|  |
 |  | | TEKSTY › FILM I MEDIA › Byłem wyleczony jak trza ... O Mechanicznej pomarańczy Stanleya Kubricka. |  |  |  |
|
|
 |
Byłem wyleczony jak trza ... O Mechanicznej pomarańczy Stanleya Kubricka.
 Konrad Klejsa
 Komentatorzy
twórczości Kubricka zazwyczaj rozpoczynają swoje rozważania od
stwierdzenia: kłopoty z mówieniem o niej wiążą się z faktem, iż jest
zbyt różnorodna, by poddać się łatwej klasyfikacji. Istotnie, jeśli bez
problemu można odnaleźć podobieństwa między (znakomitymi) Ścieżkami chwały i (nieudanym) Full Metal Jacket, to trudno uwierzyć, że ten sam reżyser zrealizował także (słabą) Lolitą i (bardzo dobrym) Lśnieniem.
Kłopotliwa jest przy tym nie tyle ocena artystycznej wartości
poszczególnych filmów, co podejrzenie, że należą one do różnych
porządków, układając się w dwa - pozornie niezależne od siebie -
szeregi.
Pierwszy z nich - o wyraźnie psychoanalitycznej proweniencji - tworzą
filmy podejmujące temat “mroków podświadomości”, która dąży do
metamorfozy i ujawnienia się w codziennej egzystencji. Nieukrywane
przez reżysera inspiracje myślą Freuda sprawiły, że często zbyt
pochopnie doszukiwano się w filmach Kubricka symboli ze słownika
psychoanalizy, co prowadziło do ferowania opinii nieodpowiedzialnych i
groteskowych (na przykład: skoro bohater kąpie się w wannie, to
najpewniej pragnie symbolicznego powrotu do łona matki). Autor
niniejszego szkicu jest w kłopocie: chciałby uniknąć podejmowania
wątków psychoanalitycznych, podejrzewając jednocześnie, że ich
pominięcie byłoby interpretacyjnym nadużyciem, gdyż - akurat w
przypadku Mechanicznej pomarańczy
- jest coś na rzeczy. Ograniczę się zatem do ogólnego stwierdzenia:
kino Stanleya Kubricka to eksplikacja podstaw psychoanalizy. Jego filmy
pełne są wizualnych symboli i tematycznych wątków, które przynoszą
skojarzenia z myśleniem freudowskim, w szczególności z tym jego
założeniem, które każe uznać podwójność natury za najważniejszy rys
charakteru człowieka, rozdartego między pierwotnymi instynktami a
kulturowym rygorem. Zasada podwójności realizowana jest w kinie
Kubricka rozmaicie: zwracano na przykład uwagę na charakterystyczną
figurę owładniętego irracjonalną obsesją bohatera, przewijający się
wątek “światów możliwych”, czyli równoległych rzeczywistości z
pogranicza sennych majaków i koszmarów na jawie, oraz specyficzne
motywy (maska, sobowtór, labirynt), których powtarzalność decyduje o
jedności dzieła twórcy. Współtworzą one typową dla Kubricka, atmosferę
tajemniczości i zagrożenia, budują wizję człowieka skrywającego swoją
prawdziwą naturę, pragnącego doświadczenia “innego", ukrytego świata.
Druga sfera zagadnień, wokół których koncentruje się kino Kubricka
(zwłaszcza filmy podejmujące temat wojny), wychodzi poza petryfikację
instynktów postaci w stronę refleksji nad byciem człowieka w społecznym
systemie, postrzeganym - co szczególnie widoczne w Mechanicznej pomarańczy
- jako represyjny mechanizm tłamszący jednostkową indywidualność. “Ten
drugi” Kubrick to demaskator patologii społecznych systemów, których
wynaturzona i obłudna polityka pozbawia człowieka jego godności.
Dopiero tak wydzielone kręgi problemowe składają się na spójne
uniwersum Kubrickowskich znaczeń, określających świat jako miejsce
nieprzyjazne, zamieszkiwane przez bohaterów bezskutecznie próbujących
wyrwać się z kulturowych ograniczeń. Nic więc dziwnego, że o Kubricku
mówi się, iż jest filmowcem
antropologiem, myśliwym w atawistycznej dżungli, jaką jest natura
ludzka, badaczem nastawionym na odkrywanie tego, co dzieje się z ludźmi
doprowadzonymi do ostateczności w pełnym napięć środowisku 1.
Mechaniczna pomarańcza (A clockwork orange, 1971) - film
wielowymiarowy, bogaty w kulturowe konteksty i, jak inne dzieła
Kubricka, wykraczający poza prostą formułę gatunku - sytuuje się na
przecięciu obu wyróżnionych wyżej szeregów. Stanowi punkt styczny
najważniejszych Kubrickowskich motywów: sugeruje podświadome skłonności
ludzkiej natury, uosabianej przede wszystkim przez mordercze działania
jednostki, a zarazem jest głosem przeciwko społeczeństwu, które,
próbując tę naturę okiełznać, odziera człowieka - w okrutny sposób - z
jego wrodzonych dyspozycji. Te dwa nadrzędne dyskursy Mechanicznej pomarańczy
uzupełniane są przez mniej czytelne - ale przecież wyczuwalne -
pytania: dotyczące funkcji sztuki i podejmujące problem obecności
przemocy w kulturze.
Tak zarysowane kręgi tematyczne filmu niech będą przedsmakiem rozważań
zawartych w dalszej części niniejszego tekstu. Zanim przejdę do
szczegółowej analizy chciałbym, tytułem wprowadzenia, opowiedzieć o
historii powstania Mechanicznej pomarańczy;
kino zna bowiem niewiele filmów, którym towarzyszyły perypetie podobne
do tych, jakie stały się udziałem Kubrickowskiej adaptacji.
II.
Autorem powieści przeniesionej przez Kubricka na ekran był, wówczas
mało znany, angielski pisarz Anthony Burgess (1917-1993), człowiek o
wielu talentach (językoznawca, dramaturg, kompozytor) i barwnej
biografii, której dużą część przeżył za granicą, między innymi jako
nauczyciel angielskiego na Malajach. Po wyjeździe z tropików zaczął
cierpieć na zaburzenia psychiczne; lekarze dawali mu rok życia,
twierdząc, że jest chory na raka mózgu. Ponura diagnoza, choć później
okazała się okrutną pomyłką, zmobilizowała pisarza do wzmożonej pracy,
której efektem stało się pięć książek powstałych w ciągu dwóch lat,
m.in. Mechaniczna pomarańcza 2.
Fabuła powieści inspirowana była rozkwitem kultury młodzieżowej na
początku lat sześćdziesiątych. Przemysł rozrywkowy zaczął kierować
swoje usługi do młodszej niż dotychczas klienteli, która domagała się
nowych płyt, filmów i czasopism. Zjawiskom tym towarzyszyły przemiany
obyczajowe - erozji ulegał tradycyjny model rodziny, na ulicach
pojawiały się pierwsze gangi chuliganów. To, co dla mieszkańców
Wielkiej Brytanii stawało się powoli naturalnym elementem codziennego
doświadczenia, dla pisarza, który powrócił do kraju po długiej
przerwie, było szokującą nowością, idealną do opisania w powieści. Tłem
wydarzeń Mechanicznej pomarańczy
uczynił Burgess świat, w którym przestępczość młodocianych z
socjologicznej ciekawostki przekształciła się w społeczny problem.
Akcja powieści rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, w latach
siedemdziesiątych, w bliżej nieokreślonym, dużym mieście (w filmowej
adaptacji Kubricka rzecz dzieje się w Anglii, co można rozpoznać po
szczegółach, na przykład banknotach z wizerunkiem królowej). Znaczące
nazwisko bohatera - Alex DeLarge - sugeruje zapewne, że podobnie
zachowywałby się młody człowiek o temperamencie Aleksandra Wielkiego,
gdyby przyszło mu żyć w XX wieku; na podobny trop naprowadzić mogą (z
ryzykiem otarcia się nadinterpretację) skojarzenia związane z imieniem
bohatera, które sytuuje go niejako “poza prawem” (a-lex).
Piętnastoletni DeLarge razem z trzema kompanami (“drugami”) spędza czas
wdając się w bójki z innymi gangami i terroryzując napotkanych na swej
drodze ludzi. Jedną z ofiar “drugów” jest mieszkający pod mostem
pijaczyna. W krótkim dialogu między prześladowcami a staruszkiem
zawarta jest charakterystyka rzeczywistości, w jakiej rozgrywają się
wydarzenia (sugerująca “edypalny” wymiar sytuacji). Staruszek mówi: Nie chcę żyć w tym śmierdzącym świecie (...) Człowiek spaceruje po księżycu, ale tu, na ziemi, nie ma prawa ani porządku, mój synu, bo młodzi występują przeciw starszym.
Alex mieszka z rodzicami, którzy wolą zażywać pigułki nasenne, niż
skarżyć się na późne powroty syna i nocne koncerty, jakie urządza
słuchając głośno operowych arii i uwertur muzyki klasycznej. Pewnego
wieczoru Alex i jego “drugowie” napadają na dom lewicowego pisarza, F.
Alexandra i brutalnie gwałcą jego żonę. O udział w zajściu podejrzewa
bohatera pan Deltoid, urzędowy opiekun chłopca. Następnego dnia gang
dokonuje włamania do mieszkania samotnej kobiety, która ginie podczas
szamotaniny. Alex, zdradzony przez kolegów, zostaje schwytany przez
policję, osądzony i skazany na czternaście lat więzienia. Podczas
trwania wyroku decyduje się poddać resocjalizacyjnej terapii,
polegającej na oglądaniu brutalnych obrazów przemocy, bez możliwości
zamknięcia oczu. Dzięki “kuracji Ludovyca” (pokazywanym filmom
towarzyszy muzyka Beethovena) Alex stanie się “ulepszonym obywatelem” -
nie będzie w stanie zrobić nic złego żadnemu człowiekowi, gdyż sama
myśl o tym wywołać ma mdłości i torsje. Jedyną osobą, która sprzeciwia
się eksperymentowi, jest więzienny kapelan, który uważa, że
“mechaniczne” usunięcie zła jest barbarzyństwem, ponieważ jeśli człowiek nie może wybierać, przestaje być człowiekiem. “Wyleczony”
Alex zostaje wypuszczony na wolność, ale rodzice przyjmują go
niechętnie. Z agresora staje się ofiarą: atakuje go żebrak, którego
niegdyś pobił, a następnie policjanci - dawni towarzysze zbrodni.
Chłopak okazuje się bezsilny wobec wrogów, gdyż “kuracja Ludovyca”
sparaliżowała jego instynkt obrony. Zmaltretowany Alex trafia
przypadkiem do domu pisarza, który nie poznaje gwałciciela swej żony i
udziela mu schronienia, licząc na to, że będzie mógł użyć chłopaka jako
argument przeciw polityce rządu. Gdy jednak rozpozna w Alexie
napastnika, spróbuje zmusić go do samobójstwa. Doprowadzony do
szaleństwa głośną muzyką niegdyś uwielbianego Beethovena chłopak
wyskakuje przez okno; wskutek szoku terapia przestaje działać. W
szpitalu Alexa odwiedza minister, który oferuje mu państwową posadę w
zamian za ugodę z rządem, na którą bohater skwapliwie przystaje.
Słuchając IX Symfonii, Alex, na powrót pozbawiony moralnych skrupułów,
zaczyna marzyć o kolejnych morderstwach: Och, co za wspanialstwo i
niam niam niam. Jak zaczęło się Scherzo to już widziałem tak dokładnie
samego siebie, jak biegnę i biegnę jakby na oczeń leciutkich i
tajemniczych nogach, robiąc moją brzytwą do grdyk ciach ciach po całej
mordzie wrzeszczącemu światu. A przede mną jeszcze była ta część
powolna i ta wunder bar ostatnia śpiewająca. Byłem wyleczony jak trza.
Futurologiczny sztafaż fabuły nie pozwala zakwalifikować Mechanicznej pomarańczy do typowej literatury science-fiction. Burgess chętnie posługiwał się w swoich książkach fantastyczno-naukowym kostiumem; w Mechanicznej jest on jednak okrojony do minimum. Pomarańcza przypomina
bardziej groteskę, w której ważniejsze niż profetyczne przestrogi są
odniesienia do współczesności i filozoficzne przesłanie fabuły, które,
jak mówił sam Burgess, ukryte jest w przytoczonych wcześniej słowach
księdza, ostrzegającego przed ingerencją w naturalne skłonności
człowieka i zalecającego pozostawienie decyzji o charakterze etycznym w
kompetencji sumień jednostki. Apoteoza wolnej woli z jednej strony
miała charakter religijnej deklaracji (Burgess był katolikiem), z
drugiej zaś - co chętnie podkreślał w wywiadach pisarz, a później
Kubrick - pomyślana była jako protest przeciw popularnym wówczas
propozycjom amerykańskiego psychologa Burrhusa F. Skinnera, które
zawarł w głośnej książce Poza wolnością i godnością.
Skinner wyznawał sformułowaną przez Pawłowa doktrynę behawioryzmu, w
myśl której zachowania człowieka dają się interpretować jedynie w
kategoriach stosunku między bezpośrednim bodźcem a następującą po nim
reakcją. Eksperymenty, które wykazały możliwość względnie łatwej
modyfikacji naturalnych skłonności zwierząt, pozwalały Skinnerowi
przypuszczać, że w podobny - naukowy - sposób będzie można dokonywać
korekty “niewłaściwych” zachowań człowieka i programować go na
działania korzystne dla zbiorowości. (Utopijne teorie Skinnera nie
przyczyniły się - na szczęście - do powstania społeczeństwa idealnego,
zostały natomiast - wbrew intencjom pomysłodawcy - wykorzystane przez
rozmaite formy socjotechniki stosowanej dla potrzeb komercyjnych.)
Konflikt między naturą a cywilizacją jest sugerowany przez wieloznaczny
tytuł powieści Burgessa - mechanizm to rzecz wytworzona przez
człowieka, działająca według określonych zasad i reguł, pomarańcza zaś
to prawdziwe, biologiczne życie, w którym zachodzą naturalne procesy,
niepodległe kontroli technicznych urządzeń. W świetle fabuły takie
odczytanie tytułu wydaje się sensowne; w rzeczywistości ma on nieco
inną genezę. Zwrot “a clockwork orange” pochodzi z cockney’owskiej
gwary, w której występuje porównanie “as queer as a clockwork orange”
(“dziwaczny jak nakręcana pomarańcza”). Burgess, z zamiłowania
językoznawca, dostrzegł w tym zwrocie analogię z malajaskim słowem
“orang” (“człowiek”); “a clockwork orange” oznacza zatem w istocie
“nakręcanego człowieka”.
Lingwistyczne zacięcie Burgessa daje o sobie znać nie tylko w tytule.
Intencją autora było stworzenie dla swojej powieści specjalnego języka,
którym, w przyszłości, posługiwać się mogą gangi nastolatków.
Początkowo Burgess zamierzał wykorzystać jedynie żargon angielskich
chuliganów z gangów Teddyboys i Mods grasujących po Brighton i
Hastings; uznał jednak, że moda na slangowe zwroty szybko przeminie, co
mogłoby skazać powieść na zapomnienie. Przerwał pracę nad Pomarańczą
i w 1961 roku udał się z żoną do Leningradu, by przypomnieć sobie
rosyjski, którego niegdyś się uczył. Tam wpadł na pomysł stworzenia, na
potrzeby powieści, sztucznego języka, który nazwał “nadsat”. Jest on połączeniem kolokwialnego angielskiego ze sztucznymi rusycyzmami (moloko - mleko, chelloveck - człowiek, devotchka - kobieta, yahzick - język, litso - twarz, Bog - bóg, a przede wszystkim - horrorshow, czyli “charaszo”). Ten specyficzny żargon wzbogacony jest pomysłowymi neologizmami (tocktock - serce, cancers - papierosy, sinny
- kino), stylizacją na język biblijny, szekspirowskie dialogi, a także:
“strumień świadomości” Joyce’a oraz manierę angielskiej
osiemnastowiecznej powieści (Alex, prowadzący narracje pierwszoosobową,
przedstawia się czytelnikom jako your humble narrator - czyli Oddany Wam Autor Tych Słów) 3.
Książka ukazała się w Wielkiej Brytanii w 1962 roku. Początkowo nie
była sukcesem czytelniczym, ale otrzymała kilka ciepłych recenzji, w
których wyróżniano kontrowersyjne obrazy przemocy i lingwistyczną
dezynwolturę. Chwytliwy temat Mechanicznej pomarańczy
zainteresował wytwórnie filmowe. W połowie lat sześćdziesiątych
planowano ekranizację w reżyserii Kena Russella (w rolach głównych
wystąpić mieli ponoć członkowie grupy Rolling Stones), ale
przedsięwzięcie to nie doszło do skutku. Ostatecznie adaptacją Mechanicznej zajął się Stanley Kubrick, który po sukcesie 2001 Odysei kosmicznej
zamierzał nakręcić planowaną od dawna monumentalną opowieść o
Napoleonie (Hollywood, znając finansową rozrzutność reżysera i jego
niechęć do kompromisów z producentami, nie zgodził się podjąć ryzyka i
odmówił kredytowania projektu). Nietrudno domyślić się, co
zafascynowało reżysera w powieści Burgessa. Książka skrzy się od
muzycznych motywów, których twórczego zastosowania dowiódł Kubrick w Odysei. Językowa obłuda, jaka sączy się z narracji Alexa, była już przez reżysera ośmieszana w Ścieżkach chwały oraz w Doktorze Strangelove. Przede wszystkim jednak Mechaniczną
łączy z poprzednimi filmami Kubricka wizja nieprzyjaznego świata, w
którym bezduszni politycy manipulują jednostką; podobieństwa
podkreślały ukłony w stronę Swifta (w książce Burgessa kilkakrotnie
pojawia się słowo Gulliver, oznaczające w żargonie Alexa “głowę”), na którego powoływał się także Doktor Strangelove (gdzie pada nazwa “Laputa”).
Zmiany filmowej fabuły w stosunku do literackiego oryginału
były dość znaczne, dotyczyły głównie szczegółów ikonografii (w powieści
bohaterowie noszą na przykład czarne kostiumy), rezygnacji z niektórych
drugorzędnych postaci (w filmie nie ma rozpijaczonych “starych babul”,
które dawały alibi bandytom) oraz wydarzeń (Kubrick pomija wątek
morderstwa w więzieniu, które staje się w powieści bezpośrednią
przyczyną terapii Alexa). Najważniejsza różnica polegała jednak na
zupełnie odmiennym, w stosunku do literackiego pierwowzoru,
potraktowaniu zakończenia. Scenariusz filmu oparty był na okrojonej
wersji książki, która w barbarzyński sposób została przez
amerykańskiego wydawcę pozbawiona ostatniego, 21. rozdziału (co
zakłóciło kompozycyjną równowagę powieści, złożonej z trzech części po
siedem rozdziałów każda). “Ucięty” epilog przedstawia sytuację po kilku
latach, kiedy Alex, kończący dwudziesty pierwszy rok życia, a tym samym
wkraczający w “ustawową” dorosłość, postanawia zmienić swoje
postępowanie - chce uczciwie zarabiać pieniądze i założyć rodzinę.
Burgess chciał w ten sposób dać Alexowi szansę “nawrócenia” i
podkreślić, że wolna wola człowieka prowadzi w ostateczności do wyboru
dobra. Tak skonstruowane zakończenie miało jednocześnie posmak
dydaktyczny - głosiło bowiem, że rozsądek i opamiętanie przychodzą po
latach burzliwej młodości, która “musi się wyszaleć”, gdyż nie zna
jeszcze reguł panujących w dorosłym świecie. Pozbawienie amerykańskiego
wydania ostatniego rozdziału zmieniło całkowicie wymowę powieści. Jej
oryginalna wersja ukazała się w Stanach dopiero w 1988 roku; we wstępie
Burgess w następujący sposób tłumaczył wcześniejszą decyzję okaleczenia
powieści przez wydawcę: Moja książka była utrzymana w duchu
Kennedy’ego i akceptowała sens moralnego postępu. Wtedy chciano jednak
książki Nixonowskiej, pozbawionej choćby cienia optymizmu 4. Owa “Nixonowska” wersja kończy się pesymistycznym 20. rozdziałem, w którym Alex zapowiada dalsze zbrodnie ironicznym Byłem wyleczony jak trza (“I was cured all right”); są to także ostatnie słowa, jakie padają w filmie Kubricka.
Trudno uwierzyć, aby reżyser nie wiedział o właściwym zakończeniu Pomarańczy,
jednak Burgess w swojej autobiografii wspomina, że właśnie on podczas
prywatnego pokazu jesienią 1971 roku poinformował Kubricka o istnieniu
ostatniego rozdziału 5. Burgess nie uczestniczył
w pracach nad scenariuszem; przedstawił wprawdzie swój projekt, ale
został on przez reżysera odrzucony (prawdopodobnie z uwagi na
nienajlepsze doświadczenia z Vladimirem Nabokovem, który napisał
scenariusz na podstawie własnej Lolity). Brak “nawrócenia” Alexa w końcu filmu było przyczyną konfliktu autorów obu Pomarańczy - Kubrick uznał zakończenie książki za deus ex machina
- zbyt optymistyczne, sztucznie aplikowane i zakłócające integralność
fabuły. Początkowo niechętny adaptacji Burgess ostatecznie stanął w
obronie ekranizacji, i to właśnie on, często z towarzyszeniem Malcolma
McDowella odtwarzającego rolę Alexa, w rozmaitych wywiadach i talk-showach mówił o filmie, który, co nie ulega wątpliwości, przyćmił inne dokonania pisarza 6.
Stosunek Burgessa do Kubricka można określić jako ambiwalentny: z
jednej strony planował dalszą współpracę z reżyserem, pisząc powieść Napoleon Symphony
(1974) z myślą o kolejnym filmie Kubricka (który nie rezygnował z
projektu realizacji biografii francuskiego przywódcy), z drugiej zaś -
zdawał sobie sprawę, że Mechaniczna pomarańcza kojarzona jest
przede wszystkim z nazwiskiem reżysera, co dla pisarza było o tyle
przykre, że nie partycypował w olbrzymich zyskach, jakie film
ostatecznie przyniósł (choć jednocześnie dzięki niemu literacki
pierwowzór stał się bestsellerem). Dwukrotnie pozwolił sobie Burgess na
złośliwość w stosunku do Kubricka. W fabule Earthly Powers
występuje reżyser nazwiskiem Stanley Lameck, który artystyczną powieść
degraduje w adaptacji do poziomu filmu pornograficznego. Podobny żart
umieścił Burgess w widowisku scenicznym na podstawie swojej książki,
które przygotował po raz pierwszy w 1987 roku. W przedstawieniu tym
pisarz dał takie oto inscenizacyjne wskazówki dotyczące zakończenia
drugiego aktu: Na scenę wychodzi brodaty mężczyzna przypominający Kubricka, gra na trąbce deszczową piosenkę (motyw muzyczny z filmowej adaptacji - przyp. mój), po czym jest wyrzucany ze sceny 7. Burgess jest także autorem drugiej musicalowej wersji, zatytułowanej A Clockwork Orange 2004,
wystawionej w 1990 roku przez Royal Shakespeare Company z muzyką Bono i
The Edge z grupy U2. Przedsięwzięcie nie należało jednak do udanych,
gdyż, jak pisze Stiller, sceniczna brutalność okazuje się nijaka wobec tej z życia i z filmu 8; artystycznego sukcesu Kubrickowskiej ekranizacji nie udało się Burgessowi zdyskontować.
Stanley Kubrick na temat swojego filmu wypowiadał się niechętnie,
zniechęcony naciskami ze strony wytwórni Warner Brothers, która
próbowała skłonić reżysera do złagodzenia kontrowersyjnych scen. W
Stanach Zjednoczonych, gdzie Mechaniczną
pokazano publicznie po raz pierwszy w końcu 1971 roku, wymuszono na
Kubricku dokonanie cięć, dzięki którym film mógł być rozpowszechniany w
sieci “normalnych” kin (co ciekawe, trzydziestosekundowy skrót dotyczył
nie tyle sekwencji przemocy, co zbyt śmiałych scen erotycznych -
wycięto scenę orgii w domu Alexa i gwałt, jaki DeLarge ogląda podczas
terapii). Amerykańska prasa, choć ogólnie nastawiona do filmu
pozytywnie (otrzymał m.in. nagrodę krytyków New Yorkera), oskarżała Pomarańczę o bezmyślne epatowanie agresją. W mediach pojawiały się sugestie, że film Kubricka stał
się wzorem dla młodocianych przestępców. Szczególnie głośno było o
wydarzeniach w amerykańskim miasteczku Poughkeepsie, gdzie czterej
młodzi mężczyźni zgwałcili zakonnicę. Prasa donosiła, że sprawcy byli
przebrani w stroje “drugów”; sensacje te okazały się jednak
nieprawdziwe, gdyż gwałciciele nie widzieli wcześniej filmu.
Z uwagi na reperkusje, z jakimi spotkał się film w Stanach, reżyser
obawiał się także reakcji brytyjskiej cenzury, która w tym samym czasie
zakazała dystrybucji Nędznych psów (“Straw Dogs”) Sama Peckinpaha. Starcie z cenzurą wydawało się nieuniknione, zważywszy, że Pomarańcza
była już wcześniej przedmiotem jej zainteresowania - w 1967 roku John
Travelyan, ówczesny szef prężnie działającego British Board of Film
Censors, odrzucił pierwszą wersję scenariusza i napisał do producentów,
że film na podstawie książki Burgessa prawdopodobnie nie będzie mógł
być pokazywany w Wielkiej Brytanii. Tymczasem nowy szef BBFC - Stephen
Murphy, który objął urząd po Travelyanie - wyraził się o ekranizacji
Kubricka bardzo pochlebnie: Cenzurowanie tego filmu zostałoby
odczytane jako cenzurowanie idei. Film jest wehikułem dla różnego
rodzaju spekulacji na temat ludzkiej duszy i natury zachodniej
cywilizacji (...) Nie znam żadnego innego filmu, który bardziej
przejrzyście ilustrowałby dylematy, w których wszyscy tkwimy, a
mianowicie traktowania przemocy w mediach 9. Pozytywna
opinia cenzorów nie zadowoliła jednak przeciwników Kubricka. Sprawa
otarła się nawet o parlament - jeden z angielskich deputowanych z
ramienia Labour Party w styczniu 1972 roku, krótko po przedpremierowym
pokazie filmu, wyraził obawę, że Pomarańcza może mieć
druzgocący wpływ na młodych widzów. Wskutek licznych protestów,
regularne rozpowszechnianie filmu w Wielkiej Brytanii rozpoczęto
dopiero na początku 1973 roku - po triumfalnym pochodzie Mechanicznej
przez ekrany europejskich kin i po sukcesie filmu na festiwalu w
Wenecji. Mimo znacznego opóźnienia premiery, głosy dezaprobaty nie
umilkły: w kwietniu 1973 Pomarańczę zaatakowano na łamach The Times,
zaś w lipcu kilkoro nastolatków przyznało się, że inspiracją do ich
chuligańskich wyczynów - w Oxfordzie i Manchesterze - był film Kubricka
(obrońcy Pomarańczy argumentowali, że była ona przeznaczona dla
widzów dorosłych, zaś piętnasto- i szesnastolatkowie nie powinni byli
jej obejrzeć). Ostatecznie, po 61 tygodniach rozpowszechniania, Mechaniczną pomarańczę
wycofano z brytyjskich kin - na prawie trzydzieści lat. Nie był to
jednak wyrok cenzury, ale samego reżysera, który - rzadki to przypadek
- zakazał dystrybucji filmu aż do swojej śmierci. Powody tej decyzji
nie są do końca znane; przypuszcza się, że Kubrick został przekonany o
słuszności podejrzeń dotyczących negatywnego oddziaływania filmu. Mechaniczna Pomarańcza,
która od tamtej chwili aż do końca 1999 roku nie mogła być pokazywana
na Wyspach w kinach i w telewizji, ani rozpowszechniana na kasetach,
szybko stała się kolekcjonerskim rarytasem rozprowadzanym na pirackich
kopiach. Gdy w czerwcu 1999 roku angielski magazyn GQ opublikował listę
“Pięćdziesięciu rzeczy, o których wiemy, że istnieją, lecz nie możemy
ich zobaczyć”, na 48 miejscu, pomiędzy odkryciami astronomii i
genetyki, dziennikarze umieścili Mechaniczną pomarańczę Stanleya Kubricka.
Biorąc pod uwagę brak możliwości (legalnego) obejrzenia filmu,
zadziwiający wydaje się wpływ, jaki miał on na brytyjską popkulturę,
zwłaszcza lat dziewięćdziesiątych. Do inspiracji Mechaniczną pomarańczą przyznawał się Danny Boyle, reżyser filmu Trainspotting (który w istocie z dziełem Kubricka miał niewiele wspólnego). Ikonografię Pomarańczy wykorzystano w teledysku Universal
britpopowej grupy Blur, zaś obecnie na listach przebojów króluje płyta
zespołu Moloko (tak nazywa się wyskokowy napój, jaki popijają “drugi”).
Wyliczam te drobiazgi, ponieważ moim zdaniem świadczą one o swoistym
fenomenie “życia po życiu” filmu Kubricka. W odróżnieniu od innych
arcydzieł kina, uchodzących dziś za archaiczne dziwy, które spoczywają
na zakurzonych półkach filmotek, zdezawuowane do poziomu czcigodnej,
lecz niekoniecznie oglądanej klasyki, Mechaniczna pomarańcza, choć zrealizowana przed niemal trzydziestu laty, pozostaje nadal filmem niezwykle atrakcyjnym i niepokojąco współczesnym.
III.
Przyczyną dzisiejszej “dobrej przyswajalności” filmu Kubricka jest, jak
sądzę, nie tylko uniwersalny temat, ale przede wszystkim niezwykła
uroda wizualna i oryginalny styl, którego poszczególne składniki -
zwłaszcza spojrzenie w kamerę oraz szczególna rola muzyki - są uważane
przez dzisiejszego widza za naturalne. Właśnie ze względu na
mistrzowskie ukształtowanie formy Kubrick uważany jest za jednego z
najbardziej wytrawnych rzemieślników kina; komentatorzy jego twórczości
chętnie zwracają uwagę na kwestie stylistyczne, przypominając
jednocześnie legendarne upodobanie reżysera do ingerowania w
poszczególne segmenty produkcji. Błędem byłoby jednak zaliczenie
Kubricka do grona filmowców, którym warsztatowa wirtuozeria służy
jedynie dla osiągnięcia efektownej, wizualnej atrakcji (casus Briana De
Palmy). W moim przekonaniu Kubrick należy do twórców, którzy posiedli
rzadką umiejętność dyskursywnego sfunkcjonalizowania własnej estetyki
ulegającej tematyzacji na płaszczyźnie treści. W jego filmach forma
znajduje swój odpowiednik w planie ideowego przesłania filmu i służy
wyrażaniu autorskiego światopoglądu. Przykładem może być Mechaniczna pomarańcza,
będąca swoistą antologią najczęściej przez Kubricka wykorzystywanych
chwytów. Składają się one na indywidualny reżyserski styl, który
zrekonstruować można dokonując analizy kilku początkowych scen.
Film otwiera długo przytrzymana, krwistoczerwona plansza, która,
zgodnie z konwencjonalnymi skojarzeniami, jakie niesie z sobą czerwień,
programuje nas na poruszany w filmie problemy zbrodni i przemocy.
Następnie widzimy zbliżenie twarzy głównego bohatera, siedzącego w
futurystycznie wyglądającym miejscu (później okaże się, że to Bar
Mleczny Korova). Malcolm McDowell wpatruje się w kamerę, kieruje
spojrzenie ku nam, widzom. Ten charakterystyczny dla Kubricka chwyt, z
którym jesteśmy oswojeni dzięki telewizyjnej praktyce zwracania się do
odbiorcy, jest rzadkością w świecie kina. Bohater w świecie
diegetycznym “na coś patrzy”, przy czym obiekt, na którym skupia się
jego spojrzenie może być ujawniony w kontrujęciu (jak w ostatniej
sekwencji Odysei,
gdy widz może zobaczyć artefakt obcych, w który wpatruje się
kosmonauta), ale może również pozostać nieuwidoczniony. W tym drugim
przypadku jest to spojrzenie niejako bezinteresowne, nie znajdujące
fabularnego uzasadnienia w diegezie. Jego celem jest nawiązanie
szczególnego kontaktu z widzem, ekstensja znaczeń w świat rzeczywisty,
pozatekstowy. Ujęcie, w którym bohater “patrzy na widza” to zazwyczaj
moment szczególnego natężenia emocjonalnego filmu. Iluzja świata
przedstawionego zostaje na chwilę zawieszona, złamana zostaje bariera
“czwartej ściany” umożliwiającej odbiorcy komfortowe zanurzenie w
fabularną fikcję. Widz ma wrażenie, jakby poprzez patrzącą na niego
postać przemawiał autor: “Zwracam się teraz do Ciebie, Widzu. Demaskuję
Twoją obecność. Nie wystarczy mi Twoja rola podglądacza. Chcę
zaangażować Cię w wydarzenia”. W przypadku Mechanicznej pomarańczy
odczucie to jest wzmacniane przez monolog z off-u. Alex już w pierwszym
ujęciu przejmuje inicjatywę narracyjną, zwracając się bezpośrednio do
słuchaczy, których nazywa swoimi braćmi i siostrami, dzięki czemu
nawiązuje intymny, niemal “rodzinny” kontakt z odbiorcą realnym (tym
bardziej, że słowa bohatera nie są skierowane do nikogo konkretnego w
diegezie, więc widz wydaje się być ich naturalnym adresatem). Postać
grana przez McDowella już od pierwszego ujęcia staje się medium
prowadzącym filmu, wokół niego skupiają się później wszystkie
wydarzenia, fabuła pozbawiona jest wątków pobocznych. Identyfikacja
widza z bohaterem wzmacniana jest dodatkowo przez ujęcia z kamery
subiektywnej (kolejna specjalność Kubricka). Wykorzystywane są one w Mechanicznej pomarańczy
kilkakrotnie: podczas szaleńczego rajdu samochodem, w scenie
przesłuchania Alexa na policji przez Deltoida, a później: podczas
prezentacji efektów terapii (gdy DeLarge próbuje dotknąć kobietę), w
ujęciu pokazującym próbę samobójstwa i wreszcie pod koniec filmu, w
scenie, w której Alexa odwiedza w szpitalu minister. “Pierwszoosobowa”
narracja, mająca uświadomić odbiorcy punkt widzenia głównego bohatera,
uzupełniana jest przez unaocznianie jego stanów psychicznych. Fantazje,
jakie snuje Alex, są jednym z przejawów charakterystycznego dla
Kubricka motywu “światów możliwych”, które tworzą owładnięci obsesją
bohaterowie. Taką “alternatywną rzeczywistość” zamieszkują zjawy z
Hotelu Overlook w Lśnieniu, doświadcza jej także kosmonauta z Odysei kosmicznej. W Mechanicznej pomarańczy
trzykrotnie na ekranie pojawiają się obrazy seksualnych dewiacji, o
jakich marzy DeLarge (gdy onanizuje się [?] w mieszkaniu, potem: gdy w
więzieniu podczas lektury Biblii wyobraża siebie jako rzymskiego
legionistę biczującego Chrystusa, oraz w ostatnim, zastanawiającym
ujęciu filmu). Wstawki te służą introspekcji bohatera, dopełniają jego
charakterystykę, pozwalając widzowi nawiązać z nim bliski (co nie
znaczy: bezkrytyczny) kontakt. Prowadzi to do paradoksu: wiemy, że Alex
jest odrażającym mordercą, a mimo to utożsamiamy się z nim,
współczujemy mu, słowem - przyjmujemy jego punkt widzenia.
Powracam do pierwszego ujęcia filmu. Mamy w nim do czynienia z typowym
dla Kubricka “efektem tunelu” - kamera powolnym ruchem odjeżdża od
twarzy bohatera, odsłaniając kolejne elementy scenografii. Sprawia to
wrażenie (mówię o własnych, subiektywnych odczuciach), jakby film
“rozszerzał się” na widza, zaczynającego doświadczać przestrzeń
otaczającą Alexa. Ruch kamery byłby zatem także elementem strategii
włączania odbiorcy w świat fikcji. Zakładam przy tym, że funkcjonalność
jazd kamery i transfokacji wykracza poza zadanie formowania świata
diegezy, ale ma również znaczenie dla kształtowania emocji. W refleksji
nad stylem kina klasycznego przyjmowano, że odjazd kamery przynosi
uspokojenie widza, podczas gdy najazd na obiekt miałby rzekomo
wywoływać uczucie przestrachu 10.
Dlatego sielankowe zakończenia filmu były niejednokrotnie ujmowane w
formę odjazdu kamery “w przestworza”, podczas gdy na przykład horror
częściej posługiwał się najazdem, wzmacniającym element grozy ukryty w
obrazie. Naturalnie, sam fakt wykorzystania najazdu lub odjazdu nie
przesądza jednoznacznie o emocjonalnym nacechowaniu ujęcia; istotne są
także inne elementy, choćby prędkość, z jaką ruchy kamery następują. W Mechanicznej pomarańczy
służą one celom odmiennym niż sugerowane w przedstawionej wyżej
hipotezie. Odjazd kamery w pierwszym ujęciu jest nieprzyjemny i groźny
(co wiąże się najpewniej z ilustracją muzyczną - elektroniczną wariacją
na temat Music for Queen’s Mary Funeral Henry’ego Purcella).
Kolejna scena rozpoczyna się szybką transfokacją od pokazanej
początkowo w detalu butelki ściskanej przez pijaczka. W znacznym
oddaleniu dostrzegamy “drugów”, lepiej niż oni sami widoczne są ich
wydłużone w stronę widza, złowieszcze cienie, zbliżające się do
leżącego pod mostem staruszka. Połączenie obu ujęć odkrywa klucz, jakim
posługuje się Kubrick w budowaniu przestrzeni filmu - wyraźnie czuć
predylekcję reżysera do planów ogólnych i zbliżeń, które dominują nad
planami średnimi, przy czym scenę otwiera często zbliżenie, co, jak
wiadomo, jest sprzeczne z klasyczną zasadą “ujęcia ustanawiającego”. W
dalszej części filmu zwracają uwagę trzy szybkie transfokacje
“wsteczne”, prowadzące obraz od detalu do planu większego (zbliżenie
zamka w drzwiach Alexa, butelki mleka, która zostanie rozbita na głowie
Alexa i fiolki ze środkiem chemicznym w szpitalu). Kubrick rozumie, że
nietypowa zmiana planów i punktów widzenia angażuje emocjonalnie widza
i aktywizuje jego uwagę. I tak, po planie ogólnym pokazującym “drugów”
następuje plan bliski (dwukrotne zbliżenie demonicznej twarzy Alexa),
później zaś - na powrót z oddalenia - obserwujemy pobicie staruszka.
Przejście do następnej sceny pozwala na wskazanie kolejnej cechy stylu
Kubricka. Jest nią zasada kontrastu, silnie wyczuwalna już w tytułach (Odyseja kosmiczna, Mechaniczna pomarańcza, Oczy szeroko zamknięte).
Reżyser wykorzystuje ją w dwojaki sposób: albo wprowadza do pewnego
ujęcia elementy przeciwstawiające się sobie nawzajem, albo buduje
kontrast poprzez montaż, łącząc obrazy o biegunowo różnym ładunku
emocjonalnym. Z tą ostatnią taktyką widz ma do czynienia, gdy od obrazu
brutalnego ataku na starca zostaje “przerzucony” do zupełnie innej
przestrzeni. Na ekranie pojawiają się jakieś niezidentyfikowane
kwiatowe ornamenty, które w chwilę później okażą się pozostałością
teatralnego budynku, gdzie rozegra się następny akt przemocy - gwałt na
dziewczynie i walka z konkurencyjnych gangiem. Kontrastowo zestawione
są sekwencje statyczne (nieśpieszny montaż, plany ogólne) z
dynamicznymi (szybkie łączenie ujęć, liczne zbliżenia) - zwłaszcza w
scenach przemocy u pisarza, a później u “kociej damy”. Sytuacja
wyjściowa - czyli niezagrożone domowe ognisko - jest rozsadzana poprzez
wtargnięcie Alexa, zamieniającego stabilne, racjonalne otoczenie w
niepokojący chaos. Ruchy kamery stają się frenetyczne, kadrowanie
zawęża przestrzeń do planów bliskich, dynamiczny montaż rozrywa ją na
coraz mniejsze cząstki.
Równie często posługuje się Kubrick efektem “kontrastu w obrazie” -
przypomnę kostium “drugów”, wykorzystujący atrybuty angielskiego
dżentelmena (bowler),
połączone z akcentami makabrycznymi (zapinki do mankietów w kształcie
wyłupanego oka), czy sam wystrój pokoju Alexa, w którym odnaleźć można
portret Beethovena, węża i pornograficzny obraz. W obrębie jednej sceny
kontrast wygrywany jest także przez szokujące połączenie obrazu i
muzyki: klasyczny przykład z wcześniejszego filmu to ballada We’ll meet again, której towarzyszy obraz nuklearnej zagłady w Doktorze Strangelove. W Mechanicznej pomarańczy
najbardziej szokującym połączeniem wizualno-dźwiękowym jest gwałt na
pani Alexander, którego dokonuje Alex przy “akompaniamencie” przeboju
Gene’a Kelly’ego Singing in the rain. Scena w opuszczonym teatrze ilustrowana jest natomiast wesołym fragmentem Sroki złodziejki Rossiniego, przez który jeszcze przez kilka sekund przebijają się krzyki staruszka, “przeciągnięte” z poprzedniej sceny.
Walka “drugów” z gangiem Billiboy’a pokazana jest w niezwykle
dynamicznym (jak na standard kina lat 70.) tempie: trwająca
pięćdziesiąt sekund fraza zbudowana jest z dwudziestu ujęć. Szybkim
montażem posługuje się Kubrick w Mechanicznej pomarańczy
kilkakrotnie: gdy widzimy senne majaki Alexa, a później - zabójstwo
“kociej damy”. Interesująca jest zwłaszcza pierwsza scena, łącząca
obrazy “roztańczonej” figurki Chrystusa z obrazami wybuchów i
morderstw. Kamera przysuwa się najpierw blisko do portretu Beethovena,
po czym na ekranie pojawia się reprodukcja kobiety z rozłożonymi udami
oraz stojące na nocnym stoliku przy łóżku Alexa cztery figurki
Chrystusa w musicalowej pozie: z podniesioną do góry ręką i wysuniętą
do przodu nogą. Szybki montaż, łączący ujęcia z różnych planów i
punktów widzenia, przekształca symbol ukrzyżowania w taneczną zabawę.
Następnie przed oczami widza migają kolejno następujące obrazy
(zidentyfikowane podczas lektury w zwolnionym tempie): dziewczyna w
sukni ślubnej wyrzucana przez otwór w dachu (kim jest ta kobieta i kto
ją krzywdzi - nie wiadomo), Alexa w przebraniu wampira, przypominający
Christophera Lee z filmów wytwórni Hammer (to ujęcie to pozorna
subiektywizacja, “mindscreen” Alexa - gdyż wiemy, że bohater nie ma
sobie kostiumu wampira), eksplozję (nie wiadomo czego), powtórne
zbliżenie DeLarge, następny wybuch, twarz Alexa, później ludzi w
historycznych kostiumach zasypywanych przez gruzy walącego się budynku
(jakiego?), ponownie twarz Alexa i wreszcie ogień ogarniający cały
ekran. Sekwencja wydaje się bardzo współczesna, przypomina coś w
rodzaju teledysku (do muzyki Beethovena!), w którym, owszem, kryje się
pewnie jakiś sens, ale jest on trudny do odczytania, gdyż poszczególne
obrazy następują po sobie w zbyt szybkim tempie.
Omówiona wcześniej technika kontrastu jest dopełniana przez
prawdopodobnie najsilniej przez widza odczuwaną cechę stylu Kubricka -
symetrię. W warstwie wizualnej filmu oznacza ona taką kompozycję kadru,
w której poszczególne elementy strukturowane są według zasady
pokrywania się równych części wyznaczanych przez usytuowany w środku
centralny obiekt. Symetryczna morfologia obrazu osłabia jego funkcję
reprodukcyjną, daje widzowi odczuć troskę autora o plastyczne
komponowanie przestrzeni, podkreślając tym samym kreacyjny aspekt
dzieła. Kino Kubricka pełne jest przykładów malarskiej symetrii; w Mechanicznej pomarańczy,
oprócz analizowanego pierwszego ujęcia, symetryczne - bądź zbliżone do
symetrycznych - są kadry budujące scenę wizytacji ministra w więzieniu.
Taki sposób wizualnego ukształtowania diegezy komponuje się ze
znaczeniami zawartymi w fabule. Estetyczna funkcja symetrii jest
podobna do roli, jaką antropologia przypisuje figurze sobowtóra (która
zresztą jest jednym z powtarzalnych motywów w twórczości Kubricka - w Mechanicznej
skojarzenia takie przynosi para bohaterów: Alex De Large i F.
Alexander) - zwraca uwagę na podwójność oraz wzajemne pokrywanie się
przedstawianych zjawisk, pozwalające przechodzić od jednego przedmiotu
do drugiego, analogicznego. W symetrii dostrzega się prawidłowość i
powtarzalność, kojarzy się ona z rygorem, z uporządkowaniem oraz
podporządkowaniem. Można powiedzieć, że symetria to reżim obrazu i
estetyczna przemoc, podjęta w imię racjonalnej wizji świata, który dąży
do likwidacji wszystkiego, co odbiega od narzuconej konwencji.
Nieprzypadkowo zatem symetrię wprowadza Kubrick najczęściej do
ilustrowania scen terroru (najwyrazistsze przykłady przynoszą sceny
koszarowe z Full Metal Jacket). Symetria sprzyja konfrontowaniu
sprzeczności i polaryzacji konfliktów, pomaga opozycjom treści znaleźć
swój wizualny wymiar. Wreszcie oznacza symetria równouprawnienie
elementów, nieprzyznanie racji żadnej ze stron.
W ten sposób wirtuozeria Kubrickowskiej formy przekłada się na wyrażany
w filmach światopogląd i poruszane tematy. “Symetryczna
niedecydowalność” znajduje swe uzasadnienie w naznaczonych piętnem
dwuznaczności fabułach. Najlepsze filmy Kubricka można określić jako
problemowe, ale nie zawsze - jako filmy z tezą; nie znajduje ona
wystarczającego oparcia, rozmywa się w powodzi sprzecznych argumentów.
Widać to szczególnie mocno właśnie w Mechanicznej
- intencje autora są trudne do odczytania, każdy punkt widzenia
demaskowany jest jako zły. Na przykład: czy Alex jest bardziej
brutalnym mordercą, czy skrzywdzonym przez “kurację” chłopcem? Czy
powinniśmy mu współczuć, czy też kibicować jego prześladowcom? Czy
przemoc w życiu społecznym należy zwalczać? A jeśli tak, czy terapia
Lodovyca jest skutecznym środkiem zaradczym? Czy sztuka pomaga
kompensować skrywane instynkty, czy przeciwnie - sprzyja ich
ujawnianiu? I wreszcie problem najważniejszy - gdzie w świecie Pomarańczy
przebiega granica między dobrem a złem? Te pytania pozostają bez
jednoznacznych odpowiedzi, podkreślając moralny amorfizm i
aksjologiczne rozchwianie filmu. Widz zostaje pozbawiony argumentów,
brak mu stabilnego punktu oparcia, dzięki któremu mógłby powiedzieć:
“aha, czyli chodzi o to, że...”. Na tym polega perfidia filmu Kubricka:
przesłanie Mechanicznej pomarańczy - a takie niewątpliwie istnieje - nie ma wyraźnego deklaratywnego charakteru, nie jest formułowane expressis verbis,
ale przeciwnie - wydaje się być kamuflowane wśród niejednoznacznych
sugestii. Zadziwiającą cechą filmu jest właśnie to, że kwestie, jakie
podejmuje, dadzą się przetłumaczyć jedynie na ciąg hipotez i domysłów,
co sprawia, że interpretacyjną nierozstrzygalność należy uznać za
wprowadzony świadomie przez autora (bardziej Kubricka niż Burgessa - z
przyczyn j.w.), istotny składnik konstrukcji dzieła, co postaram się
poniżej udowodnić.
IV.
Wydarzenia Mechanicznej pomarańczy
rozgrywają się w niedalekiej przyszłości; filmowane przestrzenie są
futurystycznie stylizowane. Mimo to nie można pozbyć się wrażenia, że
jest to świat znajomy, skomponowany ze znanych elementów. Scenografia
Johna Barry’ego nie została wykreowana w atelier - w filmie
wykorzystane są autentyczne wnętrza, odszukane w katalogach sztuki
użytkowej. Rzeczywistość Mechanicznej pomarańczy to Wielka
Brytania przełomu lat 60-tych i 70-tych - wykpiona w krzywym
zwierciadle. Ubrania, jakie noszą “drugowie” - laseczka i elegancki bowler
na głowie - to parodia stroju angielskiego dżentelmena. Bar mleczny
Corova wygląda jak muzeum popartowych rzeźb; nagie manekiny (jeden z
powtarzających się motywów w twórczości Kubricka), pełniące funkcje
stołów i zbiorników napoju, przypominają “sztuczne kobiety” Allena
Jonesa. Podobne skojarzenia przynosi wnętrze domu “kociej damy” - w
powieści nobliwej starszej pani, kolekcjonującej landszafty i obrazy
religijne (dziuszki długo i prostowłose w kołnierzu wysokim i jakby
wiocha, w niej drzewa i konie, i jakiś grzdyl świętojebliwy, gołoguzy i
obwisły na krzyżu), w filmie ekscentrycznej joginki, mającej
słabość do sztuki perwersyjnej. Ujęcie, w którym Alex koniuszkiem palca
dotyka czubka rzeźby przedstawiającej gigantycznego penisa można
odczytać jako polemiczny, wręcz bluźnierczy cytat motywu z fresku
Michała Anioła. Trawestacja ta naprowadza na ważny trop interpretacyjny
filmu, dokonującego wyraźnej hierarchizacji na sztukę prawdziwą i
zdegradowaną, czy, mówiąc inaczej, artystyczną tradycję i modę kreowaną
przez kulturę masową.
Tę ostatnią reprezentuje w filmie popart - rozpatrywany jako
konceptualna refleksja nad statusem sztuki uwikłanej w mechanizmy
kultury popularnej, a przedstawiony przede wszystkim jako twórczość
zwulgaryzowana, polegająca na powoływaniu do życia hedonistycznych
dziwactw porno-popu
- jak nazywa ten nurt Daniel Bell. Zadziwiająca jest konsekwencja, z
jaką Kubrick wyolbrzymia znaczenie fallicznych atrybutów: oprócz
gipsowego odlewu “superpenisa” w domu “kociej damy” zwracają uwagę
wyeksponowane lizaki “lolitek”, rysunki na klatce schodowej domu Alexa,
ochraniacze na genitalia noszone przez “drugów” i maski, jakimi
zasłaniają twarze (w powieści Burgessa bohaterowie są ucharakteryzowani
na autentyczne postacie - Henryka VIII i Elvisa Presleya; w filmie
zostały użyte maski podobne do tej, jaką nosił bohater Zabójstwa - jednego z wcześniejszych filmów Kubricka). Dzięki nagromadzeniu tych elementów, rzeczywistość Pomarańczy przenika lubieżny erotyzm i atmosfera perwersji, która charakteryzuje nie tylko Alexa, ale i jego adwersarzy.
Aby wyjaśnić, w jaki sposób film podejmuje problem “sztuki prawdziwej”
i “sztuki zdegradowanej”, przypomnę scenę z “lolitkami”. Bohater
poznaje je w sklepie muzycznym (typowa dla Kubricka labiryntowa
przestrzeń korytarzy), gdy przeglądają płyty z piosenkami pop. Alex
taką muzyką gardzi, z szyderstwem mówi o artystach produkujących
przeboje dla masowej publiczności (jeden z wokalistów nazywa się Johny
Żywago; na marginesie warto wspomnieć, iż w powieści Burgessa dwie psiczki miały najwyżej po dziesięć lat
i zostały przez Alexa brutalnie zgwałcone; w filmie Kubricka oglądamy
radosną orgię, przedstawioną zresztą w przyspieszonym tempie,
przypominającym slapstickową manierę kina niemego). Gdy dziewczyny są w
domu DeLarge, w tle słychać fragment z uwertury Rossiniego Wihelm Tell,
nagrany w przyspieszonym tempie, “zremiksowany” na elektronicznym
syntezatorze. Do tej pory Alex kojarzony był jedynie z muzyką
klasyczną, teraz jego upodobanie do “sztuki wysokiej” zostaje w pewien
sposób podważone. “Sztuka prawdziwa” jest tutaj infiltrowana
identyfikowanymi z pornografią motywami kultury pop, która żerując na
autentyzmie “sztuki wysokiej” i umieszczając ją w obcym jej
przeznaczeniu kontekście degraduje jej walory do poziomu konsumpcyjnej,
“niezobowiązującej estetycznie” atrakcji. Kubrick wysyła w ten sposób
sygnał do odbiorcy: Alex nie jest, jak początkowo może się wydawać,
bezinteresownym miłośnikiem “sztuki prawdziwej”, opisanym niegdyś (i
postulowanym) przez Ortegę y Gasseta, ale potrafi także znajdować
przyjemności w kulturze pop, której doświadczenie przekłada na swój
stosunek do dzieł klasyki. Nie idzie zatem o jakość sztuki i jej nowe,
awangardowe formy, ale o postawę odbiorcy. Kategorie “kulturowej
tradycji” i “sztuki zdegradowanej” zostają wymieszane; ich specyficzny
melanż wyjaśnia mordercze i pornograficzne wizje, jaki nachodzą
bohatera podczas lektury Biblii (wyobraża siebie jako rzymskiego
legionistę biczującego Chrystusa podczas drogi krzyżowej). Symbole,
którym system kultury nadaje określone znaczenia, są przez Alexa
przetwarzane w wartości odmienne. Pismo Święte nie jest dla bohatera
źródłem religijnej wiedzy, odczytuje je jako “pulp fiction”, zbiór
pikantnych historyjek, które działają na spragnioną mocnych wrażeń
wyobraźnię. Paradoksalna fascynacja Alexa Biblią wynika wyłącznie z jej
niedościgłej inwencji sadystycznej - DeLarge nie lubi drugiej części książki, która jest kaznodziejską gadaniną przeciwko staromodnemu w przód i w tył.
Punktem odniesienia do “sztuki prawdziwej” pozostaje w filmie przede
wszystkim Beethoven (pierwowzór Burgessa jest bogatszy w muzyczne
motywy - Alex słucha także Bacha i Mozarta). Fragmenty IX symfonii
d-moll rozbrzmiewają w filmie pięciokrotnie, ale w różnych
okolicznościach. Po pierwsze, muzyka jest dla Alexa przeżyciem duchowym
- bez względu na to, jak moglibyśmy je ocenić z moralnego punktu
widzenia (słuchając Beethovena bohater wyobraża sobie sceny gwałtu i
przemocy). Muzyka należy do sfery sacrum - Alex gotów jest bronić
należnego jej szacunku (bije Dima, gdy ten przeszkadza mu słuchać ody Do radości
śpiewanej przez klientkę baru Korova). Jednocześnie jednak, IX
symfonia, uznawana za hymn optymizmu i wezwanie do ogólnoludzkiego
braterstwa (kantata odnosi się przecież do wiersza Schillera), okazuje
się mieć swój zbrodniczy wymiar, łączony w filmie z mitem Ü
bermenscha (jakiego w istocie przypomina Alex) i ideologią nazizmu, do
którego odsyłają pokazywane Alexowi kroniki filmowe, a wcześniej
hitlerowski orzeł na czapce noszonej przez Billy-Boba. Co ciekawe, w
powieści Burgessa “kuracja Ludovyca” ilustrowana jest ponurymi akordami
V symfonii c-moll, podczas gdy Kubrick - z właściwym sobie
temperamentem ironisty - zdecydował się wykorzystać “dziewiątą”.
Fragment “piątej” - a zasadzie cztery najbardziej rozpoznawalne dźwięki
- rozbrzmiewa w zupełnie innym miejscu - jako dzwonek do drzwi domu
pana Alexandra. Muzyczna ilustracja zapowiada w ten sposób grozę
przyszłych wydarzeń, a jednocześnie dopełnia opis pisarza, który używa
Beethovena w charakterze pozytywki.
Scena “terapii”, jaką doktor Brodzki aplikuje Alexowi pokazuje, że
sztuka może być wykorzystana instrumentalnie - jako narzędzie
manipulacji i przemocy (pisarz pastwiący się nad Alexem). Tak
interpretowana Mechaniczna pomarańcza
jest głosem przeciw wszystkim, dla których przeżycie estetyczne nie
jest wartością autoteliczną, ale musi służyć czemuś jeszcze -
użytkowemu przeznaczeniu bądź politycznej indoktrynacji w totalitarnym
państwie. Przestańcie! To grzech używać Ludwika Van w ten sposób!
- krzyczy podczas “kuracji” DeLarge. Słowa Alexa - jakkolwiek
paradoksalnie to zabrzmi - są w istocie protestem przeciw krzyżowaniu
estetycznych porządków oraz deklaracją tęsknoty za sztuką obdarzoną
walorem samoistności i autonomii.
Spór między “kulturową tradycją” a “sztuką zdegradowaną” został w
fabule odwzorowany w sposób dosłowny. Nie bez przyczyny “kocia dama”
atakuje Alexa popiersiem Beethovena, służącym jej najpewniej za
przycisk do papieru, ukryty wstydliwie pośród wiszących na ścianach
wulgarnych obrazów popartu (w powieści kobieta próbuje bronić się
laską). W scenie tej Beethoven został sprowadzony do funkcji ikony,
odseparowanej od estetycznego przekazu i przekształconej w przedmiot
użytkowy - narzędzie samoobrony. W walce “kociej damy” z Alexem mamy do
czynienia z ciekawym odwróceniem ról: DeLarge atakuje właścicielkę
popartowej kolekcji jej własną bronią (“superpenisem”), podczas gdy ona
wymachuje popiersiem Beethovena, z którego “powinien” był skorzystać
jej przeciwnik. Można powiedzieć, że Alex zabija “kocią damę”, bo
odważyła się “użyć” sygnaturę kultury wysokiej wbrew jej właściwemu
przeznaczeniu; zostaje za to ukarana - staje się ofiarą wielbionego
przez siebie kiczu.
Z właściwą filmowi ambiwalencją rysuje się także problem terapeutycznej
funkcji sztuki - a może jej braku. W myśl teorii psychoanalitycznych,
przedmiot artystyczny zaspakaja zapotrzebowanie na przeżycia, których
brak odbiorcy w życiu codziennym, lub też stwarza warunki projekcji i
zastępczego wyładowania niepokojących emocji i napięć, które, gdyby
zostały ujawnione w bezpośrednim doświadczeniu, byłyby niebezpieczne
dla jednostki lub społeczeństwa. Ale mordercze wizje Alexa towarzyszące
IX symfonii nie są wyobrażeniową kompensacją, gdyż dopełniają czyny,
jakich pozbawiony moralnych skrupułów bohater dopuszcza się w swoim
świecie. Sztuka nie poskramia instynktu agresji - przeciwnie, wydaje
się, że prowokuje i inspiruje bohatera do dalszych zbrodni. Z drugiej
jednak strony, Alex, zmuszony do nieustannego oglądania sfilmowanych
aktów okrucieństwa, zostaje ostatecznie “wyleczony”, gdyż “eksperyment
Ludovyca” okazuje się (w pewnym sensie) skuteczny. Efekt, jaki
osiągnięto dzięki niemu, to karykatura katharsis;
Alex został oczyszczony z agresji, nie tyle w sensie mentalnym, ile
fizjologicznym - nie może zadawać bólu, reaguje alergicznie na przemoc.
A skoro sztuka posiada wartość terapeutyczną - być może sama Mechaniczna pomarańcza ma być rodzajem “uzdrawiającego” seansu, odpowiednikiem serwowanej Alexowi filmowej “kuracji”?
V.
Przemoc w Mechanicznej pomarańczy nie jest
tylko wizualną atrakcją, “trzewiową poezją” i “baletem okrucieństwa”,
jak czasem określa się dzieło Kubricka. W rzeczywistości jest to film o
przemocy - i o roli, jaką pełnią jej przedstawienia w kulturze. Temat
nie jest nowy, co nie znaczy, że rozstrzygnięty. Spór koncentruje się
wokół dylematu: czy obrazy przemocy, będące zastępczym zaspokojeniem
tłumionych instynktów, uwalniają człowieka od czynienia zła, czy,
przeciwnie, są wzorem do naśladowania i wywołują agresję. Mechaniczna pomarańcza pytanie takie stawia, ale nie przynosi na nie jednoznacznej odpowiedzi.
Przemoc w filmie jest przerażająca, ale zarazem tak stylizowana, że
nie można jej uznać za element sadystycznego spektaklu, ale za
intelektualną rozprawę 11 - powiedział o Mechanicznej
John Travelyan, długoletni szef brytyjskiej cenzury, początkowo, jak
pisałem na wstępnie, niechętny Kubrickowskiej adaptacji. Intencje
Travelyana są czytelne: przemoc w filmie jest problemem ważnym i
nieobojętnym etycznie, z tego też powodu może być pokazywana na ekranie
wyłącznie w pewien szczególny sposób - w dyskursywnym opracowaniu i
“stylizacji”, która ma zadanie uchronić widza od podjęcia działań
naśladowczych Ten sposób myślenia był charakterystyczny dla wczesnej
refleksji filmoznawczej; jego świadectwem mogą być na przykład słowa Mü
nsterberga, który uważał, że widok
zbrodni i występków może wywierać na daną świadomość wpływ pociągający
za sobą fatalne skutki. Normalny opór zostaje przełamany, a i równowaga
moralna, którą łatwo zachować wobec bodźców, niesionych przez potoczną
codzienność, może zostać naruszona pod przemożną presją realistycznych
sugestii 12. Przemoc nie może zatem być pokazywana
dosłownie, poprzez znane konwencje przedstawieniowe powinna być
“odrealniona”, aby w ten sposób pobudzić widzów do myślenia i skłonić
ich do uznania przemocy za zło. Pozostaje pytanie, na czym taka
stylizacja miałaby polegać - i czy kodyfikacja chwytów służących temu
celowi jest możliwa. Czy na przykład ruch zwolniony podważa iluzyjność
wydarzeń, czy odwrotnie - wzmaga ich kontemplację (jak w ostatniej
sekwencji Bonnie i Clyde)? Jakim celom służyło zwolnione tempo
w scenie walki Alexa z “drugami” nad rzeką? Jak odnieść się do orgii
Alexa z “lolitkami”, którą Kubrick pokazuje w przyspieszonym tempie? I
czy zabójstwo “kociej damy”, pokazane bez widoku krwi, jako komiksowy
obrazek, jest “odrealnioną stylizacją”, czy przeciwnie - atrakcyjnie
przedstawioną “estetyzacją śmierci”? O podobnych dylematach świadczyć
może opinia teoretyka: Ostentacyjne ruchy kamery towarzyszą
często scenom seksu i przemocy dla wzmocnienia efekty voyeurystycznego.
Szczególnie żywym przykładem jest scena gwałtu w >>Mechanicznej
pomarańczy<<, filmowana z ręki, kamerą z obiektywem
szerokokątnym. Ta scena również może działać przeciw iluzjonizmowi
projekcyjnemu i skłaniać widza, by patrzył przez obraz na
zainscenizowane wydarzenie. Domyślam się jednak, że taka reakcja
miałaby charakter defensywny - >>to tylko film<< - wobec
silnej iluzji projekcyjnej, wywołanej przez tę scenę13 .
Jak widać, poglądy na temat “stylizacji” przemocy u Kubricka są
podzielone; wyrokowanie na temat emocji wywołanych przez kino jest
niezwykle trudne, teoria przegrywa tu z subiektywnym doświadczeniem
odbiorczym.
Wątek autotematyczny filmu zawiera się przede wszystkim w sekwencji
“terapii Lodovyca”, gdy Alex jest zmuszany do oglądania sfilmowanych
obrazów przemocy. Początkowo przeważa w nim ciekawość. Podoba mu się
zwłaszcza widok krwi, która na ekranie wydaje mu się bardziej realna
niż w rzeczywistości. Bohater wyraża nawet sąd estetyczny: bardzo dobry kawałek profesjonalnej roboty, niczym w Hollywood.
Alex reaguje na filmy impulsywnie, identyfikując się przede wszystkim z
prześladowcami, nie z ofiarami. Ale porcja brutalności nie zmniejsza
się, w pewnym momencie próg wytrzymałości zostaje przekroczony.
Mamy tu do czynienia z niezwykle złożonym układem komunikacyjnym na
linii bohater - widz. Oto Alex znajduje się w sytuacji, jakiej
doświadcza odbiorca - ogląda film o przemocy: montażową składankę
obrazów z II wojny światowej, które widz rozpoznaje jako autentyczne
dokumenty, oraz... Właśnie. W pewnej chwili na ekranie, jaki Alex ma
przed oczami, pojawiają się ujęcia przypominające samą Mechaniczną pomarańczę:
scenki, w których głównymi bohaterami są osoby kostiumy podobne do
tych, jakie noszą “drugowie”! Status tych obrazów w diegezie filmu jest
niejasny. Możliwe, że jest to dokonana przez doktora Brodzkiego
inscenizacja sytuacji, w jakich mógł uczestniczyć DeLarge, coś w
rodzaju rekonstrukcji zdarzeń, która miałaby uświadomić Alexowi
zbrodniczość jego poczynań. Być może ma to być fragment filmu “z
wewnątrz” świata Mechanicznej pomarańczy, filmu, jaki mógł
obejrzeć DeLarge. Jeśli tak, oznaczałoby to, że Alex wzorował się w
swoim zachowaniu na kinie. W tekście nie jest to nigdzie powiedziane,
nie widzimy bohatera, na przykład, oglądającego telewizję; wiemy
natomiast, że inspiracją do popełniania zbrodni były dla niego Stary
Testament i IX symfonia Beethovena, a więc literatura i muzyka. Innymi
słowy: kulturowe obrazy przemocy nie służą kompensacji (wykpionej w
scenie “terapii Ludovycka”), ale przeciwnie, są “wezwaniem do mordu”,
jak określiłby rzecz Bunuel.
Przywołanie nazwiska hiszpańskiego reżysera jest tu o tyle zasadne, że Kubrick w Mechanicznej pomarańczy poddaje aktowi przemocy ludzkie oko, podobnie jak czynił to Bunuel w Psie andaluzyjskim.
Na ten motyw naprowadza widzów już pierwsze ujęcie filmu, gdy na
zbliżeniu oglądamy Alexa i jego specyficzną charakteryzację - sztuczne,
wydłużone rzęsy. Historia kina utrwaliła dwa sposoby fetyszyzowania
oka. Było ono przedstawiane jako ekstensja obserwatora, jako narzędzie
poznawcze, z satysfakcją kontemplujące percypowany obiekt - w taki
sposób tematyzował oko Wiertow. Z kolei od Bunuela wywodzi się oko
traktowane przedmiotowo, nad-użyte, przerażone tym, co każe mu się
oglądać. Właśnie takie oko, rozdzierane i poddawane manipulacji,
pojawia się w Mechanicznej pomarańczy. Nie myślę tu tylko o
“terapii”, podczas której oczy bohatera zostają “szeroko otwarte” przez
maszynę umieszczoną na głowie Alexa. Jest ono także elementem
ikonograficznym, częścią kostiumów, jakie noszą “drugowie” (zapinki do
mankietów mają kształt rozłupanej, krwawiącej gałki ocznej).
Przymus patrzenia i przyjemność patrzenia tworzą autotematyczny dyskurs Mechanicznej pomarańczy.
Satysfakcja z percypowania obrazów przemocy przenika cały film:
doświadcza jej DeLarge podczas swoich morderczych wizji, personel
szpitala podczas demonstracji efektów “kuracji”, pan Alexander
torturujący Alexa, wreszcie, w ostatniej scenie filmu, widzowie
obserwujący kopulującą parę. Z przymusem mamy do czynienia w scenie
“terapii” i wcześniej - gdy “drugowie” każą pisarzowi oglądać gwałt na
jego żonie. Alex zwraca się do przerażonego pana Alexandra i wypowiada
zdanie, którego nie ma w analogicznej sytuacji w książce: Viddy well, little brother, viddy well
(“Patrzaj dobrze, koleżko”). Ponieważ całe zajście ujęte jest w ramy
narracji pierwszoosobowej (z punktu widzenia pisarza), odbiorcy trudno
oprzeć się wrażeniu, że Alex kieruje swoje słowa także ku niemu. W ten
sposób - poprzez zastosowanie subiektywu - widz zostaje wpisany w układ
przymusu-przyjemności percypowania obrazów przemocy.
Sugestywnie wizualizowany gwałt - fizyczny i psychiczny - jest zasadą organizującą fabułę Mechanicznej pomarańczy.
Mamy w niej do czynienia z rozmaitymi przejawami i uzasadnieniami
agresji: rozumianej jako chęć podporządkowania sobie innych (Alex
walczący z kolegami o dominację w grupie) lub wyjaśnianej jako
pragnienie odwetu i odreagowania za własną krzywdę. Osobne miejsce
zajmują: przemoc “instytucjonalna”, prowadząca do zniewolenia człowieka
przez państwo, oraz przemoc “autoteliczna”, ultragwałt nie
znajdujący żadnego racjonalnego wytłumaczenia, traktowany jako atrakcja
i zabawa (Alex nie jest szaleńcem ani “aniołem zemsty”, morduje ludzi
dla własnej satysfakcji, podczas gdy dla jego kompanów morderstwa są
przede wszystkim okazją do kradzieży i wzbogacenia się). Wyczuwalna w
filmie wszechobecność przemocy każe zadać pytanie o jej przyczyny. Jest
ono zresztą stawiane bezpośrednio przez sam film - Deltoid w rozmowie z
Alexem zastanawia się: Co was opętało? Badamy ten problem i badamy
już prawie od stulecia, tak, i nie posunęliśmy się o krok. Masz tutaj
niezły dom i kochających rodziców, mózg też nie najgorszy. Czy to jakiś
diabeł w ciebie wstępuje? Bezradność dociekań Deltoida sugeruje być
może, że sensowna odpowiedź na pytanie o genezę zła nie istnieje,
sytuuje się bowiem - motyw charakterystyczny dla Kubricka - poza
racjonalnym poznaniem.
Czy rzeczywiście tak jest? Istnieją trzy najważniejsze sposoby
interpretacji źródła ludzkiej agresji: przypisuje się je naturze
człowieka podświadomie związanej z prehistoryczną walką o byt, tłumaczy
się jej obecność destrukcyjnym działaniom społecznych ograniczeń -
norm, zakazów i nakazów, wreszcie - sugeruje się, że przemoc wywoływana
jest poprzez naśladownictwo przedstawień, wynikające z trudności
wyznaczenia granicy między rzeczywistością a medialną kreacją. Innymi
słowy, mamy do czynienia z odwiecznym problemem: czy na ludzkie
zachowanie ma większy wpływ natura, czy kultura. Zwolennicy pierwszej
teorii (np. Konrad Lorenz, który swoje poglądy wywodzi z obserwacji
etologicznej - czyli analogii z zachowaniem się zwierząt), uważają, że
agresja jest sprzężonym z naturalnymi prawami ewolucji mechanizmem
działania zasady selekcji, która gwarantuje przetrwanie osobników
najsilniejszych i najlepiej przystosowanych 14.
Najsilniej instynkt ten daje o sobie znać w dzieciństwie, zaś w toku
socjalizacji ulega stłumieniu, lecz nie likwidacji. Taki typ agresji
określa Lorenz jako zdrowy i konieczny, gdyż sprzyja rozwojowi gatunku.
Ponieważ niestłumiony w stopniu dostatecznym popęd może jednak zagrozić
równowadze społeczności, badacz postuluje ukierunkowanie
niebezpiecznych skłonności na aktywności pożyteczne, takie jak
rywalizacja sportowa czy “zapał do nauki”. Jeden z interpretatorów Mechanicznej pomarańczy twierdzi, że przynosi ona argumenty na rzecz teorii Lorenza 15.
Taki wniosek wydaje mi się nieuprawniony - film Kubricka nie sugeruje
problemu “walki o przetrwanie” i jest głosem przeciw sztucznemu
usuwaniu instynktu agresji. Sądzę, że Mechaniczna pomarańcza
skłania się raczej ku freudowskiej interpretacji problemu. Freud - a za
nim Kubrick - zgadza się z poglądem ewolucjonistów, że przemoc leży w
naturze człowieka (Alex okłada jednego z członków gangu Billy-Boba tak
samo, jak małpolud swojego konkurenta przy wodopoju w Odysei kosmicznej),
lecz twierdzi, że jest ona bardziej wyrazem irracjonalnego instynktu
śmierci, niż wewnątrzgatunkowej selekcji. Od zreferowanego wcześniej -
choć historycznie późniejszego - podejścia Lorenza różni Freuda także
stosunek do kultury, którą, jak wiadomo, uważa za źródło cierpień (gdyż
tłumienie wrodzonych dyspozycji człowieka powoduje frustracje i
neurozy). Co więcej, Kubrick - podobnie jak Freud - wyraźnie łączy
instynkt agresji z popędem seksualnym i twórczością artystyczną:
leczenie Alexa, które w pierwszym rzędzie miało poskromić mordercze
skłonności bohatera, zahamowało również jego zdolność do kontemplacji
sztuki i odczuwania erotycznych rozkoszy, co unaocznia przerażająca
scena, w której Alex wyciąga dłonie w stronę kobiety, ale nie może jej
dotknąć - bo tak został “zaprogramowany”.
Inaczej przyczyny i rolę przemocy w kulturze widzi Erich Fromm. Choć
jego poglądy wywodzą się z psychoanalizy, w tym punkcie różnią się
zasadniczo. Fromm formułuje inne cechy ludzkiej natury, takie jak
potrzeba zakorzenienia, kontaktu i związania się z innymi ludźmi,
potrzeba “gestu przekroczenia” własnej egzystencji w akcie stwarzania.
Ich zaspokojenie jest równoznaczne z osiągnięciem szczęścia, co
uniemożliwia cywilizacja. Zamiast budować kulturę opartą na miłości i
zaufaniu, człowiek staje się istotą nekrofilityczną, czyli, najogólniej
mówiąc, bardziej zafascynowaną śmiercią niż życiem. Skłonność do gwałtu
i przemocy nie jest zatem cechą naturalną, ale generowaną w określonym
typie społeczeństwa 16. W Mechanicznej pomarańczy
nosi ono niewątpliwie cechy nekrofilityczne - przypomnę tylko pana
Deltoida, który z uśmiechem na ustach konstatuje, że Alex jest
mordercą. W zasadzie każdej postaci filmu - z wyjątkiem księdza -
przyjemność sprawia zadawanie bólu innej osobie i przyglądanie się
scenom gwałtów. Być może zatem również hipotezy Fromma w jakiejś mierze
sprawdzają się w tekście Pomarańczy. Główny bohater, który z
początku wydaje się zwyrodniałym wyrostkiem, jest w rzeczywistości
dzieckiem swych czasów - karmiących się wyuzdaną erotyką i przemocą,
ale pozbawionych miłości i szacunku do Drugiego.
Kino Kubricka przekonuje, że ludziom nie przyjdzie łatwo zrezygnować z zaspokojenia swych agresywnych skłonności: bez nich nie czują się oni dobrze 17. Mechaniczna pomarańcza wydaje
się być ilustracją tej tezy. “Sztuczny człowiek” jest projektem
barbarzyńskim. “Wyleczenie” okazuje się dla Alexa katastrofalne, gdyż
nie może normalnie funkcjonować w społeczeństwie, które przeżarte jest
agresją. Żywioł destrukcji jest bliski Kubrickowi. Dla jego bohaterów
zasada “oko za oko” to tylko pretekst zdradzający skrywane sadystyczne
skłonności. Mówiący o śmierdzącym świecie bez zasad moralnych
staruszek, katowany przez gang nastolatków na początku filmu, i
zatroskany o losy społeczeństwa pisarz, któremu zamordowano żonę,
okazują się być równie bezwzględni wobec chłopca, jak on wobec nich
wcześniej. Wystarczy dać im szansę odwetu, a nie będą lepsi od Alexa: z
prześladowanych stają się prześladowcami. Kultura i wychowanie to
zasłony dla morderczych instynktów, które ujawniają się w kontakcie z
istotą słabą i bezbronną. Diagnoza, jaką można wysnuć na tej podstawie,
jest niewesoła: homo homini lupus. Przeciw jednostce występuje społeczeństwo, przeciw człowiekowi - inny człowiek.
VI.
Kino Kubricka to akt nieufności wobec społeczeństwa, postrzeganego jako
więzienie tłamszące indywidualność jednostki, którą zideologizowana
machina państwa zmusza do zachowań sztucznych i nienaturalnych. W
większości swoich filmów dostrzega Kubrick iluzoryczność społecznych
instytucji, wyczuwając obłudę, z jaką próbują ukryć zwierzęce
okrucieństwo pod sztandarami szczytnej idei. Hipokryzję rządzących
demaskuje reżyser posługując się groteską (Doktor Strangelove) lub ironią: scena ze Ścieżek chwały, gdy generał mówi o zabitych żołnierzach: ci ludzie mieli piękną śmierć,
nie jest apoteozą bohaterskiego patriotyzmu, lecz komentarzem o
wyraźnie pacyfistycznej wymowie. Każda utopia - zdaje się mówić reżyser
- staje się koszmarem, gdyż czyni zło z intencją dążenia do dobra. Kino
Kubricka to protest przeciw inżynierii społecznej i manipulacji, które
podszywają się pod wizję powszechnej szczęśliwości, osiąganej kosztem
drobiazgowych regulacji i kończącej się poniżeniem człowieka.
Mechaniczna pomarańcza zalicza się niewątpliwie do
“antyspołecznego” nurtu w twórczości Kubricka. Kontekstem do podjęcia
takiego tropu interpretacyjnego może być nie tylko nakreślona powyżej
sylwetka reżysera, ale również czas powstania filmu (1971 rok), zbieżny
z polityczno-obyczajowym fermentem rozpleniającym się w świecie
zachodnim. Pomarańczę rozpatrywać można w odniesieniu do
kontrkulturowej rewolty, nastawionej z jednej strony - w swym nurcie
“mistycznym” - na poszukiwanie utraconej jedności człowieka z naturą, z
drugiej zaś - wysuwającej radykalne hasła społeczne i buntującej się
przeciw establishmentowi. Pamiętać przy tym trzeba o wyjątkowej popularności, jaką cieszył się Kubrick i Odyseja kosmiczna (a zwłaszcza jej ostatnia, psychodeliczna sekwencja) wśród pokolenia hippie, co niewątpliwie zaciążyło na recepcji jego następnego filmu - i to w dwojaki sposób. Sympatycy kontrkultury interpretowali Mechaniczną
jako polityczną deklarację, zbieżną z duchem dogorywających ideałów
pokolenia’68. Na takie odczytanie nałożyły się jednak stereotypy
kojarzące ruch postępowy przede wszystkim z zagrożeniem społecznego
porządku, z wandalizmem, narkotykami czy wręcz zbrodniami w rodzaju helter skelter bandy Mansona. Paradoksalnie, Mechaniczna pomarańcza jest i nie jest filmem kontestacyjnym - choć wyraża niektóre postulaty kontrkulturowej utopii, stanowi jednocześnie jej gwałtowne zaprzeczenie.
O przynależności Mechanicznej Pomarańczy
do nurtu kontestacji świadczy przede wszystkim krytyka znienawidzonych
przez kontrkulturę instytucji. Głównymi rejonami ataku tej formacji
były: media, służące do manipulowania świadomością mas, pomijająca
sferę wartości i wykorzystywana do zbrodniczych celów nauka, oraz
polityka, która ze służącego człowiekowi narzędzia przekształciła się w
samoistną wartość. Narzędziem represji jest dla Kubricka również język,
którego sztuczność demaskuje poprzez jego ironiczne wykorzystanie,
zaburzenia mowy bohaterów (doktor Strangelove czy opiekun Alexa w Mechanicznej pomarańczy) lub wręcz rezygnację z dialogu (Odyseja kosmiczna).
Język bohaterów jest przeważnie dystyngowany, nadmiernie elegancki,
nacechowany egzaltacją kontrastującą z kontekstem wypowiadanych słów,
jednocześnie niepewny, zastrzegający własną nieokreśloność (nadużywanie
tzw. question tagów - czyli zwrotów typu “nieprawdaż?” w Mechanicznej pomarańczy) 18.
Tekstualnymi nośnikami ośmieszanych przez kontrkulturę stereotypów są
przede wszystkim postacie negatywne filmu (choć w zasadzie wszyscy
bohaterowie świata Pomarańczy
są w jakiś sposób negatywni), a więc: opiekun Alexa (obleśny osobnik
popijający wodę ze szklanki, w której znajduje się sztuczna proteza),
policjanci, nadzorca w więzieniu i lekarze w klinice Lodovyca i
Minister. Każda z tych postaci jest albo groteskowa, albo odpychająco
chłodna; Kubrick daje tym samym wyraz niechęci wobec tych, którzy mają
ambicje zawiadywać społeczeństwem. Ze szczególną zajadłością ujawnia
Kubrick fałsz deklaracji wypowiadanych przez polityków i urzędników -
doktor Brennan oszukuje Alexa, mówiąc, że daje mu zastrzyk wzmacniający
po niedożywieniu, jakiego nabawił się w więzieniu; w rzeczywistości
aplikuje pacjentowi psychotropowy środek, który ma zintensyfikować
działanie “terapii Ludovycka”.
Państwo, w którym żyją bohaterowie Pomarańczy
nosi znamiona systemu autorytarnego. “Kuracja” została wprowadzona, aby
odciążyć zatłoczone więzienia i zrobić miejsce dla skazańców
politycznych. Gdy sprawa Alexa wychodzi na jaw, Minister odwiedzający
chłopca w szpitalu informuje go, że pan Alexander dla własnego bezpieczeństwa został umieszczony w bezpiecznym miejscu
- w domyśle: w szpitalu psychiatrycznym. Państwo posługuje się wobec
swych obywateli kłamstwem, propagandą i przemocą. To ostatnie udowadnia
cudowna przemiana “drugów” w policjantów - władza wykorzystuje
morderców jako własnych przedstawicieli, którzy mają stać na straży
stanowionych praw, sami nie będąc nimi związani. Dzięki temu mogą
bezkarnie robić to, za co wcześniej - gdy byli jeszcze “rządzonymi”, a
nie “rządzącymi” - zostaliby postawieni pod sąd.
Potęgę i okrucieństwo państwa odczuwa bohater najsilniej w trzech
miejscach: na policji, w więzieniu i w szpitalu. Scena, w której Alex
trafia do więzienia, to katalog ludzkiego upodlenia i poniżenia -
bohater jest traktowany jak przedmiot, zmuszany do bezwzględnego
posłuszeństwa i automatycznych zachowań. Tożsamość Alexa zostaje
zredukowana do więziennego numeru; pozbawienie bohatera jego nazwiska
zapowiada późniejsze “pranie mózgu” mające na celu stworzenie “nowego
człowieka”. Sekwencja przekazania więźnia numer 655321, czyli Alexa
DeLarge, do szpitala, w którym odbywać się ma “kuracja” - w zasadzie
nieistotna z punktu widzenia progresji fabuły - jest wyraźnie
przeciągnięta: przez kilka minut oglądamy wypełnianie papierków i
przysłuchujemy się rozmowom urzędników. Kubrick uświadamia w ten sposób
beznadziejną sytuację bohatera poddanego działaniu zdehumanizowanej
biurokracji. Dostało się także policjantom, którzy, choć mają stać na
straży prawa i porządku, działają poza prawem - śmieją się, gdy
schwytany DeLarge prosi o adwokata, biją Alexa podczas przesłuchania
(później podobnie obchodzą się z bohaterem jego dawni towarzysze,
Georgie i Dim). Jest zresztą coś dziwnego w scenie pobytu Alexa na
posterunku - w pewnym momencie jeden z policjantów kładzie głowę na
ramieniu pana Deltoida, wręcz przytula się do niego. (W kinie Kubricka
można odnaleźć kilka zakamuflowanych homoseksualnych motywów, które
najbardziej widoczne są w Spartakusie i Oczach szeroko zamkniętych; w Mechanicznej
- poza wspomnianą sceną - podobne skojarzenia przynosi także muskularny
asystent pana Alexandra, siedzący w tym samym miejscu kadru, co
wcześniej żona pisarza).
Demaskatorska wymowa Pomarańczy
ujawnia się najpełniej w sekwencji “kuracji Ludovica”, podczas której
widzimy Alexa zmuszanego najpierw do oglądania serwowanych przez
lekarzy obrazów przemocy, następnie poniżanego podczas prezentacji
mającej pokazać cudowne “wyleczenie” kryminalisty. Ten interesujący
fragment filmu nie przypomina w niczym “naukowej” prezentacji wyników
przeprowadzonego doświadczenia, jest zainscenizowany z konwencją
cyrkowej tresury: są “popisowe numery” i wynajęci aktorzy kłaniający
się w światłach rampy. Widzowie traktują chłopca jak poskromione
zwierzę - którym Alex już nie jest (przecież został “wyleczony”). Scena
przypomina zajścia w opuszczonym w teatrze z pierwszej sekwencji, do
której odsyłają także chwyty formalne: motyw muzyczny i niebieskie
oświetlenie, towarzyszące pobiciu staruszka na początku filmu. Wówczas
DeLarge był agresorem, teraz role się odwróciły - stał się ofiarą,
zmuszaną do demonstrowania posłuszeństwa wobec władzy. Widok Alexa
zmuszanego do lizania podeszwy buta, który przyciska mu do twarzy
wynajęty przez Ministra aktor, to niezwykle sugestywny akt ludzkiego
upodlenia, poniżenia godności człowieka przez posługujący się przemocą
System. Drugą równie kunsztowną metaforą, udowadniającą talent Kubricka
do budowania wizualnych konceptualizacji pojęć, jest scena w szpitalu: obraz
Alexa, jako dziecka karmionego łyżeczką przez totalitarne i całkowicie
skorumpowane społeczeństwo, stanowi w pierwszej chwili akcent komiczny,
zaś w drugiej - świetny symbol 19 .
Mówiąc o kontrkulturowych odniesieniach filmu Kubricka, nie sposób nie wspomnieć o zastanawiających podobieństwach między Mechaniczną a otwarcie kontestacyjną trylogią Lindsaya Andersona (Jeżeli..., Szczęśliwy człowiek, Szpital Britannia). Wszystkie cztery filmy łączy osoba Malcolma McDowella, który najpierw w If...
(1968), później u Kubricka (1971), wreszcie znów u Andersona (1973 - O
Lucky man) kreuje postać młodego buntownika tłamszonego przez społeczne
instytucje. Z Mechaniczną Pomarańczą szczególnie silne związki
łączą ten ostatni film, który kilkakrotnie cytuje Kubricka.
“Czekoladowy przekładaniec”, który ogląda Travis - Szczęśliwy człowiek - na zapleczu hotelu, przypomina erotyczne fantazje, które snuje bohater Mechanicznej.
Do analogicznych scen z filmu Kubricka odsyłają tortury, jakim zostaje
poddany Alex w tajemniczej jednostce wojskowej oraz prowadzone w
szpitalu eksperymenty. Nieco innego rodzaju naprowadzeniem na
podobieństwa obu filmów mogą być słowa, jakie wypowiada bohater Szczęśliwego człowieka w domu bogatej szlachcianki: czy mogę rozmawiać z panem Burgessem? Związek z Mechaniczną
staje się oczywisty, gdy Travis - tak, jak bohater filmu Kubricka -
wyskakuje przez okno. Wszystkie te odniesienia nie są z pewnością
przypadkowe i pozwalają przypuszczać, że Anderson wzorował się na Mechanicznej, odczytanej jako film ideowo zbieżny z duchem kontrkultury.
Taka interpretacja Pomarańczy
jest jednak nie do końca właściwa - Kubrickowi obca jest bowiem
kontrkulturowa nadzieja na zmianę i wybawienie. Wystarczy przypomnieć
ostatnie sceny innych filmów Kubricka. Gdy w Lśnieniu Jack
Torrance ginie w labiryncie, a jego rodzinie udaje się uciec, widz ma
prawo sądzić, że zło i szaleństwo zostały pokonane; tymczasem w
zamykającym ujęciu kamera pokazuje zrobione wiele lat wcześniej
zdjęcie, na którym widać “unieśmiertelnionego” w ten sposób Torrance’a.
Zakończenia filmów Kubricka są zawsze niepokojąco dwuznaczne: jeśli
nadzieja, to ryzykowna, jeśli zwycięstwo, to okupione cierpieniem,
jeśli uśmiech, to ironiczny, jeśli narodziny, to jednocześnie śmierć.
Spośród wszystkich filmów Kubricka, jedynie Oczy szeroko zamknięte i 2001 Odyseja kosmiczna mają nietypowe, jak dla tego reżysera, optymistyczne rozwiązania. O ile zakończenie Odysei
było jeszcze wyrazem wiary w (daleką) przyszłość człowieka, o tyle
ironiczny finał następnego filmu Kubricka jest już triumfem ludzkiego
zła i instytucjonalnej obłudy. Ostatnia scena Odysei, przedstawiająca Gwiezdne Dziecko patrzące na widza, była często przeciwstawiana analogicznemu, pierwszemu ujęciu Mechanicznej pomarańczy,
w którym w kamerę wpatruje się Alex; jego spojrzenie mogłoby być
niejako “przedłużeniem” spojrzenia z poprzedniego filmu. Oba ujęcia
miałyby tworzyć frazę, która przypomina słynny match-cut z początku Odysei
(kość rzucona przez jaskiniowca zamienia się w statek kosmiczny).
Podobieństwo to skłania niektórych interpretatorów twórczości Kubricka
do uznania DeLarge za demoniczne wcielenie Gwiezdnego Dziecka,
transformację uświadamiającą iluzoryczność nadziei na odrodzenie się
nowego człowieka, którego stworzyć chciała kontrkultura. Ta efektowna,
ale raczej nieuprawniona analogia zwraca uwagę zarówno na pokrewieństwa
Mechanicznej i Odysei (sytuowanie jednostki w odniesieniu
do jej “prawdziwej” morderczej natury, niechęć do instytucji
społecznych), jak i na subtelne różnice w ujęciu tych zagadnień. Oba
filmy wyrastają z ducha kontestacji, ale sytuują się na innym etapie
jej świadomości; można powiedzieć, że Pomarańcza to
kontrkultura, która zadaje sobie pytania, czy jej diagnozy są
empirycznie sprawdzalne w świecie społecznym, czy raczej utopijną,
łatwą do wypaczenia abstrakcją. Lata 60-te i 70-te to okres nieufności
wobec pewnej ideologii politycznej. Film Kubricka idzie o krok dalej -
jest wyrazem zwątpienia w możliwość jakiejkolwiek modelu społecznej
regulacji.
O tym, że zaliczenie Mechanicznej Pomarańczy
do nurtu kontestacji byłoby co najmniej dwuznaczne, świadczy także
rola, jaką odgrywa w fabule ksiądz, a więc postać należąca do grupy,
która, co tu kryć, nie cieszyła się sympatią kontestatorów w rodzaju
Andersona (vide: Jeżeli). Tymczasem w Mechanicznej pomarańczy
ksiądz jest w zasadzie jedynym aksjologicznym oparciem; on jeden
sprzeciwia się dokonywanej na Alexie manipulacji, uznając ją za
poniżenie ludzkiej godności. Postać kapelana jest przedstawiona
niewątpliwie w satyrycznym świetle, nie mogę jednak zgodzić się z
opinią jednego z interpretatorów filmu, który uznał, że Kubrick ukazuje
księdza jako fanatycznego, rozwrzeszczanego zwiastuna piekieł (...) karykaturę rodem ze średniowiecza 20. Po raz kolejny więc okazuje się, jak bardzo mogą różnić się indywidualne odczucia widzów.
Z kolei ideały formacji “kontrkulturowej” reprezentuje w fabule filmu
lewicowy pisarz i polityk F. Alexander. Jest on w pewnym sensie
sobowtórem Alexa, ale także figurą odpowiadającą postaci Ministra. Obaj
traktują instytucję państwa jako narzędzie inżynierii społecznej,
jednostkę traktują zaś instrumentalnie jako środek do osiągnięcia
własnych celów. Alexander i jego przyjaciele z opozycyjnego wobec rządu
pisma, próbując zmusić DeLarge do samobójstwa, posługują się tą samą
techniką, którą stosował wcześniej doktor Brodsky. Śmierć Alexa byłaby
im na rękę, gdyż zyskaliby w ten sposób kolejny argument przeciw
Ministrowi. Pisarz jest postacią groteskową i przedstawioną z
niechęcią, której Kubrick nie ukrywał w wywiadach: Jeżeli chodzi o Patricka Magee (aktor odtwarzający role pisarza - przyp. KK) reprezentuje
on opozycję skrajnie lewicową, radykalną. Powiada, że naród winien być
prowadzony za rączkę, kierowany, popychany. Oto jacy są aktywiści
lewaccy! (...) Wszyscy ekstremiści jednakowo gardzą człowiekiem. Różnią
się tylko w programach 21. Mechaniczna Pomarańcza,
przeciwstawiając dwie pozornie odmienne wizje politycznej regulacji,
nie opowiada się po żadnej ze stron, ocenia obie jako szkodliwe i
barbarzyńskie. Żerujący na filmie Kubricka lewacki Szczęśliwy człowiek
jest bardziej jednostronny. Film Kubricka demaskuje obłudę systemu, ale
diagnozie tej nie towarzyszy, jak u Andersona, ani przekonanie o
możliwości zmiany instytucji, ani wiara w człowieka. Kubrick ufa w
wolną wolę jednostki, ale wątpi, czy potrafi ona zrobić z niej dobry
użytek.
VII.
Powyższe tezy wymagają dokonania istotnego, choć oczywistego,
zastrzeżenia. Represyjność kultury nie jest oryginalną diagnozą
obyczajowej rewolty lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych; korzenie
tej postawy sięgają dużo głębiej. Posiadając pewne cechy
kontrkulturowej świadomości, należy Mechaniczna pomarańcza
do znacznie szerszego kontekstu, wyznaczanego nazwiskami Nietzschego,
Dostojewskiego, Conrada, Kafki i Camus, a wyrażającego wielki,
powracający temat kultury zachodniej: przekonanie o rozkładzie świata,
który opisywany jest jako obszar walki, zbrodni i niepokojących
namiętności, oraz przeświadczenie o degeneracji człowieka, sytuowanego
się wobec niekoniecznie nazwanego, ale zawsze silnie wyczuwalnego zła,
które tkwi w ludzkiej naturze. Stanley Kubrick swoimi najlepszymi
filmami wpisuje się w tę zaszczytną tradycję. Z wymienionymi autorami
łączy reżysera pozostawiający odczucie bezsilności pesymizm, wynikający
z odczuwania podskórnego okrucieństwa pozornie sterylnej cywilizacji,
oraz skłonność do metaforyzacji i parabolizacji, której towarzyszy
zainteresowanie egzystencjalnymi wyborami w sytuacjach krańcowych. Ich
podmiotem w najlepszych filmach Kubricka - Odysei kosmicznej i Mechanicznej pomarańczy - jest bohater ujmowany po nietzscheańsku, jako lina rozpięta miedzy zwierzęciem a nadczłowiekiem 22,
zawsze w liminalnym stadium łączącym pierwotny instynkt mordercy i
złudzenie kulturowej socjalizacji. Poprzez konflikt, jaki wywołuje
zderzenie tych przeciwieństw, Kubrick każe widzom odkrywać na nowo
bolesny paradoks Conradowskiego bohatera: Przywykliśmy patrzeć na
spętany kształt pokonanego potwora, ale tam - tam się oglądało potworny
stwór na swobodzie. Ziemia nie była ziemska, a ludzie byli ... Nie,
ludzie nie byli nieludzcy. Widzicie, otóż to było najgorsze ze
wszystkiego - podejrzenie, że oni nie są nieludzcy. Przenikało to z
wolna do świadomości. Wyli i skakali, i kręcili się, i wykrzykiwali
straszliwie; a najbardziej z wszystkiego przejmowała mnie właśnie myśl
o ich człowieczeństwie - takim samym jak moje - myśl o moim odległym
powinowactwie z tym dzikim, namiętnym wrzaskiem. 23
Jego echa słychać w ostatniej, zagadkowej scenie Mechanicznej pomarańczy.
Podczas pozowania do prasowej fotografii, Alex doznaje wizji gwałtu,
jakiego dokonuje przed publicznością ubraną w wiktoriańskie stroje.
Damy w tiulach i dżentelmeni w eleganckich żabotach przypatrują się
kopulującej na śniegu parze. Nie protestują, lecz delektują się
perwersyjnym przedstawieniem. Nie uczestniczą w widowisku, trzymają się
na dystans, zadawalając się rolą biernych obserwatorów spektaklu.
Dyskursywna płaszczyzna filmu odnajduje w tej scenie swój ikoniczny
skrót. Okazuje się, że kultura nie jest wcale ostoją ładu i moralności,
ale siedliskiem zbrodniczych instynktów. Społeczeństwo przybiera pozory
obyczajności, gdy sprzeciwia się przemocy; w istocie na nią zezwala -
bo ją podziwia. Człowiek jeśli nie może wybierać, przestaje być człowiekiem, lecz jeśli ma szansę wyboru dokonać - wybiera źle, pogrąża się w świecie mrocznych - ale przecież ludzkich - instynktów.
Zakończenie filmu sugeruje różnorakie interpretacje: optymistyczną, bo
bohater nie dał się “zmechanizować”, ale jednocześnie pesymistyczną -
gdyż człowiekowi nie udało się zaszczepić dobra. Zamykający dzieło
Kubricka metaforyczny obraz - nie znajdziemy go w powieści Burgessa -
jest kwintesencją Mechanicznej pomarańczy:
przerażającą i fascynującą zarazem wizją piękna i okrucieństwa, które w
niebezpieczny sposób zlewają się ze sobą, uniemożliwiając ich wyraźne
rozróżnienie.
PRZYPISY:
1. H. Kennedy, Kubrick goes gothic - czyli strach za 18 milionów, “Film na Świecie”, 1981, nr 5-6
2. wydanie polskie: A. Burgess, Mechaniczna pomarańcza, tłum. R. Stiller, Warszawa 1999
3. O niekonsekwencjach i mistyfikacjach eksperymentów językowych
Burgessa pisze - z właściwą sobie erudycją - Robert Stiller w posłowiu (Kilka sprężyn z nakręcanej pomarańczy)
do polskiego wydania. Trzeba podkreślić, że Stiller przełożył powieść
Burgessa w dwóch wersjach, które oznaczył literami “R” i “A”. Wersja
“R” jest wierniejsza oryginałowi (do języka “głównego” wplecione są
rusycyzmy). Wersję “A” należy uznać za Stillerowską trawestację
oryginału - Burgess’owskie rusycyzmy zostały w niej zastąpione
anglicyzmami. końca wieku. Tłumacz uważa mianowicie, że o ile wizja
Burgessa została stworzona w czasach “zimnej wojny”, gdy świat był
zagrożony sowietyzacją, o tyle obecnie mamy do czynienia z ekspansją
kultury anglosaskiej. Stiller lęka się, że polszczyzna zostanie
opanowana przez naleciałości języka angielskiego, i na okładce daje
wyraz swym obawom: Istnieje szansa, że takim językiem Polacy będą rzeczywiście mówić - co jest być może proroctwem wartym namysłu, niemniej, zdaniem niektórych, niewiele ma wspólnego z powieścią Burgessa.
4. Cyt. za: B. Morrison, An introduction to A Clockwork Orange, [in:] A. Burgess. A Clockwork Orange, Penguin Books 1996
5. Zob. A. Burgess, You’ve Had Your Time: Being the Second Part of the Confessions of Anthony Burgess, London 1991
5. Przy okazji warto wspomnieć, że w późniejszym czasie Burgess
aktywnie współpracował z przemysłem filmowym, będąc autorem “dialogów”
filmu Walka o ogień (reż. J.J. Annoud, 1981) i scenariusza - na podstawie własnej powieści - Jezusa z Nazaretu (reż. F. Zeffirelli).
7. Cyt. za: Morrison, op. cit.
8. Stiller, op. cit, s.218; w Polsce Mechaniczną pomarańczę wystawił Feliks Falk na Dużej Scenie łódzkiego Teatru im. Stefana Jaracza (premiera: 23 XI 1991)
9. Cyt. za: J. C.Robertson, The Hidden Cinema. British Film Cencorship in Action, London and New York 1993, ss. 143-150
10. Zob. G. Bentele, Transfokacja - próba analizy semiotycznej, “Przekazy i Opinie”, 1986, nr 2-3
11. Cyt. za: A. Handke, A. Kilzer, Ode to ü
berviolence, [in:] Stanley Kubrick, Hg. D. Bertz, Berlin 1999, s. 159
12. H. Mü
nsterberg, Dramat kinowy, tłuj. A. Helman, £ódŸ 1990, ss. 137, 140
13. R. C. Allen, Przedstawienie, iluzja, kino, [w:] Kognitywna teoria filmu. Antologia przekładów, red. J. Ostaszewski, Kraków 1998, ss. 302-303
14. Zob. K. Lorenz, Tak zwane zło, tłum. A. D. Tauszyńska, wstęp Z. Stromenger, Warszawa 1972, zwłaszcza rozdział XIII zatytułowany Ecce homo
15. A. Garbicz, Kino - wehikuł magiczny. Przewodnik osiągnięć filmu fabularnego. Podróź czwarta 1967-1973, Kraków 2000, s.373
16. Zob. E. Fromm, Wojna w człowieku: psychologiczne studium istoty destrukcyjności, tłum. P. Kuropatwiński, P. Pankiewicz, J. Węgrodzka, Warszawa 1994, lub: tegoż, Anatomia ludzkiej destrukcyjności, tłum. J. Karłowski, wstęp M. Chałubiński, Poznań 1998
17. Z. Freud, Kultura jako źródło cierpień [w:] tegoż, Człowiek, religia, kultura, Warszawa 1967, s. 285
18. Zob. R. Szczerbakiewicz, Nieufność wobec języka w filmach Stanleya Kubricka, [w:] Film: obraz-język - wyobraźnia - idea, red. J. Trzynadlowski, Wrocław 1994
19. Wywiad ze Stanleyem Kubrickiem, “Kultura Filmowa” 1973, nr 1
20. J. Ovessen, Wszystko jest kwestią wyboru, “Film na Świecie”, 1993, nr 3-4
21. “Kultura Filmowa”, op. cit.
22. F. Nietzsche, Tako rzecze Zaratustra, tłum. W. Berent, Warszawa 1990, s.9
23. J. Conrad, Jądro ciemności, tłum. A. Zagórska, Warszawa 1991, s. 55
|  |
|
|  |