KATALOGTEKSTYWIADOMOŚCIPOSTACIEWYDARZENIAFORUM
film i media
teoria literatury
filozofia
teoria kultury
sztuka
psychologia
SUBSKRYPCJA

Wpisz swój adres e-mail:





TEKSTY  FILM I MEDIA  Dlaczego ludzie lubią „Wielkiego Brata”?
Drukuj wersja do druku Wy�lij wyślij link
Dlaczego ludzie lubią „Wielkiego Brata”?

Monika Spławska-Murmyło

Program “Big Brother” [dalej także BB] wzbudzał kontrowersje zanim jeszcze w 1999 roku w holenderskiej prywatnej telewizji Veronica rozpoczęto jego emisję. Opinia publiczna wrzała. Widowisko niemal natychmiast okrzyknięto niemoralnym, czy wręcz społecznie szkodliwym. Głównym zarzutem było to, że w formule programu wykorzystano “najniższe ludzkie popędy” (jak relacjonowali krytycy BB), jakimi jest podglądactwo i bezwstydne obnażanie się publicznie. Do dyskusji oprócz mediów przyłączyły się także instytucje państwowe i religijne. “Wielkiego Brata” skrytykowali psycholodzy, etycy i episkopat, co tak naprawdę wcale widowisku nie zaszkodziło, ale przeciwnie - przyczyniło się do jego popularności. Jak łatwo można było przewidzieć, stacja telewizyjna Veronica odniosła sukces: podczas pierwszej emisji programu codziennie 1,5 miliona osób oglądało skrót najciekawszych wydarzeń dnia (Holandia liczy 15 milionów mieszkańców), podczas gdy najciekawsze odcinki oglądał nawet co piąty Holender. Jak szacuje holenderska gazeta “De Volkskrant”, pierwszy BB przyniósł 10 milionów guldenów zysku1. Kolejne miliony pomysłodawcy “Big Brothera” zarobili na sprzedaży licencji, czyli prawa do wyprodukowania tego programu w innych krajach, a pojawił się on już m.in. w Niemczech, Portugalii, Hiszpanii, Turcji, Szwajcarii, Anglii, Szwecji, Danii, Włoszech, Polsce, USA, Kanadzie, Australii i Argentynie.

“Wielki Brat” jest typowym zjawiskiem kultury masowej. Jego widzów interesuje przede wszystkim to, co najbardziej pikantne i żywe. Pisze Krystyna Lubelska w “Polityce”: Nie ma wątpliwości, że w Wielkim Bracie we wszystkich krajach najwięcej zainteresowania budzi seks, wszelkie skandale, towarzyskie manipulacje, wzajemne nienawiści i spory. Oglądalność zawsze wzrasta, gdy ktoś ma odejść z grupy, gdy trzeba nałożyć karę na jednego z uczestników za złamanie regulaminu lub gdy na ekranie pojawia się miłość2. Program wzbudzał kontrowersje głównie dlatego, że jego producenci mogli pokazać wszystko, co mogłoby się wydarzyć w domu, jednak nigdy nie dało się przewidzieć, co tak naprawdę pokażą, jak daleko się posuną, czy będą w stanie złamać granice przyzwoitości i wyemitować sceny aktów seksualnych czy przemocy. Zarówno oczekiwania widzów, jak i krytyków zostały zaspokojone. Holenderska Veronica pokazała, jak skojarzona w domu BB para idzie ze sobą do łóżka (podobne sceny mogli również oglądnąć m.in. telewidzowie w Niemczech i w Polsce), a w Hiszpanii w programie nieustannie dochodziło do sprzeczek i bójek.

W Polsce telewizja TVN, która odkupiła od holenderskiej firmy Endemol Neovision licencję na “Wielkiego Brata”, na pierwszej edycji programu zarobiła co najmniej 100 milionów złotych za emisję samych reklam3. Polskiego “Big Brothera” oglądało nawet siedem milionów Polaków. TVN zyskała nie tylko finansowo, zdobyła także nowych widzów. Popularność reality show sprawiła, że publiczność zauważyła także inne programy tej stacji (między godziną 17.00 a 23.00 wzrosła oglądalność filmów i seriali). Innym sukcesem TVN jest wygrana w “wyścigu” z Polsatem, który również w tym czasie nadawał swój własny reality show – “Dwa Światy”. Widowisko Polsatu zostało ocenione dużo gorzej od BB, a jego widownia była nawet trzy razy mniej liczna od widowni konkurenta. Z osiągnięcia stacji TVN wyciągnęła wnioski także polska telewizja publiczna. Czytamy w “Polityce”: W opinii Sławomira Zielińskiego, dyrektora TVP 1, “Big Brother” zmienił punkt widzenia wielu twórców telewizji na potrzeby publiczności i w pewnym sensie odarł ich ze złudzeń4. Odpowiedzią telewizji publicznej na “Wielkiego Brata” były emisje amerykańskiego reality shows “Survivals” oraz opartych na “prawdziwym życiu” nowych docu-soaps.

“Big Brother” niewątpliwie zmienił obraz telewizji komercyjnej na całym świecie. Przede wszystkim spowodował prawdziwą lawinę programów przypominających jego formułę. Kolejne pomysły na reality shows były coraz bardziej kontrowersyjne: w Niemczech nie mniejszą popularność zdobyło widowisko “Big Diet”, którego uczestnicy (wybrano tylko tych z widoczną nadwagą) prześcigali się w... chudnięciu. Jeszcze więcej emocji wzbudziła amerykańska “Wyspa Pokus” (”Temptation Island”), gdzie cztery zaręczone pary zostały rozdzielone i poddane próbie wierności: byli cały czas uwodzeni przez 13 samotnych kobiet i mężczyzn. W innym amerykańskim reality show bogaty biznesmen wybrał sobie żonę, a w jeszcze innym grupa uczestników była poddawana prawdziwym torturom. To tylko niektóre z realizowanych na świecie widowisk nierzadko już tylko w niewielkim stopniu naśladujących BB. W Polsce ostatnim programem sygnowanym marką “Big Brother” była “Bitwa” (kwiecień - czerwiec 2002) o nieznacznie zmienionej pierwotnej formule (uczestnicy byli podzieleni na dwie grupy walczące ze sobą o lepsze warunki bytowe, zadania były bardziej widowiskowe niż w pierwszej i drugiej edycji). Konkurent stacji TVN, Polsat, przygotowuje się do drugiej emisji piątego z kolei wyprodukowanego przez ATM reality show (po “Dwóch Światach”, “Amazonkach”, “Gladiatorach” i “Łysych i Blondynkach”) – “Baru”, którego uczestnicy prowadzą pub w centrum miasta.

Ciągnące się miesiącami w mediach dyskusje nad BB sprawiły, że wokół programu narosła otoczka skandalu i kontrowersji. Pomińmy jednak szeroko dyskutowaną etyczną stronę tego widowiska, próbując poszukać psychologicznych i socjologicznych przyczyn popularności “Big Brothera”. Czy rzeczywiście “Wielki Brat” schlebia potrzebie podglądactwa, czy może ją stwarza? Czy wysoka wygrana jest jedynym bodźcem dla tysięcy chętnych do wzięcia udziału w tym widowisku? Czemu tak naprawdę BB zawdzięcza swoją popularność?



Podglądactwo i ekshibicjonizm

Reakcja polskich psychologów na program Big Brother była dwojaka: członkowie Polskiego Towarzystwa Psychologicznego zgodnie potępili widowisko, wskazując na trudne do przewidzenia konsekwencje dla zdrowia psychicznego jego uczestników. Ich zaniepokojenie bez wątpienia wzmógł fakt, iż jeden z bohaterów programu w Szwecji popełnił samobójstwo po tym, jak widzowie zadecydowali o opuszczeniu przez niego domu Wielkiego Brata. Wśród polskich psychologów byli jednak i entuzjaści programu. Jacek Santorski, który już wcześniej współpracował z mediami (m.in. był komentatorem Gazety Wyborczej, zrealizował kilkadziesiąt programów na żywo w Programie Trzecim Polskiego Radia oraz był współtwórcą cyklicznych programów telewizyjnych, np. “Noc i stres”, “Twój Dekalog”, “Okna” 5), został konsultantem i mentorem BB. W wywiadach dla pism “Nowe Państwo” i “Wprost” niemal zachwycał się projektem programu, widząc w nim przede wszystkim korzyści: społeczną “lekcję samoświadomości” oraz wartości poznawcze. Jednak podobnymi doświadczeniami zajmowali się przed laty m.in. Zimbardo i Milgram. Do tego rodzaju eksperymentów od dawna już mamy laboratoria na bodaj 60 tys. uczestników – komentuje prof. Małgorzata Szpakowska w wywiadzie dla Gazety Wyborczej. Więzienna cela, czyli klozet z łóżkami i judaszem w drzwiach, jest przecież dokładnie takim miejscem, gdzie człowiek przebywa pod stałym nadzorem Wielkiego Brata. Mamy wielu ludzi, którzy już są w takiej sytuacji, i wiemy, że więzienie jako doświadczenie psychologiczne nie jest specjalnie wzbogacające6.

Jakiekolwiek wartości miałby BB dla współczesnej psychologii, pewne jest, że w relacjach “uczestnicy – kamera” i “widz – ekran” odnajdujemy dawno już opisane problemy z jednej strony wystawiania się na pokaz, a z drugiej - oglądactwa. Oba te zachowania istnieją tak długo, jak gatunek ludzki, ale tym razem umożliwia nam je publiczne medium – telewizja. Przyglądnijmy się zatem obu tym problemom, umieszczając je jednocześnie na tle teorii odbioru przekazu telewizyjnego.

Uczestnik programu BB zgłaszając chęć udziału w widowisku, musiał wziąć pod uwagę fakt, iż będzie on cały czas trwania programu obserwowany przez dziesiątki kamer i podsłuchiwany przez dziesiątki mikrofonów. Tym samym zgodził się na wyjątkową ekspozycję przede wszystkim swojego ciała, ale również swojej psychiki. Wiedział bowiem, że kamery będą zainstalowane nawet w łazience czy w ubikacji i, chociaż obraz z tego ostatniego miejsca nie miał być transmitowany, musiał być świadomy konieczności wystawienia na pokaz nawet swej intymności. W psychologii takie zachowanie nazywane jest ekshibicjonizmem, a jest to, jak podaje “Słownik psychoanalizy”: działanie zmierzające do zwrócenia na siebie uwagi. (...) Ekshibicjonizm ujawnia się w oczywisty sposób w dziecięcym pragnieniu pokazywania własnego ciała, w szczególności genitaliów, w trakcie fazy fallicznej. Jest ściśle związany i zwykle współwystępuje z tendencją do podglądania (voyeryzmem); ekshibicjonizm to odwrócenie impulsu podglądania na siebie. W ekshibicjonizmie genitalia mogą być zastąpione przez inne części ciała lub przez ciało jako całość, a sam akt może być zastępowany przez określone zachowania lub czyny7. Jest to bierny składnik skopofilii, właściwego człowiekowi popędu związanego z patrzeniem i czerpaniem przyjemności z patrzenia.

Ekshibicjonizm może przyjąć formę zaburzenia psychicznego, zwłaszcza gdy zmierza do osiągnięcia podniecenia seksualnego u ekshibicjonisty, jednak istnieje też inne, bardziej potoczne znaczenie tego słowa. Ekshibicjonizm to przecież także tendencja do pokazywania się, to jakby zmniejszone poczucie wstydu, wyjątkowa otwartość. Wymienione cechy są właściwe takim zawodom jak: aktor, pisarz, muzyk, modelka, prezenter telewizyjnym oraz nauczyciel. Czy bohaterowie programów reality show są zatem ekshibicjonistami? Niewątpliwie tak – przecież wystawiają się na pokaz z własnej woli. Ciągła obecność kamer to właśnie ten jeden jedyny warunek dokonującej się w widowisku przemiany, przemiany zwykłego człowieka w telewizyjną gwiazdę, rozpoznawalną przez miliony ludzi. “Lubię być podglądana” – deklarowała w krótkim filmie przedstawiającym jej osobowość 20-letnia Karolina, uczestniczka pierwszej polskiej edycji “Wielkiego Brata”. “Myślę, że każdy, kto bierze udział w tym programie, jest ekshibicjonistą” – stwierdziła bohaterka “Baru”, 24-letnia Beata.

Mieszkańcy domu BB nie mają wyboru - muszą być ekshibicjonistami. W tym spektaklu przecież najważniejsze jest ciało. Czytamy w eseju antropologa kultury Rocha Sulimy: Skoro zdegradowane zostaje słowo, które nie tylko się trywializuje, ale również nie wytrzymuje ciśnienia innych tworzyw semiotycznych w widowisku BB, rozpoczyna się wielki spektakl cielesności (...). Mieszkańcy domu BB skazani są w sposób najdotkliwszy na obcowanie z własnym ciałem i cielesnością innych. Kamery to lubią i pokazują. Szczególnie w pierwszej fazie programu oglądamy nieustannie najdziwniejsze makijaże, postrzyżyny (...), rozjaśnianie lub przyciemnianie kosmyków lub całych fryzur, mycie i podmywanie; nieustanne przepychanie, obejmowanie się, grupowe polegiwanie, cielesne sploty i układanki, jakieś trywialne “laokoony”. Intensyfikują się też wszystkie czynności manualne. 8 Nieprzypadkowo polski program reklamowały podświetlane reklamy przedstawiające kadry z edycji niemieckiej: mężczyznę, który, zbliżywszy twarz do lustra, ogląda wyprysk skórny na swojej brodzie. Nas, widzów, mogą takie obrazy najwyżej zniesmaczyć, ale na pewno nie zaszokować. Skądś je przecież znamy – to przecież my sami i nasze zachowania, kiedy nikt nie widzi, to przecież takie zdjęcia znajdujemy w kolorowych gazetach z lubością opisujących prywatne życie gwiazd, to wreszcie podobne sytuacje oglądamy w filmach, na plakatach, w reklamach, itp. Gotowość do takiego samoobnażania, “grania” poczuciem wstydu czy prywatności, choć manifestacyjnie jest z góry zakontraktowana przez współczesne media, została przez kulturę europejską jakoś już przygotowana wcześniej. (...) Jednak publiczne roznegliżowywanie stało się dopiero jednym z podstawowych mechanizmów kultury konsumpcyjnej9 - i, jak moglibyśmy dodać, kultury wizualnej. Karol Irzykowski uznał cielesność za żywioł kina, motor rozwoju sztuki filmowej i motyw odzwierciedlający w pełni prawa medium10. Przecież ciało stało się publiczne w swoich najdrobniejszych szczegółach nie tylko dzięki filmom pornograficznym, ale również dzięki np. reklamie bielizny czy filmom popularnonaukowym. Tak naprawdę współczesny człowiek nie ma więc nic do ukrycia, jednak zawsze będzie mu towarzyszyło z jednej strony mniejsze lub większe uczucie wstydu, a z drugiej – ciekawość ciała innego człowieka.

Czasami cena intymności okazuje się dla niektórych uczestników zbyt wysoka. Najbardziej wstydliwe bohaterki programów reality show kąpią się pod prysznicem w stroju kąpielowym, ukrywając przed wzrokiem widzów zarówno piersi, jak i okolice łonowe, inne zgadzają się obnażyć piersi, zachowując dolną część bielizny (minimalna wersja to “stringi”). Podobnie przy zmianie ubrania niektórzy uczestnicy robili to zawsze pod kołdrą lub okrywając się ręcznikiem. Innym sposobem “chowania się” przed okiem kamery było zakładanie okularów słonecznych, np. zaraz po wstaniu z łóżka (kiedy kobieta jest jeszcze nie umalowana) lub w momentach płaczu (kiedy makijaż się rozmywa, a poza tym pokazujemy silne emocje).

Programy reality show zdają się potwierdzać stereotypowy podział przyjemności patrzenia na aktywną – męską, i bierną – kobiecą. Pisze Laura Mulvey: Na kobiety się patrzy i równocześnie przedstawia się je w tradycyjnej roli ekshibicjonistek, przy czym ich wygląd zakodowany jest tak, by wywierał silne wrażenie wzrokowe i erotyczne, a o samych kobietach można było powiedzieć, że konotują swój status bycia przedmiotem oglądu. Kobieta pokazana jest jako przedmiot seksualny – to motyw przewodni spektaklu erotycznego: od pinups do strip-teasu, (...), ona przykuwa wzrok, ona podsyca i wyraża męskie pożądanie11. Podobnie w programach reality show to wokół postaci kobiecych i wokół ich erotyki skupia się uwaga kamer. W niektórych przypadkach to właśnie kamera czyni z nich, jakby na siłę, przedmioty seksualne, ale najczęściej to same bohaterki prowokują taką, a nie inną interpretację swojego zachowania. Przykładami mogą być m.in. stale przeglądające się w lustrze Karolina (BB, I ed.) i Magda (BB, III ed.), określająca się mianem nimfomanki Frytka (BB, III ed.), czy często prezentująca się w samej bieliźnie modelka Alicja (BB, I ed.), której Polska zawdzięcza modę na stringi. Podobnie jak w filmie, pokazana kobieta funkcjonuje tradycyjnie na dwóch płaszczyznach: jako przedmiot erotyczny dla postaci ekranowych i jako przedmiot erotyczny dla widza12. Jej uroda jest jawnie komentowana zarówno przez mężczyzn - uczestników programu, jak i mężczyzn - widzów (listy dyskusyjne w Internecie).

Programy reality show w swojej treści zdają się więc podkreślać heteroseksualny, aktywno-pasywny podział ról, widzowie jednak protestują, chcą “całej prawdy”. Uczestniczki internetowej listy dyskusyjnej poświęconej “Wielkiemu Bratu” pisały Dziewczyny: bunt!, domagając się od producentów programu także męskich aktów. Rzeczywiście, obraz kąpiącego się pod prysznicem mężczyzny był w BB bardzo rzadki, wręcz niezauważalny. Częściej już widzieliśmy męskich bohaterów programu w roli... kobiet, np. Sebastiana z pierwszej edycji BB grającego Julię z tragedii Szekspira, czy Adriana i Romana z “Baru” jako “cheerleaders” (cheerleaders lub inaczej czirliderki to grupa dziewcząt pokazująca układy choreograficzne w przerwach meczów, zwłaszcza koszykówki). Takie obrazy w sposób oczywisty implikowały relacje homoseksualne – Roman z “Baru” po emisji odcinka, w którym występuje jako cheerleaderka, otrzymał bukiet kwiatów od “tajemniczego wielbiciela”. Warto podkreślić, że modelowym odbiorcą tego typu przekazów pozostaje zawsze mężczyzna.

Widzowi “Wielkiego Brata” naturalnie przypisano rolę podglądacza, voyera. Voyeryzm, podobnie jak ekshibicjonizm, jest jednym z przejawów skopofilii, właściwego człowiekowi popędu związanego z patrzeniem, przyglądaniem się. Czytamy w “Słowniku psychoanalizy”: W skopofilii podmiot osiąga największą przyjemność, gdy patrzy na nagie ciało, genitalia lub akt seksualny. Voyeryzm oznacza perwersję, w której pragnienie patrzenia na podniecające seksualnie sceny prowadzi najczęściej do masturbacji, nie zaś do uczestnictwa w seksualnym akcie z partnerem13. U niektórych podglądaczy zaobserwowano także silne impulsy ekshibicjonistyczne. Wśród czynników, z którymi można wiązać genezę voyeryzmu wymienia się ogólną skłonność do bycia wzrokowcem, karmienie niemowlęcia (twarz i pierś matki, lęk przed jej utratą), wczesne doświadczenia seksualne (np. oglądanie genitaliów osób dorosłych, aktu seksualnego), lęk kastracyjny oraz uraz w dzieciństwie. 14

Według Freuda sama skopofilia nie jest zboczeniem seksualnym i odgrywa ważną rolę w normalnej seksualności. Pisze Agata Bielik-Robson: Podglądanie innych w sytuacjach, które filozofia określa jako graniczne – narodziny, miłość i śmierć – okazuje się potrzebą nieodpartą, zdradzaną już przez osobniki najmłodsze, co nieomylnie wskazuje na jej niezmienny, uparcie naturalny charakter15. Dlaczego więc podglądactwo jest wątpliwe moralnie? Dlaczego towarzyszy mu wstyd, chęć ukrycia się, pozostania niewidzialnym, a w niektórych przypadkach – wyrzuty sumienia? Ponieważ jest ono zawsze powtórzeniem sytuacji z dzieciństwa. Dorośli często powtarzają dzieciom przysłowie Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. To właśnie dzieci przez swoją ciekawość najczęściej oddają się czynności podglądania. Freud stwierdził nawet, że wokół tego przeżycia organizuje się psychika małego dziecka. Ciekawość (...) wiedzie małego człowieka na spotkanie rzeczywistości, na przyjęcie której nie jest on jeszcze przygotowany. Podglądając, wystawia się on na brutalny kontakt z bytem, który go szokuje i wymyka się jego zwykłemu pojmowaniu rzeczy16. Ten szok rodzi wstyd i jednocześnie podsyca ciekawość dziecka. Zakazy stawiane przez rodziców, nakładanie kary na przyłapanego na podglądaniu świadka zdarzeń należących do tabu utwierdza małego człowieka w przekonaniu, że jego obserwacja musi być dokonywana z ukrycia. Wartościowanie czynu (“podglądanie jest złe, wstrętne”) nakłada nań wymiar moralny. Podglądactwo zawsze przecież dotyczy drugiego człowieka, którego podglądający odziera z intymności, prywatności. Stąd uważa się voyeryzm za zachowanie niepożądane i niemoralne. Oczywiście ciągnie nas, żeby podglądać to, czego nie powinniśmy. Ciekawość ludzka jest bardzo godnym elementem, ale godność ludzka jest jeszcze ważniejsza, wobec czego w imię poszanowania drugiego musimy nie zaspokoić naszej ciekawości17.

W przypadku programu BB sytuacja podglądania jest nieco inna. Jego uczestnicy sami decydują się na wystawienie na pokaz, sami chcą się przed nami, widzami prezentować, a więc doskonale wiedzą, że są przez cały czas obserwowani. Telewizja odebrała im nawet możliwość spekulacji: “czy dane sceny zostaną pokazane, czy nie”, bowiem w Internecie można oglądać przekaż z domu BB przez całą dobę, bez montażu. I o tym uczestnicy “Wielkiego Brata” wiedzą również. Widz telewizyjny nie musi się kryć, bo za oglądanie telewizji nie spotka go kara. Wreszcie, to nie on szuka obrazu do podglądania, ale ten obraz jakby sam do niego przychodzi. Nietypowe dla sytuacji podglądania jest także całe otoczenie widza: pokój w jego własnym domu, wygodny fotel, światło, towarzystwo innych domowników, czasami kolacja, rozmowa, dyskusja. To prędzej widz kinowy przypomina nam podglądacza. Przemawia za tym kilka faktów: ciemność sali kinowej, bierność sytuacji, przymusowe unieruchomienie, ekran oświetlony z przodu (światło rzucane na ekran zza głowy widza), iluzja rzeczywistości wywołana m.in. niewidocznym montażem18. Pisze Laura Mulvey: Aczkolwiek film pokazywany jest naprawdę, jest po to, aby być oglądanym, warunki projekcji i konwencje narracyjne dają widzowi iluzję patrzenia na świat prywatny. Pozycja widzów w kinie świadczy między innymi wyraźnie o represji, jakiej podlega ich ekshibicjonizm i pozwala im przerzucać stłumione pożądania na wykonawców19.

Cechą podstawową obu sytuacji: widza BB i widza kinowego jest bezpieczeństwo oglądającego. Jednak w przypadku kina czy filmu fabularnego oglądanego w telewizji konwencja jest nieco inna niż w przypadku “Wielkiego Brata”. W sytuacji pierwszej aktorzy udają naturalność, a widz zgadza się na to udawanie. Widz BB już takiej zgody obserwowanym przez siebie “aktorom” nie daje – uczestnicy programu nie mogą udawać zachowań naturalnych, oni się mają naturalnie zachowywać. Ich reakcje, emocje, gesty, nagość mają być nie wystudiowane i grane, ale naturalne. Stąd właśnie skojarzenia z podglądactwem. Widz BB jest przekonany, że ogląda prawdziwe życie, słucha szczerych rozmów (a nie dialogów ze scenariusza), ogląda dotychczas ukrywane przed widokiem publicznym ciała. Ale tak naprawdę czym się różni nagość w filmie fabularnym i nagość w programie reality show? Uczestnicy BB to przecież “naturszczyki”, niewykształceni aktorzy, którzy sami zgodzili się “zagrać” w masowym widowisku. Tacy sami “aktorzy” grali w słynnym filmie Jean-Jacquesa Annaud “Bitwa o ogień”, oskarżonym o zbyt daleko idący naturalizm np. w pokazywaniu scen kopulacji. Są filmy fabularne nakręcone bez scenariusza, w których aktorzy grają intuicyjnie, według ogólnych wskazówek reżysera. Ich dialogi i reakcje pozostają w dużej mierze naturalne, ale bezpieczeństwo widza zostaje zachowane, bo zachowana jest konwencja umowności.

W BB poczucie bezpieczeństwa gwarantuje widzowi telewizja, a dokładnie jej ramówka. Jeśli bowiem oglądam program przed godziną 23, razem z innymi członkami rodziny, wszystko jest w porządku – takie przekonanie sankcjonuje telewizyjne prawo o czasie chronionym (zakaz emisji programów o szczególnym natężeniu przemocy czy seksu przed godziną 23). Ale co zrobić, jeśli stacja telewizyjna pokaże miłość fizyczną uczestników programu, sytuację niewyreżyserowaną i nieudawaną? Jeśli zamiast “granych” pocałunków i pieszczot zobaczymy prawdziwe? Ten aspekt zdaje się zbliżać BB do filmów pornograficznych, gdzie aktorzy nie udają, kochają się naprawdę. Oczywiście TVN ani żadna inna stacja emitująca programy reality show nigdy nie pokazała pełnego aktu seksualnego ze szczegółami (w Holandii widzowie zobaczyli parę, która po rozebraniu się schowała się pod kołdrą, natomiast następnym kadr był już “chwilę po”, w Polsce telewidzowie widzieli zabawy erotyczne pary bohaterów w wannie). Niewątpliwie jednak seks jest jednym z trzech podstawowych tabu (obok śmierci i cierpienia), którego obrazów prawdziwych, nieudawanych, będąc obcymi, intruzami, nie powinniśmy oglądać i to nie tylko w rzeczywistości, ale także w telewizji publicznej. Krzysztof Zanussi pisał w 1997 roku w eseju “Estetyka dobrego obyczaju”: Dopóki rzeczywistość kreowana opiera się na jasno sformułowanej fikcji, jesteśmy bezpieczni. W życiu codziennym mamy poczucie, że dobry obyczaj nie pozwala przyglądać się cierpiącemu, jest czymś ohydnym, kiedy na pogrzebie podglądamy, czy wdowa płacze i jak płaczą sieroty. To jest wstrętne. Nie ma w tym nic wstrętnego, jeśli w filmie, czyli w fikcji, aktorzy przekonywująco opisują cierpienie po stracie kogoś bliskiego i taką scenę z pogrzebu mogę spokojnie oglądać pod warunkiem, że ona została wykreowana, a nie jest kalką rzeczywistości20. Problem w tym, że człowiek współczesny nie zawsze kieruje się “zasadami dobrego obyczaju” i nie zawsze słucha moralistów nawołujących do ich przestrzegania.

Ale dlaczego tak naprawdę człowiek czerpie tyle przyjemności z patrzenia? Wydaje się, że tak nas “zaprogramowała” sama natura: zmysł wzroku odgrywa nadrzędną rolę w naszym życiu i rozwoju, stanowi podstawę działalności, procesów poznawczych, orientacji w otaczającym świecie, adaptacji21. Szacuje się, że ok. 70 proc. wrażeń, które docierają do naszego mózgu, to właśnie spostrzeżenia wzrokowe. Zdolność posługiwania się obrazem jest bardzo ważna w psychicznym rozwoju dziecka (do pewnego momentu warunkuje nawet rozwój języka), wzrok jest także warunkiem bezpieczeństwa i ma ogromną wartość poznawczą. To głównie dzięki wzrokowi człowiek poznaje świat. Dążenie do podporządkowania świata obrazom towarzyszyła nam od zarania dziejów – to dzięki niemu rozwinęło się malarstwo i sztuka wizualna, dzięki niemu możemy utrwalać sytuacje na zdjęciach, oglądać filmy w kinie czy w telewizji. Pełen obrazów jest także Internet, a nawet, paradoksalnie, telefon (wideotelefony, wiadomości graficzne wysyłane przez telefony komórkowe). Gazety, niegdyś skąpo ilustrowane, teraz przyciągają czytelników masą kolorowych zdjęć. Coraz powszechniejszy prymat obrazu niesie pewne zagrożenia: mówi się przede wszystkim o ograniczeniu roli słowa i o spadającym czytelnictwie.

Znakiem BB jest oko, które patrzy – pisze Roch Sulima – Można sądzić, że milionom oglądających BB może wciąż jeszcze towarzyszyć wierzeniowa czy magiczna wykładnia symboliki Wielkiego Oka22. Bogactwo tej symboliki wynika ze szczególnej więzi, jaka wytwarza się między patrzącym a jego otoczeniem. Spojrzeniem nadaje się światu kształt, definiuje się go i interpretuje, nadając tym samym znaczenie. Wzrokiem możemy “oswoić” miejsca i ludzi, bo dzięki niemu raz widziane przedmioty stają się rozpoznawalne. Wzrok nie traci swojego znaczenia nawet wtedy, gdy zamykamy oczy: nasza wyobraźnia nieustannie podsuwa nam kolejne obrazy, także podczas nocnego odpoczynku zdarza się, że widzimy obrazy we śnie. Niezwykle wymowna wydaje się magiczna symbolika oka. Wielkie Oko to przede wszystkim oko Boga, który widzi wszystko w każdym momencie, jest to zatem oko wszechwiedne i wszechobecne. Przedziwne są ludowe wierzenia związane ze zmysłem wzroku: kobieta w czasie menstruacji patrząc, miała powodować zniszczenia, w lustro nie wolno zaglądać niemowlęciu, położnicy, pannie młodej i zmarłemu, nieboszczykowi w chwilę po śmierci zamyka się oczy, po specyficznym wzroku można rozpoznać szaleńca lub geniusza, wzrokiem można rzucić na kogoś czar, ślepcom natomiast często przypisywano niezwykłe zdolności, np. jasnowidztwo23.

W BB telewizja daje nam drugie oko, chwilowo rozszerza naszą władzę jako widzów. Oto otrzymujemy nową możliwość, której wcześniej nie mieliśmy: podglądania obcych ludzi. Oko Wielkiego Brata będzie więc przede wszystkim symbolem władzy, a władza daje przyjemność (pisali o tym m.in. Michel Foucault i Herbert Marcuse). To właśnie tego szukają widzowie BB: chcą przez chwilę poczuć, że są wszechmocni i wszechwiedzący. Jednym z głównych (pierwszych) motywów oglądania “Wielkiego Brata” jest niewątpliwie ciekawość i to nie tyle ciekawość drugiego człowieka, co samego kontrowersyjnego programu, ciekawość sytuacji podglądactwa. Dopiero później przychodzi przywiązanie do bohaterów i, co za tym idzie, ciekawość ich dalszych losów, reakcji oraz relacji, w jakie będą wchodzić z innymi uczestnikami programu. Dopiero też dopiero po zaangażowaniu się widza w regularne śledzenie wydarzeń może nastąpić zjawisko projekcji, które oznacza, że w sposób nieświadomy oglądając bohaterów programu, będziemy widzieć samych siebie. Jednak nadrzędnym motywem widza BB jest pragnienie rozrywki. 24 Widz jest przecież przede wszystkim konsumentem – jeśli decyduje się na oglądanie prezentowanych na antenie telewizyjnej emisji, chce czegoś w zamian. Jednym z podstawowych oczekiwań będzie otrzymanie informacji (w celach poznawczych lub edukacyjnych), ale nie mniej ważne wydaje się dostarczenie przyjemności. Według medioznawcy Johna Fiske jest to przykład kompensacyjnego użycia mediów w celu zaspokajania potrzeb nie zaspokajanych w życiu społecznym25. Motywami tego działania są m.in.: chęć ucieczki od ograniczeń i problemów codzienności, potrzeba odprężenia emocjonalnego, ekscytacji czy interakcji społecznej. BB zdaje się zaspokajać to ostatnie pragnienie przede wszystkim dzięki temu, iż daje swoim widzom szansę na odgrywanie ról, co do których odbiorca zgłasza bądź czuje, że ma prawo zgłaszać uzasadnione roszczenia, lecz których nie ma szans odgrywać w swym własnym środowisku. Tego rodzaju paraspołeczna funkcja może zatem zostać określona jako kompensacyjna o tyle, o ile daje ona społecznie i psychologicznie izolowanym jednostkom szansę doświadczenia przyjemności bycia pośród innych ludzi26. Czy nie z tego rodzaju przyjemnością mamy do czynienia w przypadku obioru “Wielkiego Brata”? Wiernym widzom bohaterowie programu jawią się prawie jako sąsiedzi, dobrzy znajomi, o których wiedzą prawie wszystko, bo (niedyskretnie) zaglądają w okna ich domów. Są to jednak sąsiedzi, którzy, w przeciwieństwie do prawdziwych sąsiadów, pozwalają widzowi oderwać się od rzeczywistości, uciec od powszednich spraw i kłopotów, i przeżyć coś ekscytującego, coś diametralnie przeciwnego od nużącej rutyny codziennych obowiązków27.

Przyjemność czerpana z patrzenia na “Wielkiego Brata” to nie tylko przyjemność voyera. To także spontaniczna reakcja towarzysząca przeżyciu estetycznemu: przyjemnie jest oglądać osoby i rzeczy, które wydają się nam ładne. To dlatego na samym początku pierwszej polskiej edycji BB Manuela nie była lubiana przez widzów (miała nadwagę, często chodziła z tłustymi włosami...), jednak dzięki swojej pełnej energii osobowości zyskała ich wielką sympatię (doszła do finału, zdobyła drugie miejsce). Podobnie było z innym bohaterem tej samej edycji, Piotrem nazywanym w domu BB “Picią”. Czy uważanie, że powinien wylecieć z programu za “nieatrakcyjność” – pytali fani “Wielkiego Brata” na internetowej liście dyskusyjnej.

Ci sami fani, którzy mieli okazję wymieniać zdania o BB w Internecie, domagali się przede wszystkim: aby było ciekawie (co miało oznaczać seks lub bójki) i by było jakoś z sensem, czyli bez bezczynnego siedzenia na czterech literach. Pożądane przez publiczność były także kłótnie: nerwowa atmosfera sprzyja ciekawym scenom oraz nagość: czy ktoś już widział piersi Moniki?. Tych parę krótkich cytatów z tworzonej przez kilka miesięcy listy dyskusyjnej jest doskonałym podsumowaniem naszych psychologicznych poszukiwań. Widać w nich doskonale zachowania voyerystyczne oraz potrzebę rozrywki. Widzowie krytykowali tych uczestników, którzy czynili program nudnym, a także tych, którzy wydawali im się nieatrakcyjni. Pragnęli przede wszystkim żywej akcji, chcieli, żeby w ich ulubionym widowisku coś się działo i właśnie to oczekiwanie na ciekawe zdarzenia przyciągało ich codziennie przed telewizory i ekrany komputera (najbardziej wytrwali oglądali godzinami bezpośrednie transmisje z domu BB przez Internet, a potem także na kanale Cyfra +).



Potrzeba zabawy

“Wielkiego Brata” można by nazwać “teatrem dla mas”, wydaje się on bowiem być tym, czym kiedyś były przedstawienia wystawiane na jarmarkach ku uciesze pospólstwa. Skojarzenia teatralne są liczne: BB jest widowiskiem, telewizyjnym show, a jego uczestnicy są aktorami, którzy występują na specyficznej scenie – ograniczenie przestrzenne ma tu również swoje znaczenie. Również w sensie psychologicznym chodzi (...) o względy wyłącznie dramaturgiczne: grający powinni “być sobą”, a nie grać. Nie powinni się domyślać, jak postrzegani są przez oglądających28. Aktorzy, spektakl, przedstawienie, show, grać, udawać, pokazywać, wystawiać się na pokaz, farsa, bohater, scena, obraz, rola, oglądanie, widz, instalacja, improwizacja, reżyseria, scenariusz – oto zaledwie niewielka próbka wyrażeń, które mogą służyć do opisu BB. Erving Goffman w swojej książce “Człowiek w teatrze życia codziennego” dowodził, że każdy z nas gra, ma swoją scenę i swoje kulisy, nie tylko aktorzy. Może warto się zastanowić, jak wygląda teatr Wielkiego Brata? Kto jest tu reżyserem? Czy dla mieszkańców domu w Sękocinie istnieją jakiekolwiek kulisy?

Pierwszym elementem programu BB przypominającym teatr jest niewątpliwie przestrzeń. Czytamy w eseju Olgi Katafiasz: Sytuacja zamknięcia dwunastu osób w ograniczonej, odseparowanej od zewnętrznego świata przestrzeni, budzi oczywiście teatralne skojarzenia. Nie tylko jako aranżowanie miejsca dla widowiska, zawodów czy popisów. Zamknięcie bowiem (...) rysuje się jako nawiązanie do wypróbowanego przez wieki pomysłu na szczególne usytuowanie bohatera wobec otoczenia29. Zwróćmy uwagę chociażby na przedstawienia teatru telewizji: najczęściej rozgrywane są one w zamkniętej przestrzeni telewizyjnego studia, rzadko kiedy oglądamy w nich sceny plenerowe. Podobnie w tradycyjnym teatrze scena jest zwykle naturalnie oddzielona od widowni. W przedstawieniu “Immanuel Kant”, wystawionym przed kilkoma laty we Wrocławiu na scenie Teatru Polskiego na Dworcu Świebodzkim, podłużna scena była dodatkowo oddzielona od widzów przezroczystą siatką. Ale zamknięta w ten sposób przestrzeń nie tylko oznacza, że mamy do czynienia z innym światem. Jak dalej pisze Olga Katafiasz, sytuacja zamknięcia oznaczać odtąd będzie rozpaczliwość położenia postaci, nieodwracalność jej przeznaczenia, niemożność nawiązania kontaktu ze światem zewnętrznym, a co za tym idzie – brak szansy porozumienia z drugim człowiekiem, skazanie na beznadziejne czekanie ratunku30. Owa sytuacja jest chwytem mającym na celu przyciągnięcie uwagi widza, który odtąd będzie oczekiwał zdarzeń niezwykłych, niezwyczajnych: np. nagłych wybuchów agresji, kłótni, nieopanowania, nawiązywania i zrywania relacji między bohaterami i ciągnących się całe noce rozmów o życiu. Jednym słowem będzie on oczekiwał zmian w życiu podglądanych przez siebie uczestników programu.

Przestrzeń teatralna to nie tylko scena, ale także kulisy. Według Ervinga Goffmana kulisami w normalnym życiu każdego człowieka są te pomieszczenia czy miejsca, w których pozostaje sam, jest nieobserwowany przez innych ludzi. W naszych mieszkaniach będą to np. sypialnia, toaleta, garderoba, kuchnia, czyli miejsca, gdzie przygotowujemy się do “występu”. Występem Goffman nazywa wszelką działalność jednostki, która przebiega podczas stałej obecności pewnej grupy obserwatorów i wywiera na nich jakiś wpływ31. Człowiek bowiem, znajdując się w interakcji z innymi ludźmi, dąży do kontrolowania wrażenia, jakie na nich wywiera. To jest właśnie owa sytuacja grania, teatru codzienności. Za kulisami jednostka natomiast pozostaje sobą, przestaje grać. Wywieranie wrażenia na innych wydaje się głównym celem uczestników programu BB, którzy bezpośrednio wchodzą w interakcję z innymi bohaterami programu i Wielkim Bratem (znamienne jest, że po dobrze wykonanym zadaniu przez grupę zawodników, Wielki Brat mówił zawsze “Jestem pod wrażeniem”), a pośrednio także z telewidzami. To przecież ci ostatni decydują o tym, kto ma wygrać, i to na nich należy zrobić jak najlepsze wrażenie. Publiczność jednak zwykle zdaje sobie sprawę, że aktor będzie się chciał im przypodobać: jako członkowie publiczności czujemy naturalnie, że wrażenie, jakie chce wywrzeć na nas wykonawca, może być prawdziwe lub fałszywe, zgodne z rzeczywistością lub “zmyłkowe”. To wątpienie w autentyczność odbieranych wrażeń jest tak powszechna, że szczególną uwagę zwracamy na te elementy występu, którymi nie można łatwo manipulować, dzięki czemu stwarzamy sobie możliwość oceny wiarygodności tych elementów, które dają się wykorzystywać jako narzędzia mistyfikacji czyjegoś działania32. Co ciekawe, w przypadku reality show telewizja sama tę mistyfikację umożliwia. W programie “Bar” podczas wydań, kiedy wszyscy uczestnicy gromadzili się, aby porozmawiać o wydarzeniach z ostatniego tygodnia, często pokazywano materiały filmowe mające na celu skompromitowanie innych zawodników, a w konsekwencji uprzedzenie do siebie bohaterów programu. Takie sytuacje nierzadko miały wpływ na zachowania uczestników “Baru”, np. kiedy Monika zobaczyła reakcję Izy (szyderczy śmiech) na decyzję producentów o wyrzuceniu z programu trzech bohaterów, nominowała ją do opuszczenia teleturnieju. Podobnie widzowie pierwszej edycji BB stracili zaufanie do lubianej początkowo Małgosi po emisji rozmowy, podczas której ich ulubiona do tej pory bohaterka obmawia innych uczestników “Wielkiego Brata”.

Wróćmy do podziału przestrzeni teatralnej na scenę i kulisy. O ile istnieje on w życiu codziennym, w programach reality show wydaje się prawie zupełnie nieobecny. Sypialnia i łazienka są tu jak najbardziej sceną – w pomieszczeniu z prysznicem nie ma nawet drzwi, a oglądanie kąpiących się uczestniczek (rzadziej uczestników) teleturnieju stało się już tradycją (zawodnicy nazywają tę sytuację “kinem”). Jedynym pomieszczeniem, które mogłoby służyć w domu Wielkiego Brata za kulisy, jest toaleta, gdzie co prawda również umieszczona została kamera, ale, jak podkreślali producenci BB, tylko ze względów bezpieczeństwa. Kulisami mogą się stawać sypialnie, ale tylko w nocy, kiedy bohaterowie śpią (a więc nic ciekawego dla widzów się nie dzieje), bowiem jeżeli tylko (nawet w całkowitej ciemności) zaistniałaby tam jakakolwiek aktywność uczestników, zostałaby ona zarejestrowana przez kamery na podczerwień. Zawodnicy są cały czas podglądani – w takiej sytuacji trudno nieustannie grać, udawać, nosić maski, myśląc o wywieraniu wrażenia na współuczestnikach czy widzach. Zachowania bohaterów będą więc miały charakter “zakulisowy”, co manifestuje się przede wszystkim w używanym przez nich języku: dla języka zakulisowego – czytamy u Goffmana – charakterystyczne jest mówienie sobie po imieniu, wspólne podejmowanie decyzji, przeklinanie, jawne poruszanie tematów seksualnych, bezpośredniość, palenie, niedbały ubiór, “byle jaki” sposób siedzenia lub stania, posługiwanie się żargonem czy wyrażeniami niezbyt poprawnymi, mamrotanie i wykrzykiwanie, swawolna agresywność i “wygłupianie się”, (...) pozwalanie sobie na pogwizdywanie, żucie, ogryzanie, bekanie i wiatry33. Nawet przypadkowy widz jest w stanie bez trudu odnaleźć prawie wszystkie te elementy w programach takich jak “Big Brother”.

“Wielki Brat” będzie zatem spektaklem bez kulis, którego uczestnicy zmuszeni są do zaistnienia w dwuznacznej sytuacji: z jednej strony muszą grać, aby jak najlepiej się pokazać, z drugiej jednak strony nie mają w tym graniu wytchnienia z powodu braku kulis, co każe im być z kolei naturalnymi.

Quasi-społeczności, które tworzą się w programach typu reality show nie byłyby tak łatwo rozpoznawalne i tak popularne, gdyby nie ich stereotypowość. Bohaterowie “Wielkiego Brata” czy “Dwóch Światów” muszą być na tyle charakterystyczni, żeby się dali zapamiętać, i na tyle swojscy, żeby potrafili skupić na sobie uwagę widzów. Przyglądnijmy się uczestnikom pierwszej polskiej edycji BB i spróbujmy rozpoznać w nich doskonale znane społeczne typy osobowości.

Anna Baranowska – mentorka. Zwana przez przyjaciół i współuczestników “babcią”. Nie dała się zbyt dobrze poznać, gdyż była w programie najkrócej – zaledwie dwa tygodnie. Matka 17-letniej Olgi, rozwiedziona. Nieco starsza od pozostałych bohaterów programu (37 lat), pozostawała ciągle jakby na uboczu grupy, próbowała zawsze doradzać i poprawiać innych, co drażniło niektórych uczestników BB. Mało kobieca i atrakcyjna, to raczej typ “męskiej” kobiety i liberalnej matki.

Janusz Dzięcioł – stróż prawa i porządku. Pracuje jako strażnik miejski. Najstarszy uczestnik programu (47 lat), żonaty, ma dorosłą córkę. Trenuje karate, jest silny. Typ “prawego obywatela” i ojca. Jak mu się coś nie podoba, mówi to wprost. Początkowo niezbyt lubiany przez widzów, zyskał ogromną popularność dzięki zdolnościom aktorskim – odgrywając rolę Karoliny, przedstawił jej cechy w karykaturalny sposób. Zwycięzca programu.

Sebastian Florek (Seba) - pozytywny bohater. 30-letni farmer i polityk. Kawaler (ma narzeczoną). Przewidywany jako para dla Małgosi (wchodzili razem do domu BB jako wybrani przez widzów), w rzeczywistości czuli do siebie niechęć. Jeden z trójki “sękocińskich didżejów” (z Piotrem Gulczyńskim i Klaudiuszem), lubiany przez widzów. Cwaniaczek (Janusz nazwał go “sprytnym liskiem”, co zaraz podchwycili Internauci). Po programie został posłem na Sejm RP z partii SLD.

Piotr Gulczyński (Gulczas) – niepoprawny buntownik. Prezes motocyklowego klubu Black Rider. Ceni męską przyjaźń i uwielbia piękne kobiety. Rozwiedziony, ma narzeczoną (seksowną blondynkę), ojciec dwuletniego Igora. Typ prawdziwego mężczyzny, twardziela, ale też kobieciarza i podrywacza (uczestniczki programu nazywał “wieprzowinami”).

Piotr Lato (Picia) - chłopak z gitarą. Utalentowany student. Jego pasją jest muzyka, do domu “Wielkiego Brata” zabrał gitarę (po programie dostał gitarę elektryczną od Zbigniewa Hołdysa). Typ grzecznego i niezbyt atrakcyjnego chłopca. Mieszka z rodzicami, nigdy nie był naprawdę zakochany (czeka na “tę jedyną”), jest romantyczny, ale nie jest typem Casanovy (seks bez miłości go nie ekscytuje). W programie grał rolę niedoświadczonego, nieco bujającego w obłokach młodzieńca, który nadal wierzy w ideały.

Małgorzata Meier – stara panna (34 lata, niezamężna, nigdy nie miała męża). Typ pięknej kobiety (pracowała kiedyś jako modelka), która nie znalazła swojej “drugiej połowy”, bo jest zbyt wymagająca. Na pierwszy rzut oka niezwykle sympatyczna, ale w rzeczywistości chłodna blondynka, w programie ujawniła swe skłonności do plotkowania i spiskowania przeciwko innym uczestnikom. Doskonale ilustrują to przezwiska nadane jej przez Internautów: początkowo była nazywana “Gosiaczkiem”, potem “cichą wodą”.

Manuela Michalak – wulkan energii. “Puszysta” i przez to niezbyt atrakcyjna uczestniczka programu (co początkowo zrażało widzów), swoje braki w urodzie nadrabiała charakterem. Tryska humorem, jest uosobieniem witalności i radości życia, nie ma kompleksów. Życzliwa, lubiana przez innych, ceni przyjaźń i uwielbia przygody. Jest typem iskierki i dobrej wróżki. W programie była najgłośniejszą i jedną z najbardziej wyróżniających się osób. Niektórzy twierdzą, że to ona powinna wygrać program.

Grzegorz Mielec – przystojniak o słowiańskiej urodzie. Dobrze zbudowany, o nijakiej osobowości. Właściwie “grał” jedynie swoim ciałem. Lubi tańczyć sambę i podróżować (szczególnie do Brazylii), jest bezrobotny, kawaler. Marzy o karierze w telewizji.

Karolina Pachniewicz – głupia blondynka (mimo że jest brunetką). Najmłodsza uczestniczka programu (20 lat), labilna emocjonalnie, płaczliwa. Dużą wagę przywiązywała do wyglądu, lubi się modnie ubierać i mocno malować, denerwowało ją to, że przybierała na wadze. W programie została zauważona dzięki związkowi z Grzegorzem – TVN pokazywał liczne sceny pocałunków i pieszczot, widzowie czekali “na coś więcej”. Niezbyt rozgarnięta, popełniała dużo łatwo dających się zauważyć błędów językowych, niedojrzała, nie wie jeszcze, czego chce w życiu. Wyszła z programu na własne życzenie.

Klaudiusz Sevković – kosmopolita. Jego dziadek był Serbem i stąd jego brzmiące po jugosławiańsku nazwisko. Klaudiusz jest Polakiem - urodził się i wychował na Śląsku (mówi naleciałościami śląskiej gwary), mieszka jednak w Monachium, gdzie udało mu się znaleźć satysfakcjonującą go pracę (jest kucharzem w hotelu Holiday Inn). Ma żonę Angielkę i dwójkę dzieci: Vanessę i Claudia Tigera. Często podkreślał związki z rodziną, ma poczucie humoru, budzi sympatię.

Monika Sewioło – młoda mężatka. Energiczna, pełna seks-appealu, radości, autorytarna, potrafi postawić na swoim, lubi rządzić innymi. Marzy o karierze piosenkarki. W domu BB nadużyła małżeńskiej wierności, bez skrępowania prezentując swoje wdzięki pod prysznicem grupie obserwujących ją uczestników płci męskiej. Rozbudzona erotycznie, wzbudzała wiele kontrowersji (“ładna mi mężatka, nie ma co” – pisali Internauci).

Alicja Walczak – niedostępna piękność. Pracowała jako modelka, ma idealną figurę, mimo że po jej twarzy widać wiek (32 lata). Nie wstydzi się swojego ciała, często chodziła w samej bieliźnie (spopularyzowała tzw. stringi), ale zachowywała pozory skromności. Alicja grała w programie postać o dwóch twarzach. Z jednej strony piękna, pragnąca sławy modelka, mieszkająca z narzeczonym, prawie hedonistka, z drugiej – wierząca i rozmodlona (jako jedyna uczestniczka programu co wieczór klękała przy swoim łóżku do modlitwy), podkreślająca swoją wiarę i przywiązanie do tradycji.

W bohaterach pierwszej polskiej edycji BB możemy łatwo rozpoznać doskonale znane społeczne typy: przykładnego ojca i obywatela, matki samotnie wychowującej dziecko, niedostępnej piękności i dewotki, buntownika i podrywacza, bujającego w obłokach młodzieńca, “głupiutkiej” nastolatki, obieżyświata, grupowego błazna, starej panny, rozpieranej energią “żywej iskierki”, czy niepokornej żony. Zapewne w zamierzeniu producentów programu miały to być osoby o rozpoznawalnych cechach charakteru, spontaniczne, otwarte, tolerancyjne i silne psychicznie. Są to “zwykli ludzie”, everymen, którym udało się osiągnąć status gwiazdy i (choćby chwilową) popularność. Widzowie mają się z nimi przede wszystkim zaprzyjaźnić, a chyba niekoniecznie widzieć w nich siebie i swoich najbliższych. W tym utożsamianiu bohaterów BB ze zwykłymi ludźmi tkwi jednak pewna pułapka. Telewidzowie zwykle nie są świadomi, jak bardzo rozbudowana była rekrutacja uczestników programu. Czytamy w wywiadzie z Wojciechem Herrą, doradcą personalnym i jednym z psychologów pracujących przy realizacji “Wielkiego Brata”: Selekcja była bardzo rozbudowana, bo aplikacje przesłało blisko 10 tys. kandydatów. Do wybrania z nich grupy mieszkańców trzeba było się zabrać naprawdę bardzo profesjonalnie. Cała selekcja bardziej przypominała rekrutację na kluczowe stanowisko menedżerskie w firmie niż casting do programu rozrywkowego. Szczegółowo dobrane testy psychometryczne, testy kamerowe i zadania symulacyjne (...). W grupie nie ma więc osób przypadkowych34. Jak czytamy w dalszej części wywiadu, producentom nie chodziło o wybranie jak najlepszych osób, ale o stworzenie ciekawej grupy, w której zachodziłyby interesujące dla widza interakcje. Jedną z takich przewidywanych (czy też planowanych) interakcji miał być konflikt pomiędzy prawem – w postaci strażnika miejskiego Janusza – a umiłowaniem wolności i rozrywki w wydaniu szefa gangu motocyklowego Piotra Gulczyńskiego35. Liczono także na liczniejsze sprzeczki między kobietami i walkę między nimi o przejęcie roli gospodyni domu.

Przewidywane przez organizatorów programu interakcje zaznaczyły się jedynie w niewielkim stopniu, pojawiły się za to dobrze nam znane z rzeczywistości inne relacje między uczestnikami: wzajemne zafascynowanie Karoliny i Grzegorza, kobieca przyjaźń pomiędzy Małgorzatą i Manuelą oraz kobieca niechęć (wręcz nienawiść) pomiędzy Małgorzatą i Alicją, erotyczne uświadamianie “niewinnego” Piotra Lato przez Małgosię i Manuelę, czy też erotyczne prowokacje Moniki. Nie potwierdziły się za to przewidywania publicystów. Leszek K. Talko pisał w “Gazecie Wyborczej” na dwa miesiące przed rozpoczęciem programu: Jeśli wyciągnąć wnioski z kilkunastu wyprodukowanych do tej pory wersji narodowych, pokazujących zwykłych Anglików, Niemców czy Hiszpanów, to polski “Big Brother” również pokaże stereotyp – Polaka kłótliwego, bez przerwy rozprawiającego o polityce36. Tymczasem w programie konfliktów kłótni było bardzo mało, a tematy polityczne były niemal całkowicie nieobecne.

Do wzięcia udziału w programach reality show na całym świecie zgłaszają się tysiące chętnych. Niewątpliwie główną motywacją kandydatów na uczestników telewizyjnych show jest wysoka nagroda oraz możliwość zaistnienia w mediach, a tym samym zdobycia popularności. Jednak spędzenie kilkudziesięciu dni w zamknięciu zapewne nie byłoby dla uczestników tego typu programu takie przyjemne, gdyby nie fakt, iż “Big Brother” i pokrewne mu widowiska są po prostu dobrą zabawą. Potrzeba zabawy wydaje się atawistyczna, pierwotna. Zabawa jest starsza od kultury – pisze Johan Huizinga w swojej słynnej pracy “Homo Ludens”. Bo chociaż pojęcie kultury może być ograniczone w sposób niedostateczny, zakłada ono w każdym razie istnienie jakiejś ludzkiej społeczności, zwierzęta zaś nie czekały wcale, iżby dopiero ludzie nauczyli je zabawy37. Czymże innym są wymyślane przez Wielkiego Brata zadania, czym zadawane przez niego zagadki lub wymagane gry zręcznościowe? Zabawa przywodzi na myśl rozrywkę i odpoczynek, beztroskę i radość. Dlatego właśnie zarabianie pieniędzy czy zdobywanie sławy dzięki zabawie jest takie atrakcyjne. Tu nie potrzeba mieć niezwykłych zdolności, wystarczy być i przestrzegać reguł gry. Ryzyko (np. ośmieszenie się) jest bardzo małe, przymusu nie ma (każdy może zrezygnować w dowolnym momencie), a nagroda kusi.

Huizinga w swojej książce poświęconej potrzebie zabawy wykluczył ze swoich rozważań gry hazardowe czy też jakiekolwiek inne gry mające na celu zysk w postaci gratyfikacji pieniężnej. Jednym słowem, określił on mianem zabawy jedynie działania bezinteresowne. Dlatego właśnie skłaniam się ku rozważaniom francuskiego socjologa Callois, pozwalającym uznać za zabawę także “Big Brothera”. Pisze on w swojej książce “Gry i ludzie”: W pewnych swoich formach gra jest wysoce dochodowa lub powoduje katastrofalne straty finansowe i takie właśnie jest jej założenie. Nie zmienia to faktu, że gra, nawet jeśli się gra o pieniądze, jest zajęciem absolutnie bezproduktywnym38.

Dzięki temu, że programy reality show są zbudowane na zabawie, wszelkie skojarzenia z więzieniem czy zniewoleniem wydają się nie do końca uzasadnione. Publicyści wiele razy porównywali dom BB do więzienia, ale zwykle były to tylko “suche” hasła mające na celu wzmocnienie argumentacji deprecjonującej wartości programu. Gra kojarzy się nam z wolnością i swobodą, ale przecież z drugiej strony nie może ona zaistnieć bez ograniczających ją reguł. Czytamy u Rogera Caillois: Gra oznacza więc wolność, która ma istnieć w samym centrum rygorystycznych zasad, tak aby ten rygor nabył lub utwierdził swą skuteczność39. Każda zabawa posiada przecież swój ceremoniał, ma swoją uświęconą scenerię (czasami jest to zamknięta przestrzeń implikująca całkowite wyizolowanie, oddzielenie od “realnego” świata na czas trwania rozgrywki – tak jak ma to miejsce w “Wielkim Bracie” czy “Wyspie Pokus”). Pójdźmy zatem tropem wytycznych francuskiego socjologa i zastanówmy się, na czym polega istota gry w reality show.

Na początek prześledźmy wyznaczone niego cechy gier, starając się je ustosunkować do BB. Gra według Caillois jest to działanie dobrowolne, podobnie udział w programach reality show jest dobrowolne. Zgłaszając się do BB, potencjalni uczestnicy widowiska zgadzają się na przyjęcie panujących w nim reguł, a więc m.in. na bycie sterowanym i ciągłe przebywanie w zamknięciu. Dalej, zabawa jest czynnością wyodrębnioną, zamkniętą w określonych z góry granicach czasowo-przestrzennych40. Jest to również cecha “Wielkiego Brata”. Gry zawierają element niepewności, bowiem nie można na początku zabawy przewidzieć jej dokładnego przebiegu i końca. Zachowanie graczy musi być choćby w pewnym tylko stopniu swobodne, muszą mieć oni prawo do własnej inicjatywy i realizowania własnych pomysłów. Podobnie w BB narzucony przez reżyserów programu scenariusz jest tylko szkicem sytuacji, zawierającym mniej lub bardziej dokładne wskazówki, natomiast inicjatywa należy do uczestników. Następnie gry są bezproduktywne, nie prowadzą do wytworzenia dóbr, a jeśli nawet, są to dobra krążące jedynie w zamkniętym kręgu grających. W tym punkcie programy typu reality show mogą się różnić od innych gier. O ile bowiem złożony i pomalowany przez uczestników pierwszej polskiej edycji “Wielkiego Brata” samochód trafił jako nagroda za drugie miejsce do Manueli Michalak, o tyle uczestnicy “Baru” w rzeczywistości pracują w pubie, obsługując swoich klientów (nalewają piwo, roznoszą napoje i podstawowe dania, grają i śpiewają na scenie, aby rozbawić publiczność). “Bar” jest jednak specyficznym programem z gatunku reality show, w którym zawodnicy nie są odizolowani od świata zewnętrznego, a praca w pubie jest po prostu jego główną zasadą. Gry bowiem są ujęte w normy, mają swoje reguły i konwencje, którym gracze muszą się podporządkować (inaczej ryzykują pozostaniem “popsuj zabawą”, tym, który sprzeciwia się regułom). Wreszcie, zabawy są działaniami fikcyjnymi, towarzyszy im specyficzne poczucie wtórnej rzeczywistości lub też całkowitego oderwania od życia powszedniego41. Co jest oczywiste, to samo uczucie oderwania od rzeczywistości jest właściwe uczestnikom BB, odgraniczonym od normalnego świata nie tylko poprzez zamkniętą przestrzeń, ale również poprzez narzucenie im reguł gry.

Nieograniczona liczba i różnorodność zabaw sprawia, iż znalezienie jednoznacznej zasady podziału i w efekcie stworzenie klasyfikacji gier jest niezwykle trudne, o ile nie niemożliwe. Roger Caillois, po rozważeniu różnych możliwości, zaproponował podział na cztery podstawowe kategorie, zależnie od tego, czy w danych grach i zabawach przeważa element współzawodnictwa, przypadku, naśladownictwa czy oszołomienia42. Wyodrębnione przez siebie kategorie Caillois nazwał odpowiednio: agon, alea, mimicry i ilinx. Nas będą interesować dwie spośród tych kategorii: agon i mimicry, bowiem BB wydaje się należeć do obu z nich, zawierając element zarówno współzawodnictwa, jak i naśladowania.

Gry typu agon mają najczęściej charakter zawodów, czyli walki graczy posiadających równe szanse. Typowymi przykładami agon są zawody sportowe czy też gry takie jak szachy, warcaby i bilard. “Wielki Brat” nie jest czystym rodzajem tej kategorii gier, często bowiem zdarza się w tym programie tak, że jeden lub więcej uczestników rezygnuje z udziału w zabawie i dobrowolnie opuszcza dom BB. Na miejsce tej osoby (lub tych osób) do programu wchodzi nowy uczestnik, który jednak nie ma równych szans, jeśli go porównać z innymi graczami. Regulamin bowiem przewiduje, że gdyby ten “nowy”, wchodzący w trakcie trwającego już od jakiegoś czasu widowiska, bohater wygrałby program, ma prawo jedynie do części nagrody przewidzianej dla “pełnoprawnego” uczestnika. Jego szanse zatem nie są równe. Zresztą zdaniem Caillois absolutna równość wydaje się w takiej grze warunkiem nie do uzyskania. Podobnie w BB o nierówności zawodników świadczy ich zróżnicowanie pod względem fizycznym, psychicznym czy intelektualnym. Osoby otwarte i łatwo nawiązujące kontakty będą miały większe szanse zyskać sympatię widzów, niż uczestnicy zamknięci w sobie, alienujący się od reszty grupy. Kolejną cechą agon jest to, że gracze są zdani wyłącznie na siebie i chcą przede wszystkim dowieść swej przewagi w danej dziedzinie. “Wielki Brat”, w którym mamy do czynienie z różnego rodzaju zadaniami, będzie również dawał możliwość indywidualnego wykazania się. Uczestnicy uzdolnieni plastycznie lepiej wykonają zadania polegające np. na malowaniu czy rzeźbieniu, z kolei gracze bardziej wysportowani będą lepiej wykonywać zadania zręcznościowe. Jednak wynik całej gry nie zależy tu wcale od stopnia opanowania określonych umiejętności przez zawodników, ale od sympatii, jaką zdołają zaskarbić u telewidzów. Bardziej więc niż o wiedzę czy sprawność będzie tu chodziło o inteligencję emocjonalną43.

Gry typu mimicry polegają natomiast na czasowym przyjęciu, jeśli nie iluzji (jakkolwiek słowo “iluzja” znaczy właśnie wejście w grę: “in lusio”), to w każdym razie świata zamkniętego, umownego i do pewnego stopnia fikcyjnego. Gra czy zabawa polega może nie na jakimś działaniu lub poddaniu się losowi w środowisku stworzonym przez wyobraźnię, lecz na tym, że człowiek sam staje się postacią wyimaginowaną i zachowuje się stosownie do tego44. W mimicry gracz wyzbywa się własnej osobowości i staje się kimś innym. W przypadku “Wielkiego Brata” niewątpliwie mamy do czynienia z odgrywaniem różnych ról przez uczestników, być może niektórzy bohaterowie programu udawali kogoś innego niż są naprawdę, tak jak Irek w drugiej edycji BB kreował się na idola, gwiazdę telewizji i dziwaka (na głowie wygolił włosy w gwiazdę, obwieszał się przeróżnymi ozdobami, ubierał się co najmniej oryginalnie), co zresztą przypłacił problemami psychicznymi i wykluczeniem z programu. Na pewno trudno jest stwierdzić, na ile postaci, które poznajemy w programach reality show zachowują przed kamerami cechy swych prawdziwych osobowości, a na ile kreują siebie samych. Wystarczy chyba jednak stwierdzić, że samo wejście do programu i świadomość bycia nieustannie obserwowanym przez kamery wymusza na uczestnikach BB wzmożoną obserwację samych siebie i kontrolę swoich zachowań, a więc zawsze będą to postaci w pewnym stopniu wykreowane.

Mimicry i agon są ze sobą pokrewne i często się uzupełniają. Np. na zawodach sportowych zawodnicy grają w agon, widzowie zaś w mimicry, utożsamiając się ze sportowcami lub po prostu kibicując im (naśladuje wtedy innych widzów). Podobnie mimicry będzie właściwe również dla widzów BB, którzy w swoich ulubionych bohaterach nierzadko odnajdują samych siebie. Wreszcie “Wielki Brat” to zarówno zawody (a więc agon), jak i spektakl (a więc mimicry), bowiem wszelkie współzawodnictwo jest nieuchronne z widowiskiem45.

“Big Brother” wydaje się spektaklem codzienności. W tym wyrażeniu ukrywa się pewna charakterystyczna dla programów reality show dychotomia, uwidaczniająca się już w samej nazwie gatunku: z jednej strony pretendują do pokazywania rzeczywistości, z drugiej – “sprzedają” ją w opakowaniu widowiska (show). Quasi-społeczność Wielkiego Brata to prawie zawsze jakieś społeczeństwo w miniaturze. Odnajdujemy w nim znane z życia stereotypy i rytuały, ich zachowania są zwykle również typowe, przewidywalne. Współczesny widz, zmęczony obrazami herosów ratujących świat przed zagładą (zaludniającymi filmy sensacyjne), pragnie oglądać na ekranie telewizora bohaterów, z którymi mógłby się utożsamić lub co najmniej ich zrozumieć. Bohaterów, którzy staną mu się bliscy, bo pozna (a przynajmniej tak mu się wydaje) ich słabości i, co więcej, być może rozpozna w tych słabościach swoje własne wady.



Niezwykła popularność “Wielkiego Brata” jest możliwa dzięki zmianom, jakie stopniowo zachodziły najpierw w życiu człowieka, a później w samej kulturze audiowizualnej. Z wieku na wiek zmieniające swoje znaczenie poczucie wstydu i przesuwające się granice prywatności oraz towarzyszący im rozwój techniki i środków masowego przekazu (szczególnie tych opartych na obrazie), sprawiły, że pod koniec XX wieku pojawił się nowy rodzaj masowej rozrywki, polegający na podglądaniu kilkunastu “szczęśliwców”, którym udało się dostać do programu. Tysiące zgłoszeń osób chętnych do wzięcia udziału w odzierającym z prywatności widowisku oraz udział milionów widzów świadczą głównie o przesunięciu dominującej wartości telewizji z informacyjnej na rozrywkową. “Big Brother” pokazuje również, jak zachęceni interaktywnością telewizji odbiorcy coraz częściej traktują ją w sposób instrumentalny: dostępność medium oznacza tu bowiem szansę na karierę. Dlatego też widowiska reality show są nie tyle wyrazem moralnego upadku zachodnich społeczeństw (jak sugerowało wielu krytyków “Wielkiego Brata”), co spełnieniem proroctwa jednego z guru popkultury, Andy’ego Worhola, który miał kiedyś powiedzieć: “w telewizji każdy będzie miał swoje pięć minut”.

Popularność BB świadczy również o nowych potrzebach widza, zmęczonego coraz bardziej skomplikowanymi i przeładowanymi fantastyką fabułami filmów sensacyjnych. Nowym bohaterem masowej wyobraźni przełomu drugiego i trzeciego tysiąclecia stał się zwykły człowiek. Może on teraz zostać idolem tłumów nie dzięki niezwykłym zdolnościom czy osiągnięciom, ale tylko dlatego, że zdecydował się sprzedać swoją prywatność i złożył ją na ołtarzu telewizji. Jego sława nie będzie jednak trwała długo. W świadomości odbiorców idolem pozostaje ten, kto cały czas jest widoczny. Niektórzy uczestnicy programów reality show po zakończeniu teleturnieju robią karierę w show-biznesie: prowadzą swoje programy w stacjach telewizyjnych (z pierwszej polskiej edycji BB udało się to Manueli, Małgorzacie i Klaudiuszowi), występują w reklamach, udzielają wywiadów, nagrywają płyty. Najczęściej jednak takie “przedłużenie” sławy okazuje się chwilowe. Pozostawieni przez telewizję, która ich wylansowała, nie radzą sobie jako gwiazdy, bo nie potrafią sami utrzymać popularność. Publiczność natomiast natychmiast znajduje nowych idoli.

“Wielki Brat” nie jest tak naprawdę zjawiskiem nowym. Potrzeba podglądania i uzupełniająca ją potrzeba pokazywania się innym towarzyszą ludziom od zawsze. Pierwsza z nich jest w dzieciństwie naturalnym przejawem ciekawości, druga wynika z próżności, której podstawą jest m.in. potrzeba samoafirmacji. Najbardziej intymne wydarzenia w życiu człowieka, takie jak narodziny, śmierć czy akt seksualny zawsze wzbudzały duże zainteresowanie. Wystarczy przywołać obraz niegdysiejszych zbiorowisk towarzyszących publicznemu wymierzaniu kary śmierci czy też współczesne tłumy gapiów niemal natychmiast zbierające się na miejscu wypadku.

Sam “Big Brother” wydaje się łączyć w sobie wiele wcześniejszych gatunków telewizyjnych, jak teleturniej, ukryta kamera, talk-show, opera mydlana czy telenowela dokumentalna. Warto podkreślić, że podobne projekty pojawiały się w telewizji już w latach 70-tych (”An American Family”), a dwadzieścia lat później realizowano je w Internecie. Pojawienie się “Wielkiego Brata” było możliwe przede wszystkim dzięki rozwojowi technik medialnych. Bardzo ważna jest tu interaktywność telewizji, która pozwala widzom decydować o losach uczestników programu i czyni z nich Wielkiego Brata. Bez wątpienia to właśnie władza telewidza jest tym, co odróżnia BB od swoich poprzedników. Nigdy bowiem odbiorca nie miał aż tylu możliwości wpływania na losy oglądanych przez siebie bohaterów. Interaktywność sprawia także, że widz przestaje być biernym podglądaczem i wchodzi w świat programu, angażując się w zachodzące w nim wydarzenia. Jego władza w rzeczywistości jest ograniczona i pozorna (bo co może znaczyć jeden wysłany przez niego sms wśród kilkuset tysięcy takich samych głosów?), ale on nie ma tej świadomości. Widz będzie bowiem utożsamiał fakt zagłosowania z ostatecznym wynikiem konkurencji.

W toczącej się wokół “Wielkiego Brata” dyskusji wielokrotnie stawiano pytanie o przyszłość telewizji. Producenci i dystrybutorzy programu zapewniali, że BB rozpoczął nową erę w historii audiowizualnego medium i że tak odtąd będzie wyglądać treść jego przekazu. Jednak już teraz wiadomo, iż programy reality show nie wytrzymują próby czasu. Kolejne edycje “Big Brothera” nie są aż tak popularne jak pierwsze i pomimo wprowadzania licznych zmian w formule widowiska traci ono publiczność i reklamodawców. Spadająca popularność BB i związane z tym ciągłe poszukiwanie nowości prowadzi niejednokrotnie do wynaturzeń gatunku. Takie bowiem wydają się programy, w których samotne kobiety wybierają dawcę spermy lub w których uczestnicy są poddawani okrutnym torturom. Wydaje się, że BB jest programem bez przyszłości. Stacje telewizyjne, które wykupiły licencję na “Wielkiego Brata” od Holendrów, poprzestają zwykle na trzech edycjach programu. Być może jednak pod względem treści dojdzie w telewizji do częstszej eksploatacji codziennego życia (”everyday life”) i bohaterami masowej wyobraźni jeszcze przez jakiś czas pozostaną zwyczajni ludzie, o wiele bliżsi widzom niż androgyniczne postacie postnowoczesnej popkultury.




PRZYPISY:


1. Por. Bos-Karczewska Małgorzata, Wielki Brat patrzy, w: "Rzeczpospolita", 27 stycznia 2000.
2. Lubelska Krystyna, Wielki Brat idzie przez świat, w: "Polityka", 12 maja 2001, str. 63.
3. Podaję za: Markiewicz Wojciech, Kablowanie na ekranie, w: "Polityka", 23 czerwca 2001, str. 18.
4. Lubelska Krystyna, Pusty Dom, w: "Polityka", 23 czerwca 2001, str. 20.
5. Zob. "Charaktery", maj 2001, str. 16.
6. Kowalska Justyna, Nudni i upokorzeni - rozmowa z Małgorzatą Szpakowską, w: Gazeta Wyborcza, 17-18 marca 2001, str. 10.
7. Fine Bernard D., Moore Burness E., Słownik psychoanalizy, Wydawnictwo Jacek Santorski & Co, Warszawa 1996, str. 67.
8. Sulima Roch, Oko "Wielkiego Brata", w: Podglądanie "Wielkiego Brata", pod red. Wiesława Godzica, Wydawnictwo Rabid, Kraków 2001.
9. Ibidem, str. 31-32.
10. Godzic Wiesław, Ciało jako motyw refleksji filmoznawczej, w: Sztuka filmowej interpretacji, pod red. Wiesława Godzica (skrypt), wydano nakładem Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 1988, str. 45.
11. Mulvey Laura, Przyjemnośc wzrokowa a kino narracyjne, w: Panorama współczesnej myśli filmowej, pod red. Alicji Helman, Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych "Universitas", Kraków 1992, str. 100.
12. Ibidem.
13. Fine Bernard D., Moore Burness E., Słownik psychoanalizy, op. cit., str. 305.
14. Por. ibidem, str. 378-379.
15. Bielik-Robson Agata, Podglądanie, czyli głód rzeczywistości, w: "Tygodnik Powszechny", dodatek "Kontrapunkt", nr 6 (44), 15 października 2000.
16. Ibidem.
17. Zanussi Krzysztof, Estetyka dobrego obyczaju, czyli co i jak w mediach wypada pokazywać, w: "Życie", 8-9 marca 1997.
18. Por. Flitterman-Lewis Sandy, Psychoanaliza, film a telewizja, w: Teledyskursy. Telewizja w badaniach współczesnych, pod red. Roberta C. Allena, Wydawnictwo Szumacher, Kielce 1998, str. 198; i: Baudry Jean-Louis, Projektor: metapsychologiczne wyjaśnienie wrażenia rzeczywistości, w: Panorama współczesnej myśli filmowej, op. cit., str. 84.
19. Mulvey Laura, Przyjemność wzrokowa..., op. cit., str. 98.
20. Zanussi Krzysztof, Estetyka dobrego obyczaju..., op. cit., str. 12.
21. Żygulski Kazimierz, Słowo i obraz, w: Encyklopedia psychologii, pod red. Włodzimierza Szewczuka, Wydawnictwo Fundacja Innowacja, Warszawa 1998, str. 813.
22. Sulima Roch, Oko "Wielkiego Brata", w: Podglądanie..., op. cit., str. 29.
23. Por. Kowalski Piotr, Leksykon znaki świata. Omen, przesąd, znaczenie, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa - Wrocław 1998, str. 383-391.
24. Autorki eseju "Big Brother" - podglądanie rzeczywistości zawartego w książce Podglądnie Wielkiego Brata za nadrzędną motywację widzów BB uznają ciekawość drugiego człowieka. Jednak w obliczu "medialnej burzy", która rozpętała się nad tym programem na długo przed rozpoczęciem pierwszej polskiej edycji, a którą można uznać za jego znakomitą reklamę, można zaryzykować stwierdzenie, że widzów BB przed telewizor przede wszystkim przyciągnęły właśnie owe ciągnące się dyskusje i ostre krytyki, a dopiero później chęć poznania Innego.
25. Fiske John, Wprowadzenie do badań nad komunikowaniem, Wydawnictwo ASTRUM, Wrocław 1999, str. 190.
26. Horton Donald, Wohl Richard R., Komunikacja masowa i paraspołeczna interakcja, w: Pejzaże audiowizualne, wybór, wstęp i opracowanie Andrzej Gwoźdź, Wydawnictwo Universitas, Kraków1997, str. 77-78.
27. Mrozowski Maciej, Funkcje telewizji w społeczeństwie, w: Człowiek a telewizja, praca zbiorowa pod red. Karola Jakubowicza i Barbary Puszczewicz, Wydawnictwo Nauczycielskiego Uniwersytetu Radiowo-Telewizyjnego (NURT), Warszawa 1990, str. 45.
28. Godzic Wiesław, "Wielki Brat" a sprawa polska, w: Podglądanie "Wielkiego Brata", op. cit., str. 18.
29. Katafiasz Olga, "Wystarczy być": teatr - przedstawienie - teatralizacja, w: Podglądanie "Wielkiego Brata", op. cit., str. 107.
30. Ibidem, str. 108.
31. Goffman Erving, Człowiek w teatrze życia codziennego, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1981, str. 59.
32. Ibidem, str. 101.
33. Ibidem, str. 180-181.
34. Brzeziński Miłosz, Testowałem mieszkańców Domu Wielkiego Brata, wywiad z Wojciechem Herrą, w: "Gazeta Wyborcza", dodatek "Burza Mózgu", 18 czerwca 2001, str. 12.
35. Ibidem, str. 13.
36. Talko Leszek K., Polska twarz "Wielkiego Brata", w: "Gazeta Wyborcza", dodatek "Gazeta Telewizyjna", 19-25 stycznia 2001, str. 7.
37. Huizinga Johan, Homo Ludens, Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 1998, str. 11.
38. Caillois Roger, Gry i ludzie, Oficyna Wydawnicza Volumen, Warszawa 1997, str. 17.
39. Ibidem, str. 8.
40. Ibidem, str. 20.
41. Ibidem.
42. Ibidem, str. 22.
43. Por. Brzeziński Miłosz, Testowałem mieszkańców Domu Wielkiego Brata, op. cit., str. 12-13.
44. Caillois Roger, Gry i ludzie, op. cit., str. 27.
45. Ibidem, str. 71.

 Powered by:
 Bubbly Numbers
do góry  
O cyberforum  |   Kontakt  |   Informacje prasowe  
Opieka merytoryczna: prof.dr hab. WIesław Godzic, Uniwersytet Jagielloński   
© 1999-2002 CyberForum.pl