuje, ale
również nie wytrzymuje ciśnienia innych tworzyw semiotycznych w
widowisku BB, rozpoczyna się wielki spektakl cielesności (...).
Mieszkańcy domu BB skazani są w sposób najdotkliwszy na obcowanie z
własnym ciałem i cielesnością innych. Kamery to lubią i pokazują.
Szczególnie w pierwszej fazie programu oglądamy nieustannie
najdziwniejsze makijaże, postrzyżyny (...), rozjaśnianie lub
przyciemnianie kosmyków lub całych fryzur, mycie i podmywanie;
nieustanne przepychanie, obejmowanie się, grupowe polegiwanie, cielesne
sploty i układanki, jakieś trywialne “laokoony”. Intensyfikują się też
wszystkie czynności manualne. 8 Nieprzypadkowo polski
program reklamowały podświetlane reklamy przedstawiające kadry z edycji
niemieckiej: mężczyznę, który, zbliżywszy twarz do lustra, ogląda
wyprysk skórny na swojej brodzie. Nas, widzów, mogą takie obrazy
najwyżej zniesmaczyć, ale na pewno nie zaszokować. Skądś je przecież
znamy – to przecież my sami i nasze zachowania, kiedy nikt nie widzi,
to przecież takie zdjęcia znajdujemy w kolorowych gazetach z lubością
opisujących prywatne życie gwiazd, to wreszcie podobne sytuacje
oglądamy w filmach, na plakatach, w reklamach, itp. Gotowość do
takiego samoobnażania, “grania” poczuciem wstydu czy prywatności, choć
manifestacyjnie jest z góry zakontraktowana przez współczesne media,
została przez kulturę europejską jakoś już przygotowana wcześniej.
(...) Jednak publiczne roznegliżowywanie stało się dopiero jednym z podstawowych mechanizmów kultury konsumpcyjnej9 - i, jak moglibyśmy dodać, kultury wizualnej. Karol Irzykowski uznał cielesność za żywioł kina, motor rozwoju sztuki filmowej i motyw odzwierciedlający w pełni prawa medium10.
Przecież ciało stało się publiczne w swoich najdrobniejszych
szczegółach nie tylko dzięki filmom pornograficznym, ale również dzięki
np. reklamie bielizny czy filmom popularnonaukowym. Tak naprawdę
współczesny człowiek nie ma więc nic do ukrycia, jednak zawsze będzie
mu towarzyszyło z jednej strony mniejsze lub większe uczucie wstydu, a
z drugiej – ciekawość ciała innego człowieka.
Czasami cena intymności okazuje się dla niektórych uczestników zbyt
wysoka. Najbardziej wstydliwe bohaterki programów reality show kąpią
się pod prysznicem w stroju kąpielowym, ukrywając przed wzrokiem widzów
zarówno piersi, jak i okolice łonowe, inne zgadzają się obnażyć piersi,
zachowując dolną część bielizny (minimalna wersja to “stringi”).
Podobnie przy zmianie ubrania niektórzy uczestnicy robili to zawsze pod
kołdrą lub okrywając się ręcznikiem. Innym sposobem “chowania się”
przed okiem kamery było zakładanie okularów słonecznych, np. zaraz po
wstaniu z łóżka (kiedy kobieta jest jeszcze nie umalowana) lub w
momentach płaczu (kiedy makijaż się rozmywa, a poza tym pokazujemy
silne emocje).
Programy reality show zdają się potwierdzać stereotypowy podział
przyjemności patrzenia na aktywną – męską, i bierną – kobiecą. Pisze
Laura Mulvey: Na
kobiety się patrzy i równocześnie przedstawia się je w tradycyjnej roli
ekshibicjonistek, przy czym ich wygląd zakodowany jest tak, by wywierał
silne wrażenie wzrokowe i erotyczne, a o samych kobietach można było
powiedzieć, że konotują swój status bycia przedmiotem oglądu. Kobieta
pokazana jest jako przedmiot seksualny – to motyw przewodni spektaklu
erotycznego: od pinups do strip-teasu, (...), ona przykuwa wzrok, ona
podsyca i wyraża męskie pożądanie11. Podobnie w
programach reality show to wokół postaci kobiecych i wokół ich erotyki
skupia się uwaga kamer. W niektórych przypadkach to właśnie kamera
czyni z nich, jakby na siłę, przedmioty seksualne, ale najczęściej to
same bohaterki prowokują taką, a nie inną interpretację swojego
zachowania. Przykładami mogą być m.in. stale przeglądające się w
lustrze Karolina (BB, I ed.) i Magda (BB, III ed.), określająca się
mianem nimfomanki Frytka (BB, III ed.), czy często prezentująca się w
samej bieliźnie modelka Alicja (BB, I ed.), której Polska zawdzięcza
modę na stringi. Podobnie jak w filmie, pokazana kobieta
funkcjonuje tradycyjnie na dwóch płaszczyznach: jako przedmiot
erotyczny dla postaci ekranowych i jako przedmiot erotyczny dla widza12.
Jej uroda jest jawnie komentowana zarówno przez mężczyzn - uczestników
programu, jak i mężczyzn - widzów (listy dyskusyjne w Internecie).
Programy reality show w swojej treści zdają się więc podkreślać
heteroseksualny, aktywno-pasywny podział ról, widzowie jednak
protestują, chcą “całej prawdy”. Uczestniczki internetowej listy
dyskusyjnej poświęconej “Wielkiemu Bratu” pisały Dziewczyny: bunt!,
domagając się od producentów programu także męskich aktów.
Rzeczywiście, obraz kąpiącego się pod prysznicem mężczyzny był w BB
bardzo rzadki, wręcz niezauważalny. Częściej już widzieliśmy męskich
bohaterów programu w roli... kobiet, np. Sebastiana z pierwszej edycji
BB grającego Julię z tragedii Szekspira, czy Adriana i Romana z “Baru”
jako “cheerleaders” (cheerleaders lub inaczej czirliderki to grupa
dziewcząt pokazująca układy choreograficzne w przerwach meczów,
zwłaszcza koszykówki). Takie obrazy w sposób oczywisty implikowały
relacje homoseksualne – Roman z “Baru” po emisji odcinka, w którym
występuje jako cheerleaderka, otrzymał bukiet kwiatów od “tajemniczego
wielbiciela”. Warto podkreślić, że modelowym odbiorcą tego typu
przekazów pozostaje zawsze mężczyzna.
Widzowi “Wielkiego Brata” naturalnie przypisano rolę podglądacza,
voyera. Voyeryzm, podobnie jak ekshibicjonizm, jest jednym z przejawów
skopofilii, właściwego człowiekowi popędu związanego z patrzeniem,
przyglądaniem się. Czytamy w “Słowniku psychoanalizy”: W
skopofilii podmiot osiąga największą przyjemność, gdy patrzy na nagie
ciało, genitalia lub akt seksualny. Voyeryzm oznacza perwersję, w
której pragnienie patrzenia na podniecające seksualnie sceny prowadzi
najczęściej do masturbacji, nie zaś do uczestnictwa w seksualnym akcie
z partnerem13. U niektórych podglądaczy zaobserwowano
także silne impulsy ekshibicjonistyczne. Wśród czynników, z którymi
można wiązać genezę voyeryzmu wymienia się ogólną skłonność do bycia
wzrokowcem, karmienie niemowlęcia (twarz i pierś matki, lęk przed jej
utratą), wczesne doświadczenia seksualne (np. oglądanie genitaliów osób
dorosłych, aktu seksualnego), lęk kastracyjny oraz uraz w dzieciństwie.
14
Według Freuda sama skopofilia nie jest zboczeniem seksualnym i odgrywa
ważną rolę w normalnej seksualności. Pisze Agata Bielik-Robson: Podglądanie
innych w sytuacjach, które filozofia określa jako graniczne –
narodziny, miłość i śmierć – okazuje się potrzebą nieodpartą, zdradzaną
już przez osobniki najmłodsze, co nieomylnie wskazuje na jej
niezmienny, uparcie naturalny charakter15. Dlaczego więc
podglądactwo jest wątpliwe moralnie? Dlaczego towarzyszy mu wstyd, chęć
ukrycia się, pozostania niewidzialnym, a w niektórych przypadkach –
wyrzuty sumienia? Ponieważ jest ono zawsze powtórzeniem sytuacji z
dzieciństwa. Dorośli często powtarzają dzieciom przysłowie Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
To właśnie dzieci przez swoją ciekawość najczęściej oddają się
czynności podglądania. Freud stwierdził nawet, że wokół tego przeżycia
organizuje się psychika małego dziecka. Ciekawość (...) wiedzie
małego człowieka na spotkanie rzeczywistości, na przyjęcie której nie
jest on jeszcze przygotowany. Podglądając, wystawia się on na brutalny
kontakt z bytem, który go szokuje i wymyka się jego zwykłemu pojmowaniu
rzeczy16. Ten szok rodzi wstyd i jednocześnie podsyca
ciekawość dziecka. Zakazy stawiane przez rodziców, nakładanie kary na
przyłapanego na podglądaniu świadka zdarzeń należących do tabu
utwierdza małego człowieka w przekonaniu, że jego obserwacja musi być
dokonywana z ukrycia. Wartościowanie czynu (“podglądanie jest złe,
wstrętne”) nakłada nań wymiar moralny. Podglądactwo zawsze przecież
dotyczy drugiego człowieka, którego podglądający odziera z intymności,
prywatności. Stąd uważa się voyeryzm za zachowanie niepożądane i
niemoralne. Oczywiście ciągnie nas, żeby podglądać to, czego nie
powinniśmy. Ciekawość ludzka jest bardzo godnym elementem, ale godność
ludzka jest jeszcze ważniejsza, wobec czego w imię poszanowania
drugiego musimy nie zaspokoić naszej ciekawości17.
W przypadku programu BB sytuacja podglądania jest nieco inna. Jego
uczestnicy sami decydują się na wystawienie na pokaz, sami chcą się
przed nami, widzami prezentować, a więc doskonale wiedzą, że są przez
cały czas obserwowani. Telewizja odebrała im nawet możliwość
spekulacji: “czy dane sceny zostaną pokazane, czy nie”, bowiem w
Internecie można oglądać przekaż z domu BB przez całą dobę, bez
montażu. I o tym uczestnicy “Wielkiego Brata” wiedzą również. Widz
telewizyjny nie musi się kryć, bo za oglądanie telewizji nie spotka go
kara. Wreszcie, to nie on szuka obrazu do podglądania, ale ten obraz
jakby sam do niego przychodzi. Nietypowe dla sytuacji podglądania jest
także całe otoczenie widza: pokój w jego własnym domu, wygodny fotel,
światło, towarzystwo innych domowników, czasami kolacja, rozmowa,
dyskusja. To prędzej widz kinowy przypomina nam podglądacza. Przemawia
za tym kilka faktów: ciemność sali kinowej, bierność sytuacji,
przymusowe unieruchomienie, ekran oświetlony z przodu (światło rzucane
na ekran zza głowy widza), iluzja rzeczywistości wywołana m.in.
niewidocznym montażem18. Pisze Laura Mulvey: Aczkolwiek
film pokazywany jest naprawdę, jest po to, aby być oglądanym, warunki
projekcji i konwencje narracyjne dają widzowi iluzję patrzenia na świat
prywatny. Pozycja widzów w kinie świadczy między innymi wyraźnie o
represji, jakiej podlega ich ekshibicjonizm i pozwala im przerzucać
stłumione pożądania na wykonawców19.
Cechą podstawową obu sytuacji: widza BB i widza kinowego jest
bezpieczeństwo oglądającego. Jednak w przypadku kina czy filmu
fabularnego oglądanego w telewizji konwencja jest nieco inna niż w
przypadku “Wielkiego Brata”. W sytuacji pierwszej aktorzy udają
naturalność, a widz zgadza się na to udawanie. Widz BB już takiej zgody
obserwowanym przez siebie “aktorom” nie daje – uczestnicy programu nie
mogą udawać zachowań naturalnych, oni się mają naturalnie zachowywać.
Ich reakcje, emocje, gesty, nagość mają być nie wystudiowane i grane,
ale naturalne. Stąd właśnie skojarzenia z podglądactwem. Widz BB jest
przekonany, że ogląda prawdziwe życie, słucha szczerych rozmów (a nie
dialogów ze scenariusza), ogląda dotychczas ukrywane przed widokiem
publicznym ciała. Ale tak naprawdę czym się różni nagość w filmie
fabularnym i nagość w programie reality show? Uczestnicy BB to przecież
“naturszczyki”, niewykształceni aktorzy, którzy sami zgodzili się
“zagrać” w masowym widowisku. Tacy sami “aktorzy” grali w słynnym
filmie Jean-Jacquesa Annaud “Bitwa o ogień”, oskarżonym o zbyt daleko
idący naturalizm np. w pokazywaniu scen kopulacji. Są filmy fabularne
nakręcone bez scenariusza, w których aktorzy grają intuicyjnie, według
ogólnych wskazówek reżysera. Ich dialogi i reakcje pozostają w dużej
mierze naturalne, ale bezpieczeństwo widza zostaje zachowane, bo
zachowana jest konwencja umowności.
W BB poczucie bezpieczeństwa gwarantuje widzowi telewizja, a dokładnie
jej ramówka. Jeśli bowiem oglądam program przed godziną 23, razem z
innymi członkami rodziny, wszystko jest w porządku – takie przekonanie
sankcjonuje telewizyjne prawo o czasie chronionym (zakaz emisji
programów o szczególnym natężeniu przemocy czy seksu przed godziną 23).
Ale co zrobić, jeśli stacja telewizyjna pokaże miłość fizyczną
uczestników programu, sytuację niewyreżyserowaną i nieudawaną? Jeśli
zamiast “granych” pocałunków i pieszczot zobaczymy prawdziwe? Ten
aspekt zdaje się zbliżać BB do filmów pornograficznych, gdzie aktorzy
nie udają, kochają się naprawdę. Oczywiście TVN ani żadna inna stacja
emitująca programy reality show nigdy nie pokazała pełnego aktu
seksualnego ze szczegółami (w Holandii widzowie zobaczyli parę, która
po rozebraniu się schowała się pod kołdrą, natomiast następnym kadr był
już “chwilę po”, w Polsce telewidzowie widzieli zabawy erotyczne pary
bohaterów w wannie). Niewątpliwie jednak seks jest jednym z trzech
podstawowych tabu (obok śmierci i cierpienia), którego obrazów
prawdziwych, nieudawanych, będąc obcymi, intruzami, nie powinniśmy
oglądać i to nie tylko w rzeczywistości, ale także w telewizji
publicznej. Krzysztof Zanussi pisał w 1997 roku w eseju “Estetyka
dobrego obyczaju”: Dopóki
rzeczywistość kreowana opiera się na jasno sformułowanej fikcji,
jesteśmy bezpieczni. W życiu codziennym mamy poczucie, że dobry obyczaj
nie pozwala przyglądać się cierpiącemu, jest czymś ohydnym, kiedy na
pogrzebie podglądamy, czy wdowa płacze i jak płaczą sieroty. To jest
wstrętne. Nie ma w tym nic wstrętnego, jeśli w filmie, czyli w fikcji,
aktorzy przekonywująco opisują cierpienie po stracie kogoś bliskiego i
taką scenę z pogrzebu mogę spokojnie oglądać pod warunkiem, że ona
została wykreowana, a nie jest kalką rzeczywistości20.
Problem w tym, że człowiek współczesny nie zawsze kieruje się “zasadami
dobrego obyczaju” i nie zawsze słucha moralistów nawołujących do ich
przestrzegania.
Ale dlaczego tak naprawdę człowiek czerpie tyle przyjemności z
patrzenia? Wydaje się, że tak nas “zaprogramowała” sama natura: zmysł
wzroku odgrywa nadrzędną rolę w naszym życiu i rozwoju, stanowi podstawę działalności, procesów poznawczych, orientacji w otaczającym świecie, adaptacji21.
Szacuje się, że ok. 70 proc. wrażeń, które docierają do naszego mózgu,
to właśnie spostrzeżenia wzrokowe. Zdolność posługiwania się obrazem
jest bardzo ważna w psychicznym rozwoju dziecka (do pewnego momentu
warunkuje nawet rozwój języka), wzrok jest także warunkiem
bezpieczeństwa i ma ogromną wartość poznawczą. To głównie dzięki
wzrokowi człowiek poznaje świat. Dążenie do podporządkowania świata
obrazom towarzyszyła nam od zarania dziejów – to dzięki niemu rozwinęło
się malarstwo i sztuka wizualna, dzięki niemu możemy utrwalać sytuacje
na zdjęciach, oglądać filmy w kinie czy w telewizji. Pełen obrazów jest
także Internet, a nawet, paradoksalnie, telefon (wideotelefony,
wiadomości graficzne wysyłane przez telefony komórkowe). Gazety,
niegdyś skąpo ilustrowane, teraz przyciągają czytelników masą
kolorowych zdjęć. Coraz powszechniejszy prymat obrazu niesie pewne
zagrożenia: mówi się przede wszystkim o ograniczeniu roli słowa i o
spadającym czytelnictwie.
Znakiem BB jest oko, które patrzy – pisze Roch Sulima – Można
sądzić, że milionom oglądających BB może wciąż jeszcze towarzyszyć
wierzeniowa czy magiczna wykładnia symboliki Wielkiego Oka22.
Bogactwo tej symboliki wynika ze szczególnej więzi, jaka wytwarza się
między patrzącym a jego otoczeniem. Spojrzeniem nadaje się światu
kształt, definiuje się go i interpretuje, nadając tym samym znaczenie.
Wzrokiem możemy “oswoić” miejsca i ludzi, bo dzięki niemu raz widziane
przedmioty stają się rozpoznawalne. Wzrok nie traci swojego znaczenia
nawet wtedy, gdy zamykamy oczy: nasza wyobraźnia nieustannie podsuwa
nam kolejne obrazy, także podczas nocnego odpoczynku zdarza się, że
widzimy obrazy we śnie. Niezwykle wymowna wydaje się magiczna symbolika
oka. Wielkie Oko to przede wszystkim oko Boga, który widzi wszystko w
każdym momencie, jest to zatem oko wszechwiedne i wszechobecne.
Przedziwne są ludowe wierzenia związane ze zmysłem wzroku: kobieta w
czasie menstruacji patrząc, miała powodować zniszczenia, w lustro nie
wolno zaglądać niemowlęciu, położnicy, pannie młodej i zmarłemu,
nieboszczykowi w chwilę po śmierci zamyka się oczy, po specyficznym
wzroku można rozpoznać szaleńca lub geniusza, wzrokiem można rzucić na
kogoś czar, ślepcom natomiast często przypisywano niezwykłe zdolności,
np. jasnowidztwo23.
W BB telewizja daje nam drugie oko, chwilowo rozszerza naszą władzę
jako widzów. Oto otrzymujemy nową możliwość, której wcześniej nie
mieliśmy: podglądania obcych ludzi. Oko Wielkiego Brata będzie więc
przede wszystkim symbolem władzy, a władza daje przyjemność (pisali o
tym m.in. Michel Foucault i Herbert Marcuse). To właśnie tego szukają
widzowie BB: chcą przez chwilę poczuć, że są wszechmocni i
wszechwiedzący. Jednym z głównych (pierwszych) motywów oglądania
“Wielkiego Brata” jest niewątpliwie ciekawość i to nie tyle ciekawość
drugiego człowieka, co samego kontrowersyjnego programu, ciekawość
sytuacji podglądactwa. Dopiero później przychodzi przywiązanie do
bohaterów i, co za tym idzie, ciekawość ich dalszych losów, reakcji
oraz relacji, w jakie będą wchodzić z innymi uczestnikami programu.
Dopiero też dopiero po zaangażowaniu się widza w regularne śledzenie
wydarzeń może nastąpić zjawisko projekcji, które oznacza, że w sposób
nieświadomy oglądając bohaterów programu, będziemy widzieć samych
siebie. Jednak nadrzędnym motywem widza BB jest pragnienie rozrywki. 24
Widz jest przecież przede wszystkim konsumentem – jeśli decyduje się na
oglądanie prezentowanych na antenie telewizyjnej emisji, chce czegoś w
zamian. Jednym z podstawowych oczekiwań będzie otrzymanie informacji (w
celach poznawczych lub edukacyjnych), ale nie mniej ważne wydaje się
dostarczenie przyjemności. Według medioznawcy Johna Fiske jest to przykład kompensacyjnego użycia mediów w celu zaspokajania potrzeb nie zaspokajanych w życiu społecznym25.
Motywami tego działania są m.in.: chęć ucieczki od ograniczeń i
problemów codzienności, potrzeba odprężenia emocjonalnego, ekscytacji
czy interakcji społecznej. BB zdaje się zaspokajać to ostatnie
pragnienie przede wszystkim dzięki temu, iż daje swoim widzom szansę
na odgrywanie ról, co do których odbiorca zgłasza bądź czuje, że ma
prawo zgłaszać uzasadnione roszczenia, lecz których nie ma szans
odgrywać w swym własnym środowisku. Tego rodzaju paraspołeczna funkcja
może zatem zostać określona jako kompensacyjna o tyle, o ile daje ona
społecznie i psychologicznie izolowanym jednostkom szansę doświadczenia
przyjemności bycia pośród innych ludzi26. Czy nie z tego
rodzaju przyjemnością mamy do czynienia w przypadku obioru “Wielkiego
Brata”? Wiernym widzom bohaterowie programu jawią się prawie jako
sąsiedzi, dobrzy znajomi, o których wiedzą prawie wszystko, bo
(niedyskretnie) zaglądają w okna ich domów. Są to jednak sąsiedzi,
którzy, w przeciwieństwie do prawdziwych sąsiadów, pozwalają widzowi oderwać
się od rzeczywistości, uciec od powszednich spraw i kłopotów, i przeżyć
coś ekscytującego, coś diametralnie przeciwnego od nużącej rutyny
codziennych obowiązków27.
Przyjemność czerpana z patrzenia na “Wielkiego Brata” to nie tylko
przyjemność voyera. To także spontaniczna reakcja towarzysząca
przeżyciu estetycznemu: przyjemnie jest oglądać osoby i rzeczy, które
wydają się nam ładne. To dlatego na samym początku pierwszej polskiej
edycji BB Manuela nie była lubiana przez widzów (miała nadwagę, często
chodziła z tłustymi włosami...), jednak dzięki swojej pełnej energii
osobowości zyskała ich wielką sympatię (doszła do finału, zdobyła
drugie miejsce). Podobnie było z innym bohaterem tej samej edycji,
Piotrem nazywanym w domu BB “Picią”. Czy uważanie, że powinien wylecieć z programu za “nieatrakcyjność” – pytali fani “Wielkiego Brata” na internetowej liście dyskusyjnej.
Ci sami fani, którzy mieli okazję wymieniać zdania o BB w Internecie, domagali się przede wszystkim: aby było ciekawie (co miało oznaczać seks lub bójki) i by było jakoś z sensem, czyli bez bezczynnego siedzenia na czterech literach. Pożądane przez publiczność były także kłótnie: nerwowa atmosfera sprzyja ciekawym scenom oraz nagość: czy ktoś już widział piersi Moniki?.
Tych parę krótkich cytatów z tworzonej przez kilka miesięcy listy
dyskusyjnej jest doskonałym podsumowaniem naszych psychologicznych
poszukiwań. Widać w nich doskonale zachowania voyerystyczne oraz
potrzebę rozrywki. Widzowie krytykowali tych uczestników, którzy
czynili program nudnym, a także tych, którzy wydawali im się
nieatrakcyjni. Pragnęli przede wszystkim żywej akcji, chcieli, żeby w
ich ulubionym widowisku coś się działo i właśnie to oczekiwanie na
ciekawe zdarzenia przyciągało ich codziennie przed telewizory i ekrany
komputera (najbardziej wytrwali oglądali godzinami bezpośrednie
transmisje z domu BB przez Internet, a potem także na kanale Cyfra +).
Potrzeba zabawy
“Wielkiego Brata” można by nazwać “teatrem dla mas”, wydaje się on
bowiem być tym, czym kiedyś były przedstawienia wystawiane na
jarmarkach ku uciesze pospólstwa. Skojarzenia teatralne są liczne: BB
jest widowiskiem, telewizyjnym show, a jego uczestnicy są aktorami,
którzy występują na specyficznej scenie – ograniczenie przestrzenne ma
tu również swoje znaczenie. Również w sensie psychologicznym chodzi
(...) o względy wyłącznie dramaturgiczne: grający powinni “być sobą”, a
nie grać. Nie powinni się domyślać, jak postrzegani są przez
oglądających28. Aktorzy, spektakl, przedstawienie, show,
grać, udawać, pokazywać, wystawiać się na pokaz, farsa, bohater, scena,
obraz, rola, oglądanie, widz, instalacja, improwizacja, reżyseria,
scenariusz – oto zaledwie niewielka próbka wyrażeń, które mogą służyć
do opisu BB. Erving Goffman w swojej książce “Człowiek w teatrze życia
codziennego” dowodził, że każdy z nas gra, ma swoją scenę i swoje
kulisy, nie tylko aktorzy. Może warto się zastanowić, jak wygląda teatr
Wielkiego Brata? Kto jest tu reżyserem? Czy dla mieszkańców domu w
Sękocinie istnieją jakiekolwiek kulisy?
Pierwszym elementem programu BB przypominającym teatr jest niewątpliwie przestrzeń. Czytamy w eseju Olgi Katafiasz: Sytuacja
zamknięcia dwunastu osób w ograniczonej, odseparowanej od zewnętrznego
świata przestrzeni, budzi oczywiście teatralne skojarzenia. Nie tylko
jako aranżowanie miejsca dla widowiska, zawodów czy popisów. Zamknięcie
bowiem (...) rysuje się jako nawiązanie do wypróbowanego przez wieki
pomysłu na szczególne usytuowanie bohatera wobec otoczenia29.
Zwróćmy uwagę chociażby na przedstawienia teatru telewizji: najczęściej
rozgrywane są one w zamkniętej przestrzeni telewizyjnego studia, rzadko
kiedy oglądamy w nich sceny plenerowe. Podobnie w tradycyjnym teatrze
scena jest zwykle naturalnie oddzielona od widowni. W przedstawieniu
“Immanuel Kant”, wystawionym przed kilkoma laty we Wrocławiu na scenie
Teatru Polskiego na Dworcu Świebodzkim, podłużna scena była dodatkowo
oddzielona od widzów przezroczystą siatką. Ale zamknięta w ten sposób
przestrzeń nie tylko oznacza, że mamy do czynienia z innym światem. Jak
dalej pisze Olga Katafiasz, sytuacja zamknięcia oznaczać odtąd
będzie rozpaczliwość położenia postaci, nieodwracalność jej
przeznaczenia, niemożność nawiązania kontaktu ze światem zewnętrznym, a
co za tym idzie – brak szansy porozumienia z drugim człowiekiem,
skazanie na beznadziejne czekanie ratunku30. Owa
sytuacja jest chwytem mającym na celu przyciągnięcie uwagi widza, który
odtąd będzie oczekiwał zdarzeń niezwykłych, niezwyczajnych: np. nagłych
wybuchów agresji, kłótni, nieopanowania, nawiązywania i zrywania
relacji między bohaterami i ciągnących się całe noce rozmów o życiu.
Jednym słowem będzie on oczekiwał zmian w życiu podglądanych przez
siebie uczestników programu.
Przestrzeń teatralna to nie tylko scena, ale także kulisy. Według
Ervinga Goffmana kulisami w normalnym życiu każdego człowieka są te
pomieszczenia czy miejsca, w których pozostaje sam, jest nieobserwowany
przez innych ludzi. W naszych mieszkaniach będą to np. sypialnia,
toaleta, garderoba, kuchnia, czyli miejsca, gdzie przygotowujemy się do
“występu”. Występem Goffman nazywa wszelką działalność jednostki, która przebiega podczas stałej obecności pewnej grupy obserwatorów i wywiera na nich jakiś wpływ31.
Człowiek bowiem, znajdując się w interakcji z innymi ludźmi, dąży do
kontrolowania wrażenia, jakie na nich wywiera. To jest właśnie owa
sytuacja grania, teatru codzienności. Za kulisami jednostka natomiast
pozostaje sobą, przestaje grać. Wywieranie wrażenia na innych wydaje
się głównym celem uczestników programu BB, którzy bezpośrednio wchodzą
w interakcję z innymi bohaterami programu i Wielkim Bratem (znamienne
jest, że po dobrze wykonanym zadaniu przez grupę zawodników, Wielki
Brat mówił zawsze “Jestem pod wrażeniem”), a pośrednio także z
telewidzami. To przecież ci ostatni decydują o tym, kto ma wygrać, i to
na nich należy zrobić jak najlepsze wrażenie. Publiczność jednak zwykle
zdaje sobie sprawę, że aktor będzie się chciał im przypodobać: jako
członkowie publiczności czujemy naturalnie, że wrażenie, jakie chce
wywrzeć na nas wykonawca, może być prawdziwe lub fałszywe, zgodne z
rzeczywistością lub “zmyłkowe”. To wątpienie w autentyczność
odbieranych wrażeń jest tak powszechna, że szczególną uwagę zwracamy na
te elementy występu, którymi nie można łatwo manipulować, dzięki czemu
stwarzamy sobie możliwość oceny wiarygodności tych elementów, które
dają się wykorzystywać jako narzędzia mistyfikacji czyjegoś działania32.
Co ciekawe, w przypadku reality show telewizja sama tę mistyfikację
umożliwia. W programie “Bar” podczas wydań, kiedy wszyscy uczestnicy
gromadzili się, aby porozmawiać o wydarzeniach z ostatniego tygodnia,
często pokazywano materiały filmowe mające na celu skompromitowanie
innych zawodników, a w konsekwencji uprzedzenie do siebie bohaterów
programu. Takie sytuacje nierzadko miały wpływ na zachowania
uczestników “Baru”, np. kiedy Monika zobaczyła reakcję Izy (szyderczy
śmiech) na decyzję producentów o wyrzuceniu z programu trzech
bohaterów, nominowała ją do opuszczenia teleturnieju. Podobnie widzowie
pierwszej edycji BB stracili zaufanie do lubianej początkowo Małgosi po
emisji rozmowy, podczas której ich ulubiona do tej pory bohaterka
obmawia innych uczestników “Wielkiego Brata”.
Wróćmy do podziału przestrzeni teatralnej na scenę i kulisy. O ile
istnieje on w życiu codziennym, w programach reality show wydaje się
prawie zupełnie nieobecny. Sypialnia i łazienka są tu jak najbardziej
sceną – w pomieszczeniu z prysznicem nie ma nawet drzwi, a oglądanie
kąpiących się uczestniczek (rzadziej uczestników) teleturnieju stało
się już tradycją (zawodnicy nazywają tę sytuację “kinem”). Jedynym
pomieszczeniem, które mogłoby służyć w domu Wielkiego Brata za kulisy,
jest toaleta, gdzie co prawda również umieszczona została kamera, ale,
jak podkreślali producenci BB, tylko ze względów bezpieczeństwa.
Kulisami mogą się stawać sypialnie, ale tylko w nocy, kiedy bohaterowie
śpią (a więc nic ciekawego dla widzów się nie dzieje), bowiem jeżeli
tylko (nawet w całkowitej ciemności) zaistniałaby tam jakakolwiek
aktywność uczestników, zostałaby ona zarejestrowana przez kamery na
podczerwień. Zawodnicy są cały czas podglądani – w takiej sytuacji
trudno nieustannie grać, udawać, nosić maski, myśląc o wywieraniu
wrażenia na współuczestnikach czy widzach. Zachowania bohaterów będą
więc miały charakter “zakulisowy”, co manifestuje się przede wszystkim
w używanym przez nich języku: dla języka zakulisowego – czytamy u Goffmana – charakterystyczne
jest mówienie sobie po imieniu, wspólne podejmowanie decyzji,
przeklinanie, jawne poruszanie tematów seksualnych, bezpośredniość,
palenie, niedbały ubiór, “byle jaki” sposób siedzenia lub stania,
posługiwanie się żargonem czy wyrażeniami niezbyt poprawnymi,
mamrotanie i wykrzykiwanie, swawolna agresywność i “wygłupianie się”,
(...) pozwalanie sobie na pogwizdywanie, żucie, ogryzanie, bekanie i
wiatry33. Nawet przypadkowy widz jest w stanie bez trudu odnaleźć prawie wszystkie te elementy w programach takich jak “Big Brother”.
“Wielki Brat” będzie zatem spektaklem bez kulis, którego uczestnicy
zmuszeni są do zaistnienia w dwuznacznej sytuacji: z jednej strony
muszą grać, aby jak najlepiej się pokazać, z drugiej jednak strony nie
mają w tym graniu wytchnienia z powodu braku kulis, co każe im być z
kolei naturalnymi.
Quasi-społeczności, które tworzą się w programach typu reality show nie
byłyby tak łatwo rozpoznawalne i tak popularne, gdyby nie ich
stereotypowość. Bohaterowie “Wielkiego Brata” czy “Dwóch Światów” muszą
być na tyle charakterystyczni, żeby się dali zapamiętać, i na tyle
swojscy, żeby potrafili skupić na sobie uwagę widzów. Przyglądnijmy się
uczestnikom pierwszej polskiej edycji BB i spróbujmy rozpoznać w nich
doskonale znane społeczne typy osobowości.
Anna Baranowska – mentorka. Zwana przez przyjaciół i
współuczestników “babcią”. Nie dała się zbyt dobrze poznać, gdyż była w
programie najkrócej – zaledwie dwa tygodnie. Matka 17-letniej Olgi,
rozwiedziona. Nieco starsza od pozostałych bohaterów programu (37 lat),
pozostawała ciągle jakby na uboczu grupy, próbowała zawsze doradzać i
poprawiać innych, co drażniło niektórych uczestników BB. Mało kobieca i
atrakcyjna, to raczej typ “męskiej” kobiety i liberalnej matki.
Janusz Dzięcioł – stróż prawa i porządku. Pracuje jako strażnik
miejski. Najstarszy uczestnik programu (47 lat), żonaty, ma dorosłą
córkę. Trenuje karate, jest silny. Typ “prawego obywatela” i ojca. Jak
mu się coś nie podoba, mówi to wprost. Początkowo niezbyt lubiany przez
widzów, zyskał ogromną popularność dzięki zdolnościom aktorskim –
odgrywając rolę Karoliny, przedstawił jej cechy w karykaturalny sposób. Zwycięzca programu.
Sebastian Florek (Seba) - pozytywny bohater. 30-letni farmer i
polityk. Kawaler (ma narzeczoną). Przewidywany jako para dla Małgosi
(wchodzili razem do domu BB jako wybrani przez widzów), w
rzeczywistości czuli do siebie niechęć. Jeden z trójki “sękocińskich
didżejów” (z Piotrem Gulczyńskim i Klaudiuszem), lubiany przez widzów.
Cwaniaczek (Janusz nazwał go “sprytnym liskiem”, co zaraz podchwycili
Internauci). Po programie został posłem na Sejm RP z partii SLD.
Piotr Gulczyński (Gulczas) – niepoprawny buntownik. Prezes
motocyklowego klubu Black Rider. Ceni męską przyjaźń i uwielbia piękne
kobiety. Rozwiedziony, ma narzeczoną (seksowną blondynkę), ojciec
dwuletniego Igora. Typ prawdziwego mężczyzny, twardziela, ale też
kobieciarza i podrywacza (uczestniczki programu nazywał
“wieprzowinami”).
Piotr Lato (Picia) - chłopak z gitarą. Utalentowany student.
Jego pasją jest muzyka, do domu “Wielkiego Brata” zabrał gitarę (po
programie dostał gitarę elektryczną od Zbigniewa Hołdysa). Typ
grzecznego i niezbyt atrakcyjnego chłopca. Mieszka z rodzicami, nigdy
nie był naprawdę zakochany (czeka na “tę jedyną”), jest romantyczny,
ale nie jest typem Casanovy (seks bez miłości go nie ekscytuje). W
programie grał rolę niedoświadczonego, nieco bujającego w obłokach
młodzieńca, który nadal wierzy w ideały.
Małgorzata Meier – stara panna (34 lata, niezamężna, nigdy nie
miała męża). Typ pięknej kobiety (pracowała kiedyś jako modelka), która
nie znalazła swojej “drugiej połowy”, bo jest zbyt wymagająca. Na
pierwszy rzut oka niezwykle sympatyczna, ale w rzeczywistości chłodna
blondynka, w programie ujawniła swe skłonności do plotkowania i
spiskowania przeciwko innym uczestnikom. Doskonale ilustrują to
przezwiska nadane jej przez Internautów: początkowo była nazywana
“Gosiaczkiem”, potem “cichą wodą”.
Manuela Michalak – wulkan energii. “Puszysta” i przez to niezbyt
atrakcyjna uczestniczka programu (co początkowo zrażało widzów), swoje
braki w urodzie nadrabiała charakterem. Tryska humorem, jest
uosobieniem witalności i radości życia, nie ma kompleksów. Życzliwa,
lubiana przez innych, ceni przyjaźń i uwielbia przygody. Jest typem
iskierki i dobrej wróżki. W programie była najgłośniejszą i jedną z
najbardziej wyróżniających się osób. Niektórzy twierdzą, że to ona
powinna wygrać program.
Grzegorz Mielec – przystojniak o słowiańskiej urodzie. Dobrze
zbudowany, o nijakiej osobowości. Właściwie “grał” jedynie swoim
ciałem. Lubi tańczyć sambę i podróżować (szczególnie do Brazylii), jest
bezrobotny, kawaler. Marzy o karierze w telewizji.
Karolina Pachniewicz – głupia blondynka (mimo że jest brunetką).
Najmłodsza uczestniczka programu (20 lat), labilna emocjonalnie,
płaczliwa. Dużą wagę przywiązywała do wyglądu, lubi się modnie ubierać
i mocno malować, denerwowało ją to, że przybierała na wadze. W
programie została zauważona dzięki związkowi z Grzegorzem – TVN
pokazywał liczne sceny pocałunków i pieszczot, widzowie czekali “na coś
więcej”. Niezbyt rozgarnięta, popełniała dużo łatwo dających się
zauważyć błędów językowych, niedojrzała, nie wie jeszcze, czego chce w
życiu. Wyszła z programu na własne życzenie.
Klaudiusz Sevković – kosmopolita. Jego dziadek był Serbem i stąd
jego brzmiące po jugosławiańsku nazwisko. Klaudiusz jest Polakiem -
urodził się i wychował na Śląsku (mówi naleciałościami śląskiej gwary),
mieszka jednak w Monachium, gdzie udało mu się znaleźć
satysfakcjonującą go pracę (jest kucharzem w hotelu Holiday Inn). Ma
żonę Angielkę i dwójkę dzieci: Vanessę i Claudia Tigera. Często
podkreślał związki z rodziną, ma poczucie humoru, budzi sympatię.
Monika Sewioło – młoda mężatka. Energiczna, pełna seks-appealu,
radości, autorytarna, potrafi postawić na swoim, lubi rządzić innymi.
Marzy o karierze piosenkarki. W domu BB nadużyła małżeńskiej wierności,
bez skrępowania prezentując swoje wdzięki pod prysznicem grupie
obserwujących ją uczestników płci męskiej. Rozbudzona erotycznie,
wzbudzała wiele kontrowersji (“ładna mi mężatka, nie ma co” – pisali
Internauci).
Alicja Walczak – niedostępna piękność. Pracowała jako modelka,
ma idealną figurę, mimo że po jej twarzy widać wiek (32 lata). Nie
wstydzi się swojego ciała, często chodziła w samej bieliźnie
(spopularyzowała tzw. stringi), ale zachowywała pozory skromności.
Alicja grała w programie postać o dwóch twarzach. Z jednej strony
piękna, pragnąca sławy modelka, mieszkająca z narzeczonym, prawie
hedonistka, z drugiej – wierząca i rozmodlona (jako jedyna uczestniczka
programu co wieczór klękała przy swoim łóżku do modlitwy),
podkreślająca swoją wiarę i przywiązanie do tradycji.
W bohaterach pierwszej polskiej edycji BB możemy łatwo rozpoznać
doskonale znane społeczne typy: przykładnego ojca i obywatela, matki
samotnie wychowującej dziecko, niedostępnej piękności i dewotki,
buntownika i podrywacza, bujającego w obłokach młodzieńca,
“głupiutkiej” nastolatki, obieżyświata, grupowego błazna, starej panny,
rozpieranej energią “żywej iskierki”, czy niepokornej żony. Zapewne w
zamierzeniu producentów programu miały to być osoby o rozpoznawalnych
cechach charakteru, spontaniczne, otwarte, tolerancyjne i silne
psychicznie. Są to “zwykli ludzie”, everymen, którym udało się osiągnąć
status gwiazdy i (choćby chwilową) popularność. Widzowie mają się z
nimi przede wszystkim zaprzyjaźnić, a chyba niekoniecznie widzieć w
nich siebie i swoich najbliższych. W tym utożsamianiu bohaterów BB ze
zwykłymi ludźmi tkwi jednak pewna pułapka. Telewidzowie zwykle nie są
świadomi, jak bardzo rozbudowana była rekrutacja uczestników programu.
Czytamy w wywiadzie z Wojciechem Herrą, doradcą personalnym i jednym z
psychologów pracujących przy realizacji “Wielkiego Brata”: Selekcja
była bardzo rozbudowana, bo aplikacje przesłało blisko 10 tys.
kandydatów. Do wybrania z nich grupy mieszkańców trzeba było się zabrać
naprawdę bardzo profesjonalnie. Cała selekcja bardziej przypominała
rekrutację na kluczowe stanowisko menedżerskie w firmie niż casting do
programu rozrywkowego. Szczegółowo dobrane testy psychometryczne, testy
kamerowe i zadania symulacyjne (...). W grupie nie ma więc osób
przypadkowych34. Jak czytamy w dalszej części wywiadu,
producentom nie chodziło o wybranie jak najlepszych osób, ale o
stworzenie ciekawej grupy, w której zachodziłyby interesujące dla widza
interakcje. Jedną z takich przewidywanych (czy też planowanych)
interakcji miał być konflikt pomiędzy prawem – w postaci strażnika
miejskiego Janusza – a umiłowaniem wolności i rozrywki w wydaniu szefa
gangu motocyklowego Piotra Gulczyńskiego35. Liczono także na liczniejsze sprzeczki między kobietami i walkę między nimi o przejęcie roli gospodyni domu.
Przewidywane przez organizatorów programu interakcje zaznaczyły się
jedynie w niewielkim stopniu, pojawiły się za to dobrze nam znane z
rzeczywistości inne relacje między uczestnikami: wzajemne
zafascynowanie Karoliny i Grzegorza, kobieca przyjaźń pomiędzy
Małgorzatą i Manuelą oraz kobieca niechęć (wręcz nienawiść) pomiędzy
Małgorzatą i Alicją, erotyczne uświadamianie “niewinnego” Piotra Lato
przez Małgosię i Manuelę, czy też erotyczne prowokacje Moniki. Nie
potwierdziły się za to przewidywania publicystów. Leszek K. Talko pisał
w “Gazecie Wyborczej” na dwa miesiące przed rozpoczęciem programu: Jeśli
wyciągnąć wnioski z kilkunastu wyprodukowanych do tej pory wersji
narodowych, pokazujących zwykłych Anglików, Niemców czy Hiszpanów, to
polski “Big Brother” również pokaże stereotyp – Polaka kłótliwego, bez
przerwy rozprawiającego o polityce36. Tymczasem w programie konfliktów kłótni było bardzo mało, a tematy polityczne były niemal całkowicie nieobecne.
Do wzięcia udziału w programach reality show na całym świecie zgłaszają
się tysiące chętnych. Niewątpliwie główną motywacją kandydatów na
uczestników telewizyjnych show jest wysoka nagroda oraz możliwość
zaistnienia w mediach, a tym samym zdobycia popularności. Jednak
spędzenie kilkudziesięciu dni w zamknięciu zapewne nie byłoby dla
uczestników tego typu programu takie przyjemne, gdyby nie fakt, iż “Big
Brother” i pokrewne mu widowiska są po prostu dobrą zabawą. Potrzeba
zabawy wydaje się atawistyczna, pierwotna. Zabawa jest starsza od kultury – pisze Johan Huizinga w swojej słynnej pracy “Homo Ludens”. Bo
chociaż pojęcie kultury może być ograniczone w sposób niedostateczny,
zakłada ono w każdym razie istnienie jakiejś ludzkiej społeczności,
zwierzęta zaś nie czekały wcale, iżby dopiero ludzie nauczyli je zabawy37.
Czymże innym są wymyślane przez Wielkiego Brata zadania, czym zadawane
przez niego zagadki lub wymagane gry zręcznościowe? Zabawa przywodzi na
myśl rozrywkę i odpoczynek, beztroskę i radość. Dlatego właśnie
zarabianie pieniędzy czy zdobywanie sławy dzięki zabawie jest takie
atrakcyjne. Tu nie potrzeba mieć niezwykłych zdolności, wystarczy być i
przestrzegać reguł gry. Ryzyko (np. ośmieszenie się) jest bardzo małe,
przymusu nie ma (każdy może zrezygnować w dowolnym momencie), a nagroda
kusi.
Huizinga w swojej książce poświęconej potrzebie zabawy wykluczył ze
swoich rozważań gry hazardowe czy też jakiekolwiek inne gry mające na
celu zysk w postaci gratyfikacji pieniężnej. Jednym słowem, określił on
mianem zabawy jedynie działania bezinteresowne. Dlatego właśnie
skłaniam się ku rozważaniom francuskiego socjologa Callois,
pozwalającym uznać za zabawę także “Big Brothera”. Pisze on w swojej
książce “Gry i ludzie”: W
pewnych swoich formach gra jest wysoce dochodowa lub powoduje
katastrofalne straty finansowe i takie właśnie jest jej założenie. Nie
zmienia to faktu, że gra, nawet jeśli się gra o pieniądze, jest
zajęciem absolutnie bezproduktywnym38.
Dzięki temu, że programy reality show są zbudowane na zabawie, wszelkie
skojarzenia z więzieniem czy zniewoleniem wydają się nie do końca
uzasadnione. Publicyści wiele razy porównywali dom BB do więzienia, ale
zwykle były to tylko “suche” hasła mające na celu wzmocnienie
argumentacji deprecjonującej wartości programu. Gra kojarzy się nam z
wolnością i swobodą, ale przecież z drugiej strony nie może ona
zaistnieć bez ograniczających ją reguł. Czytamy u Rogera Caillois: Gra
oznacza więc wolność, która ma istnieć w samym centrum rygorystycznych
zasad, tak aby ten rygor nabył lub utwierdził swą skuteczność39.
Każda zabawa posiada przecież swój ceremoniał, ma swoją uświęconą
scenerię (czasami jest to zamknięta przestrzeń implikująca całkowite
wyizolowanie, oddzielenie od “realnego” świata na czas trwania
rozgrywki – tak jak ma to miejsce w “Wielkim Bracie” czy “Wyspie
Pokus”). Pójdźmy zatem tropem wytycznych francuskiego socjologa i
zastanówmy się, na czym polega istota gry w reality show.
Na początek prześledźmy wyznaczone niego cechy gier, starając się je ustosunkować do BB. Gra według Caillois jest to działanie dobrowolne,
podobnie udział w programach reality show jest dobrowolne. Zgłaszając
się do BB, potencjalni uczestnicy widowiska zgadzają się na przyjęcie
panujących w nim reguł, a więc m.in. na bycie sterowanym i ciągłe
przebywanie w zamknięciu. Dalej, zabawa jest czynnością wyodrębnioną, zamkniętą w określonych z góry granicach czasowo-przestrzennych40. Jest to również cecha “Wielkiego Brata”. Gry zawierają element niepewności,
bowiem nie można na początku zabawy przewidzieć jej dokładnego
przebiegu i końca. Zachowanie graczy musi być choćby w pewnym tylko
stopniu swobodne, muszą mieć oni prawo do własnej inicjatywy i
realizowania własnych pomysłów. Podobnie w BB narzucony przez reżyserów
programu scenariusz jest tylko szkicem sytuacji, zawierającym mniej lub
bardziej dokładne wskazówki, natomiast inicjatywa należy do
uczestników. Następnie gry są bezproduktywne, nie prowadzą do
wytworzenia dóbr, a jeśli nawet, są to dobra krążące jedynie w
zamkniętym kręgu grających. W tym punkcie programy typu reality show
mogą się różnić od innych gier. O ile bowiem złożony i pomalowany przez
uczestników pierwszej polskiej edycji “Wielkiego Brata” samochód trafił
jako nagroda za drugie miejsce do Manueli Michalak, o tyle uczestnicy
“Baru” w rzeczywistości pracują w pubie, obsługując swoich klientów
(nalewają piwo, roznoszą napoje i podstawowe dania, grają i śpiewają na
scenie, aby rozbawić publiczność). “Bar” jest jednak specyficznym
programem z gatunku reality show, w którym zawodnicy nie są odizolowani
od świata zewnętrznego, a praca w pubie jest po prostu jego główną
zasadą. Gry bowiem są ujęte w normy, mają swoje reguły i
konwencje, którym gracze muszą się podporządkować (inaczej ryzykują
pozostaniem “popsuj zabawą”, tym, który sprzeciwia się regułom).
Wreszcie, zabawy są działaniami fikcyjnymi, towarzyszy im specyficzne poczucie wtórnej rzeczywistości lub też całkowitego oderwania od życia powszedniego41.
Co jest oczywiste, to samo uczucie oderwania od rzeczywistości jest
właściwe uczestnikom BB, odgraniczonym od normalnego świata nie tylko
poprzez zamkniętą przestrzeń, ale również poprzez narzucenie im reguł
gry.
Nieograniczona liczba i różnorodność zabaw sprawia, iż znalezienie
jednoznacznej zasady podziału i w efekcie stworzenie klasyfikacji gier
jest niezwykle trudne, o ile nie niemożliwe. Roger Caillois, po
rozważeniu różnych możliwości, zaproponował podział na cztery
podstawowe kategorie, zależnie od tego, czy w danych grach i zabawach przeważa element współzawodnictwa, przypadku, naśladownictwa czy oszołomienia42. Wyodrębnione przez siebie kategorie Caillois nazwał odpowiednio: agon, alea, mimicry i ilinx. Nas będą interesować dwie spośród tych kategorii: agon i mimicry, bowiem BB wydaje się należeć do obu z nich, zawierając element zarówno współzawodnictwa, jak i naśladowania.
Gry typu agon mają najczęściej charakter zawodów, czyli walki graczy posiadających równe szanse. Typowymi przykładami agon
są zawody sportowe czy też gry takie jak szachy, warcaby i bilard.
“Wielki Brat” nie jest czystym rodzajem tej kategorii gier, często
bowiem zdarza się w tym programie tak, że jeden lub więcej uczestników
rezygnuje z udziału w zabawie i dobrowolnie opuszcza dom BB. Na miejsce
tej osoby (lub tych osób) do programu wchodzi nowy uczestnik, który
jednak nie ma równych szans, jeśli go porównać z innymi graczami.
Regulamin bowiem przewiduje, że gdyby ten “nowy”, wchodzący w trakcie
trwającego już od jakiegoś czasu widowiska, bohater wygrałby program,
ma prawo jedynie do części nagrody przewidzianej dla “pełnoprawnego”
uczestnika. Jego szanse zatem nie są równe. Zresztą zdaniem Caillois
absolutna równość wydaje się w takiej grze warunkiem nie do uzyskania.
Podobnie w BB o nierówności zawodników świadczy ich zróżnicowanie pod
względem fizycznym, psychicznym czy intelektualnym. Osoby otwarte i
łatwo nawiązujące kontakty będą miały większe szanse zyskać sympatię
widzów, niż uczestnicy zamknięci w sobie, alienujący się od reszty
grupy. Kolejną cechą agon jest to, że gracze są zdani wyłącznie
na siebie i chcą przede wszystkim dowieść swej przewagi w danej
dziedzinie. “Wielki Brat”, w którym mamy do czynienie z różnego rodzaju
zadaniami, będzie również dawał możliwość indywidualnego wykazania się.
Uczestnicy uzdolnieni plastycznie lepiej wykonają zadania polegające
np. na malowaniu czy rzeźbieniu, z kolei gracze bardziej wysportowani
będą lepiej wykonywać zadania zręcznościowe. Jednak wynik całej gry nie
zależy tu wcale od stopnia opanowania określonych umiejętności przez
zawodników, ale od sympatii, jaką zdołają zaskarbić u telewidzów.
Bardziej więc niż o wiedzę czy sprawność będzie tu chodziło o
inteligencję emocjonalną43.
Gry typu mimicry polegają natomiast na czasowym
przyjęciu, jeśli nie iluzji (jakkolwiek słowo “iluzja” znaczy właśnie
wejście w grę: “in lusio”), to w każdym razie świata zamkniętego,
umownego i do pewnego stopnia fikcyjnego. Gra czy zabawa polega może
nie na jakimś działaniu lub poddaniu się losowi w środowisku stworzonym
przez wyobraźnię, lecz na tym, że człowiek sam staje się postacią
wyimaginowaną i zachowuje się stosownie do tego44. W mimicry
gracz wyzbywa się własnej osobowości i staje się kimś innym. W
przypadku “Wielkiego Brata” niewątpliwie mamy do czynienia z
odgrywaniem różnych ról przez uczestników, być może niektórzy
bohaterowie programu udawali kogoś innego niż są naprawdę, tak jak Irek
w drugiej edycji BB kreował się na idola, gwiazdę telewizji i dziwaka
(na głowie wygolił włosy w gwiazdę, obwieszał się przeróżnymi ozdobami,
ubierał się co najmniej oryginalnie), co zresztą przypłacił problemami
psychicznymi i wykluczeniem z programu. Na pewno trudno jest
stwierdzić, na ile postaci, które poznajemy w programach reality show
zachowują przed kamerami cechy swych prawdziwych osobowości, a na ile
kreują siebie samych. Wystarczy chyba jednak stwierdzić, że samo
wejście do programu i świadomość bycia nieustannie obserwowanym przez
kamery wymusza na uczestnikach BB wzmożoną obserwację samych siebie i
kontrolę swoich zachowań, a więc zawsze będą to postaci w pewnym
stopniu wykreowane.
Mimicry i agon są ze sobą pokrewne i często się uzupełniają. Np. na zawodach sportowych zawodnicy grają w agon, widzowie zaś w mimicry, utożsamiając się ze sportowcami lub po prostu kibicując im (naśladuje wtedy innych widzów). Podobnie mimicry
będzie właściwe również dla widzów BB, którzy w swoich ulubionych
bohaterach nierzadko odnajdują samych siebie. Wreszcie “Wielki Brat” to
zarówno zawody (a więc agon), jak i spektakl (a więc mimicry), bowiem wszelkie współzawodnictwo jest nieuchronne z widowiskiem45.
“Big Brother” wydaje się spektaklem codzienności. W tym wyrażeniu
ukrywa się pewna charakterystyczna dla programów reality show
dychotomia, uwidaczniająca się już w samej nazwie gatunku: z jednej
strony pretendują do pokazywania rzeczywistości, z drugiej –
“sprzedają” ją w opakowaniu widowiska (show). Quasi-społeczność
Wielkiego Brata to prawie zawsze jakieś społeczeństwo w miniaturze.
Odnajdujemy w nim znane z życia stereotypy i rytuały, ich zachowania są
zwykle również typowe, przewidywalne. Współczesny widz, zmęczony
obrazami herosów ratujących świat przed zagładą (zaludniającymi filmy
sensacyjne), pragnie oglądać na ekranie telewizora bohaterów, z którymi
mógłby się utożsamić lub co najmniej ich zrozumieć. Bohaterów, którzy
staną mu się bliscy, bo pozna (a przynajmniej tak mu się wydaje) ich
słabości i, co więcej, być może rozpozna w tych słabościach swoje
własne wady.
Niezwykła popularność “Wielkiego Brata” jest możliwa dzięki zmianom,
jakie stopniowo zachodziły najpierw w życiu człowieka, a później w
samej kulturze audiowizualnej. Z wieku na wiek zmieniające swoje
znaczenie poczucie wstydu i przesuwające się granice prywatności oraz
towarzyszący im rozwój techniki i środków masowego przekazu
(szczególnie tych opartych na obrazie), sprawiły, że pod koniec XX
wieku pojawił się nowy rodzaj masowej rozrywki, polegający na
podglądaniu kilkunastu “szczęśliwców”, którym udało się dostać do
programu. Tysiące zgłoszeń osób chętnych do wzięcia udziału w
odzierającym z prywatności widowisku oraz udział milionów widzów
świadczą głównie o przesunięciu dominującej wartości telewizji z
informacyjnej na rozrywkową. “Big Brother” pokazuje również, jak
zachęceni interaktywnością telewizji odbiorcy coraz częściej traktują
ją w sposób instrumentalny: dostępność medium oznacza tu bowiem szansę
na karierę. Dlatego też widowiska reality show są nie tyle wyrazem
moralnego upadku zachodnich społeczeństw (jak sugerowało wielu krytyków
“Wielkiego Brata”), co spełnieniem proroctwa jednego z guru popkultury,
Andy’ego Worhola, który miał kiedyś powiedzieć: “w telewizji każdy
będzie miał swoje pięć minut”.
Popularność BB świadczy również o nowych potrzebach widza, zmęczonego
coraz bardziej skomplikowanymi i przeładowanymi fantastyką fabułami
filmów sensacyjnych. Nowym bohaterem masowej wyobraźni przełomu
drugiego i trzeciego tysiąclecia stał się zwykły człowiek. Może on
teraz zostać idolem tłumów nie dzięki niezwykłym zdolnościom czy
osiągnięciom, ale tylko dlatego, że zdecydował się sprzedać swoją
prywatność i złożył ją na ołtarzu telewizji. Jego sława nie będzie
jednak trwała długo. W świadomości odbiorców idolem pozostaje ten, kto
cały czas jest widoczny. Niektórzy uczestnicy programów reality show po
zakończeniu teleturnieju robią karierę w show-biznesie: prowadzą swoje
programy w stacjach telewizyjnych (z pierwszej polskiej edycji BB udało
się to Manueli, Małgorzacie i Klaudiuszowi), występują w reklamach,
udzielają wywiadów, nagrywają płyty. Najczęściej jednak takie
“przedłużenie” sławy okazuje się chwilowe. Pozostawieni przez
telewizję, która ich wylansowała, nie radzą sobie jako gwiazdy, bo nie
potrafią sami utrzymać popularność. Publiczność natomiast natychmiast
znajduje nowych idoli.
“Wielki Brat” nie jest tak naprawdę zjawiskiem nowym. Potrzeba
podglądania i uzupełniająca ją potrzeba pokazywania się innym
towarzyszą ludziom od zawsze. Pierwsza z nich jest w dzieciństwie
naturalnym przejawem ciekawości, druga wynika z próżności, której
podstawą jest m.in. potrzeba samoafirmacji. Najbardziej intymne
wydarzenia w życiu człowieka, takie jak narodziny, śmierć czy akt
seksualny zawsze wzbudzały duże zainteresowanie. Wystarczy przywołać
obraz niegdysiejszych zbiorowisk towarzyszących publicznemu wymierzaniu
kary śmierci czy też współczesne tłumy gapiów niemal natychmiast
zbierające się na miejscu wypadku.
Sam “Big Brother” wydaje się łączyć w sobie wiele wcześniejszych
gatunków telewizyjnych, jak teleturniej, ukryta kamera, talk-show,
opera mydlana czy telenowela dokumentalna. Warto podkreślić, że podobne
projekty pojawiały się w telewizji już w latach 70-tych (”An American
Family”), a dwadzieścia lat później realizowano je w Internecie.
Pojawienie się “Wielkiego Brata” było możliwe przede wszystkim dzięki
rozwojowi technik medialnych. Bardzo ważna jest tu interaktywność
telewizji, która pozwala widzom decydować o losach uczestników programu
i czyni z nich Wielkiego Brata. Bez wątpienia to właśnie władza
telewidza jest tym, co odróżnia BB od swoich poprzedników. Nigdy bowiem
odbiorca nie miał aż tylu możliwości wpływania na losy oglądanych przez
siebie bohaterów. Interaktywność sprawia także, że widz przestaje być
biernym podglądaczem i wchodzi w świat programu, angażując się w
zachodzące w nim wydarzenia. Jego władza w rzeczywistości jest
ograniczona i pozorna (bo co może znaczyć jeden wysłany przez niego sms
wśród kilkuset tysięcy takich samych głosów?), ale on nie ma tej
świadomości. Widz będzie bowiem utożsamiał fakt zagłosowania z
ostatecznym wynikiem konkurencji.
W toczącej się wokół “Wielkiego Brata” dyskusji wielokrotnie stawiano
pytanie o przyszłość telewizji. Producenci i dystrybutorzy programu
zapewniali, że BB rozpoczął nową erę w historii audiowizualnego medium
i że tak odtąd będzie wyglądać treść jego przekazu. Jednak już teraz
wiadomo, iż programy reality show nie wytrzymują próby czasu. Kolejne
edycje “Big Brothera” nie są aż tak popularne jak pierwsze i pomimo
wprowadzania licznych zmian w formule widowiska traci ono publiczność i
reklamodawców. Spadająca popularność BB i związane z tym ciągłe
poszukiwanie nowości prowadzi niejednokrotnie do wynaturzeń gatunku.
Takie bowiem wydają się programy, w których samotne kobiety wybierają
dawcę spermy lub w których uczestnicy są poddawani okrutnym torturom.
Wydaje się, że BB jest programem bez przyszłości. Stacje telewizyjne,
które wykupiły licencję na “Wielkiego Brata” od Holendrów, poprzestają
zwykle na trzech edycjach programu. Być może jednak pod względem treści
dojdzie w telewizji do częstszej eksploatacji codziennego życia
(”everyday life”) i bohaterami masowej wyobraźni jeszcze przez jakiś
czas pozostaną zwyczajni ludzie, o wiele bliżsi widzom niż
androgyniczne postacie postnowoczesnej popkultury.
PRZYPISY:
1. Por. Bos-Karczewska Małgorzata, Wielki Brat patrzy, w: "Rzeczpospolita", 27 stycznia 2000.
2. Lubelska Krystyna, Wielki Brat idzie przez świat, w: "Polityka", 12 maja 2001, str. 63.
3. Podaję za: Markiewicz Wojciech, Kablowanie na ekranie, w: "Polityka", 23 czerwca 2001, str. 18.
4. Lubelska Krystyna, Pusty Dom, w: "Polityka", 23 czerwca 2001, str. 20.
5. Zob. "Charaktery", maj 2001, str. 16.
6. Kowalska Justyna, Nudni i upokorzeni - rozmowa z Małgorzatą Szpakowską, w: Gazeta Wyborcza, 17-18 marca 2001, str. 10.
7. Fine Bernard D., Moore Burness E., Słownik psychoanalizy, Wydawnictwo Jacek Santorski & Co, Warszawa 1996, str. 67.
8. Sulima Roch, Oko "Wielkiego Brata", w: Podglądanie "Wielkiego Brata", pod red. Wiesława Godzica, Wydawnictwo Rabid, Kraków 2001.
9. Ibidem, str. 31-32.
10. Godzic Wiesław, Ciało jako motyw refleksji filmoznawczej, w: Sztuka filmowej interpretacji, pod red. Wiesława Godzica (skrypt), wydano nakładem Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 1988, str. 45.
11. Mulvey Laura, Przyjemnośc wzrokowa a kino narracyjne, w: Panorama współczesnej myśli filmowej, pod red. Alicji Helman, Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych "Universitas", Kraków 1992, str. 100.
12. Ibidem.
13. Fine Bernard D., Moore Burness E., Słownik psychoanalizy, op. cit., str. 305.
14. Por. ibidem, str. 378-379.
15. Bielik-Robson Agata, Podglądanie, czyli głód rzeczywistości, w: "Tygodnik Powszechny", dodatek "Kontrapunkt", nr 6 (44), 15 października 2000.
16. Ibidem.
17. Zanussi Krzysztof, Estetyka dobrego obyczaju, czyli co i jak w mediach wypada pokazywać, w: "Życie", 8-9 marca 1997.
18. Por. Flitterman-Lewis Sandy, Psychoanaliza, film a telewizja, w: Teledyskursy. Telewizja w badaniach współczesnych, pod red. Roberta C. Allena, Wydawnictwo Szumacher, Kielce 1998, str. 198; i: Baudry Jean-Louis, Projektor: metapsychologiczne wyjaśnienie wrażenia rzeczywistości, w: Panorama współczesnej myśli filmowej, op. cit., str. 84.
19. Mulvey Laura, Przyjemność wzrokowa..., op. cit., str. 98.
20. Zanussi Krzysztof, Estetyka dobrego obyczaju..., op. cit., str. 12.
21. Żygulski Kazimierz, Słowo i obraz, w: Encyklopedia psychologii, pod red. Włodzimierza Szewczuka, Wydawnictwo Fundacja Innowacja, Warszawa 1998, str. 813.
22. Sulima Roch, Oko "Wielkiego Brata", w: Podglądanie..., op. cit., str. 29.
23. Por. Kowalski Piotr, Leksykon znaki świata. Omen, przesąd, znaczenie, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa - Wrocław 1998, str. 383-391.
24. Autorki eseju "Big Brother" - podglądanie rzeczywistości zawartego w książce Podglądnie Wielkiego Brata
za nadrzędną motywację widzów BB uznają ciekawość drugiego człowieka.
Jednak w obliczu "medialnej burzy", która rozpętała się nad tym
programem na długo przed rozpoczęciem pierwszej polskiej edycji, a
którą można uznać za jego znakomitą reklamę, można zaryzykować
stwierdzenie, że widzów BB przed telewizor przede wszystkim
przyciągnęły właśnie owe ciągnące się dyskusje i ostre krytyki, a
dopiero później chęć poznania Innego. 25. Fiske John, Wprowadzenie do badań nad komunikowaniem, Wydawnictwo ASTRUM, Wrocław 1999, str. 190.
26.
Horton Donald, Wohl Richard R., Komunikacja masowa i paraspołeczna
interakcja, w: Pejzaże audiowizualne, wybór, wstęp i opracowanie
Andrzej Gwoźdź, Wydawnictwo Universitas, Kraków1997, str. 77-78. 27. Mrozowski Maciej, Funkcje telewizji w społeczeństwie, w: Człowiek a telewizja,
praca zbiorowa pod red. Karola Jakubowicza i Barbary Puszczewicz,
Wydawnictwo Nauczycielskiego Uniwersytetu Radiowo-Telewizyjnego (NURT),
Warszawa 1990, str. 45. 28. Godzic Wiesław, "Wielki Brat" a sprawa polska, w: Podglądanie "Wielkiego Brata", op. cit., str. 18.
29. Katafiasz Olga, "Wystarczy być": teatr - przedstawienie - teatralizacja, w: Podglądanie "Wielkiego Brata", op. cit., str. 107.
30. Ibidem, str. 108.
31. Goffman Erving, Człowiek w teatrze życia codziennego, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1981, str. 59.
32. Ibidem, str. 101.
33. Ibidem, str. 180-181.
34. Brzeziński Miłosz, Testowałem mieszkańców Domu Wielkiego Brata, wywiad z Wojciechem Herrą, w: "Gazeta Wyborcza", dodatek "Burza Mózgu", 18 czerwca 2001, str. 12.
35. Ibidem, str. 13.
36. Talko Leszek K., Polska twarz "Wielkiego Brata", w: "Gazeta Wyborcza", dodatek "Gazeta Telewizyjna", 19-25 stycznia 2001, str. 7.
37. Huizinga Johan, Homo Ludens, Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 1998, str. 11.
38. Caillois Roger, Gry i ludzie, Oficyna Wydawnicza Volumen, Warszawa 1997, str. 17.
39. Ibidem, str. 8.
40. Ibidem, str. 20.
41. Ibidem.
42. Ibidem, str. 22.
43. Por. Brzeziński Miłosz, Testowałem mieszkańców Domu Wielkiego Brata, op. cit., str. 12-13.
44. Caillois Roger, Gry i ludzie, op. cit., str. 27.
45. Ibidem, str. 71.
|  |
|
|  |