|  |
 | Mój żywy komputer
 Dagmara Karcz
 Dotychczas
narzędzia nie sprawiały kłopotów interpretacyjnych. Każde z nich miało
określoną funkcję, w tym także symboliczną, a ich opis ograniczał się
do stwierdzenia paru prostych faktów: do czego służą? jak i z czego są
zbudowane? kto ich używa itp. Między etnologami do dziś krąży opowieść
o tym, jak paręnaście lat temu zdawało się egzamin z budowy cepa.
Jednakże narzędzia nie budziły większych emocji. Do dziś. Oto bowiem
pojawiło się urządzenie, które nie tylko wpłynęło znacząco na nasze
życie, ale z którym właściwie nie wiadomo co zrobić. Jest to komputer.
Można oczywiście ograniczyć się do stwierdzenia, że mamy do czynienia z
elektronicznym sprzętem służącym do przetwarzania danych. Niewątpliwie
jest to sprzęt niewiarygodnie szybki i niezwykle funkcjonalny, obecnie
wręcz trudno byłoby sobie wyobrazić, jak do tej pory ludzkość radziła
sobie bez niego. Nasze lotniska, sklepy, uniwersytety i urzędy
korzystają z dobrodziejstw cyfrowych technologii, technologii, które
stają się wręcz wszechobecne. Chip, wynalazek młody, bo liczący
zaledwie 50 lat, zadomowił się już na dobre nie tylko w naszych
komputerach, lecz znajduje się w miejscach, w których czasami nie
przewidujemy jego istnienia: w pralkach i lodówkach, w zegarkach i
kamerach, w samochodach i urządzeniach grzewczych.
Komputer niewątpliwie wpłynął na nasze postrzeganie świata, na nasze w
nim bytowanie. Wystarczy wyobrazić sobie chaos, jaki zapanowałby w
momencie zaistnienia jakiejś globalnej awarii sieci komputerowych, lub
przypomnieć nie tak dawną psychozę roku 2000. Również na mniejszą,
osobistą wręcz skalę komputer stał się niezbędny – pomyślmy przez
chwilę, co by się stało, gdyby wykasowano nam zawartość twardego dysku!
Wygląda na to, że to skromnie – na ogół – wyglądające urządzenie
wkroczyło, znalazło sobie miejsce i zadomowiło się na dobre we
współczesnym świecie. A wraz z nim kolejny wynalazek: Internet. Sieć –
pisana przez niektórych z dużej litery – to w praktyce pewna ilość
naszych PC-tów połączonych kilometrami kabla. Jak pisze w powieści
“Samotność w sieci” J.L Wiśniewski: “Internet stawał się czymś
kultowym. Szczególnie dla młodego pokolenia. Nazwanie tego po prostu
siecią komputerową, jak jakiegoś nieznaczącego zwojowiska kabli w banku
czy urzędzie, odbierało Internetowi mistyczny urok czegoś, co łączy
absolutnie ponad wszystkimi podziałami.”1
I tu pojawia się pytanie nie o obecność komputera i Internetu w naszym
codziennym życiu, czy o sposoby ich użytkowania, ale pytanie o ich
obraz w naszej świadomości. Szczególnie, jeżeli prawdą jest zdanie
futurologa A. Tofflera napisane w latach 70-tych: “Maszyny zmieniają
czasami całkowicie intelektualne środowisko człowieka – sposób, w jaki
myśli on i patrzy na otaczający go świat.” 2 Czy rzeczywiście?
Jednym z guru badań nad komputerami i siecią jest kanadyjski profesor
Derrick de Kerckhove, dyrektor Programu McLuhana na Uniwersytecie w
Toronto. Jego dwie książki “Powłoka kultury” i “Inteligencja otwarta”
zyskały już pewną sławę i są dość często cytowane, także w Polsce. Dla
antropologa stanowią źródło dwojakiego rodzaju. Jeśli się jest badaczem
cyberkultury niewątpliwie można w nich znaleźć wiele uwag i pytań
dotyczących tego zjawiska. Jednak możliwe jest także i inne spojrzenie:
przeanalizowanie samego tekstu dla ukazania sposobu, w jaki autor
pojmuje istnienie komputera i Internetu. Wyłania się z niego dość
zaskakujący obraz.
Od pierwszych linijek książki “Inteligencja otwarta” – bo na niej chcę
się skupić – widać, że autor należy do grupy entuzjastów technologii
informatycznych. Według niego nasza przyszłość to niemal asymilacja
człowieka z doskonałą maszyną, jaką stworzył. No właśnie, stworzył? Z
niektórych sformułowań wynika, że na początku był chip, niewątpliwy
wytwór geniuszu człowieka. To zaś, co wydarzyło się później, wygląda na
samoistną ewolucję, której jej stwórca przygląda się z boku.
“O to na naszych oczach, na zewnątrz naszych głów, zaczęły rodzić się i rozkwitać
w Sieci nowe typy świadomości: działające w czasie rzeczywistym,
samodostosowujące się bazy danych – (...) anonimowe, synchroniczne i
asynchroniczne wspólnoty umysłów w MUD-ach i MOOS-ach – inteligentne
awatary spotykające żywych ludzi w środowiskach dwu-i
trójwymiarowych...” 3
“Światowa ewolucja komunikacji sieciowej jest w istocie rewolucją o tak
olbrzymim znaczeniu historycznym, że wymaga rozumnego zarządzania i okresowych interwencji człowieka, po to, żeby korygować niedociągnięcia rynku i eliminować pojawiające się nieprawidłowości.” 4
“W podobny sposób (jak w umyśle – przyp. D.K.) powstaje w sieci jednorodny, zmieniający się, żywy twór jako przedmiot uwagi setek, tysięcy osób.” 5
Oczywiście można potraktować powyższe zdania jako metafory, odczytać je
w kontekście, jakim występowały. Problem stanowi jednak fakt, że cały
kontekst ma dokładnie taką samą wymowę! Nie można powiedzieć, że de
Kerckhove jest po prostu optymistycznym futurologiem, ślepo zapatrzonym
w możliwości, jakie stwarzają nam nowe technologie. W jego tekście
pojawia się coś więcej – ożywia komputer. Jest nie tylko zwolennikiem
tezy o możliwości powstania sztucznej inteligencji – on już uważa ją za
fakt dokonany, nawet dokonujący się na naszych oczach. Co więcej,
przypisuje komputerowi także pozostałe atrybuty człowieczeństwa. Jeżeli
przyjmiemy definicję, iż człowiekiem można nazwać istotę myślącą,
czującą, obdarzoną ciałem i umysłem (duszą, psychiką, wnętrzem, itp.),
to z książki de Kerckhova wynika, iż narzędzie na którym właśnie piszę
te słowa jest nie tylko żywą istotą, jest osobą!
Wiadomo, że rzeczy nieznane, do końca nie zbadane, czy po prostu nowe,
opisuje się za pomocą znanej terminologii, która może bądź to nabrać
nowego znaczenia, jak też stać się metaforą. Użycie metafory zakłada
jednak istnienie pewnego cudzysłowu. Coś jest “prawie jak” lub “podobne
do”, nie istnieje natomiast między tymi dwoma rzeczami znak równości.
Tymczasem, analizując język, jakim posługuje się de Kerckhove, można
zauważyć brak owego cudzysłowu, stosowanie pewnych określeń nie
przenośnie, a dosłownie. Wystarczy się przyjrzeć jak został opisany
komputer, a jakich określeń użyto w kontekście człowieka. Oto w
najbliższym otoczeniu słowa “komputer” pojawiły się: “inteligencja”,
“osobowość”, “umysł”, “pamięć”, system nerwowy”, “sztuczna świadomość”,
“duchowość”, “uczucia”, “żywy twór”, “wyobraźnia”. Człowiek natomiast
kojarzony jest z: “zaprogramować”, “oprogramowanie umysłu”,
“przetwarzanie danych”, “komputerowe interakcje międzyludzkie”,
“środowisko wejścia-wyjścia” itp. Widać więc wyraźnie, że nie tylko
komputer został uczłowieczony, to człowiek zamienił się miejscami z
maszyną!
“Wydaje się, że nadchodzi oto model, w którym relacja człowiek –
komputer zostaje odwrócona. Tak wygodnie było twierdzić, że technika
rozszerza możliwości naszego organizmu; mniej jednak wygodnie jest
przyznać, że organizm stał się dodatkiem do techniki. (...) Nie trudno
dostrzec, że przekształcamy się w organiczne jądro lub organiczny
dodatek do naszych cudownie wymyślonych komputerów.” 6
Chęć ożywiania, stwarzania, zastępowania Boga nie jest niczym nowym.
Żywy komputer może być po prostu kolejną, nowoczesną wersją opowieści o
Golemie czy istocie doktora Frankensteina. Jego istnienie miałoby
poświadczyć geniusz człowieka, który zdolny jest stworzyć inną, może
nawet doskonalszą od siebie samego formę życia – inteligencję opartą na
krzemie. Pokusa odszyfrowania tego cudu natury, jakim jest życie, a w
szczególności – jak sądzimy w naszej pysze – życie ludzkie, jest
ogromna. Być może to ona stała za badaczami odczytującymi ludzki genom,
za naukowcami zajmującymi się klonowaniem i wreszcie za projektantami
sieci neuronowych. Skoro nasz organizm składa się z precyzyjnie
uporządkowanej sekwencji DNA, niemalże cyfrowej w swej istocie, to czy
nie istnieje możliwość zdekodowania zawartych w niej informacji i
stworzenia organizmu trwalszego, bardziej precyzyjnego i
przetwarzającego dane z większą szybkością? Ktoś mógłby spytać: “Co z
duszą?” De Kerckhove ma i na to pytanie gotową odpowiedź: “Dla mnie
duchowość nie jest kwestią metafizyki, lecz szybkości przetwarzania.
(…) Być może duchowość jest właściwością, która powstaje z połączenia
ludzkich, materialnych i ożywionych form oraz pozornie sprzecznych
elementów.” 7
W swoich poglądach o możliwości stworzenia “żywego komputera” nie jest
odosobniony. Podobnie wyrażają się N. Negroponte – entuzjasta AI, autor
książki “Cyfrowe życie” – oraz B. Gates. Obaj wyrażają pogląd o
binarnym działaniu naszego mózgu i możliwości jego zrozumienia,
odtworzenia i skonstruowania formy inteligencji nie opartej na węglu.
Paradoksalnie podważają oni tezę o wyjątkowości i niepowtarzalności
ludzkiej inteligencji, dowodząc jednocześnie, iż to dzięki swojemu
mózgowi i umysłowi człowiek jest zdolny do powołania nowej formy życia.
Oczywiście można spytać tych wizjonerów, czy naszym życiem żądzą tak
logiczne i precyzyjne zasady jak działaniem procesora. Czy sens
ludzkiego istnienia sprowadza się do rozwiązywania problemów,
przetwarzania napływających danych i liczenia? Czy ludzka inteligencja
to tylko ów słynny współczynnik IQ, czy jest ona może “skażona”
emocjami, powodującymi nieracjonalne i nieprzewidywalne reakcje?
Filozofia, nauka, religia, sztuka i literatura próbowały w ciągu wieków
zmierzyć się z tymi i innymi pytaniami o naturę człowieka. Pytaniami,
które B. Gates skwitował “Nie sądzę aby w ludzkiej inteligencji było
coś wyjątkowego.” 8
De Kerckhove także jest optymistą: nie tylko wierzy w mądrość
człowieka, który zbuduje wreszcie na tyle szybki, skomplikowany i
wspaniały komputer że będzie mógł się z nim komunikować jak równy z
równym, ale także uważa, iż mimo naszych ogromnych braków wiedzy na
temat budowy i działania własnego mózgu, będziemy w stanie wyposażyć
naszego cyborga w ludzkie uczucia. Nawet te, którymi nie rządzi kod
zerojedynkowy. Przypisuje człowiekowi rolę stwórcy, który nareszcie
osiągnął taki stopień intelektualnego i technicznego rozwoju, aby
urzeczywistnić legendę o Golemie. Stworzyć cyber-Golema.
Jednak z tekstu “Inteligencji otwartej” wyczytać można jeszcze więcej.
Nie tylko bowiem komputer został uczłowieczony, oto człowiek zamieniał
się nim miejscami, stając się zaledwie organicznym dodatkiem do
maszyny, jeżeli nie samą maszyną. Według de Kerckhova przeszliśmy
technologiczną metamorfozę. Otaczająca nas elektronika, urządzenia,
komputery stanowią “rozszerzenia naszego centralnego układu nerwowego
poza nasze ciało”. 9
A co z ciałem? “... dzięki elektronicznym rozszerzeniom naszych rąk,
uszu i głosu uzyskaliśmy zdolność samoprojekcji dalece przekraczających
granice naszego ciała, a także możliwość uczestniczenia w projekcji
innych ludzi, w taki sposób jakbyśmy ich w sobie nosili. Nasza nowa
skóra jest bardziej wrażliwa ponieważ składa się z milionów interakcji
między komputerami a sieciami komputerów na całym świecie.” 10
Skoro więc komputery stwarzają nam możliwość “eksterioryzacji naszych
układów nerwowych” np. w VR, skoro dane sensoryczne nie muszą już
pochodzić ze świata realnego, skoro dzięki sieci mamy dostęp do pamięci
i wyobraźni innych ludzi, po co w ogóle potrzebne są nam ciała? Są
przecież tak niedoskonałe! Nasze oko nie ma precyzji mikroskopu ani
skali lunety, ręka nie jest dość sprawna i nie dość dokładna,
wychwytujemy mniej zapachów niż pies, nie jesteśmy w stanie odróżnić
zbyt wielu odcieni tego samego koloru, itd. itp. Według de Kerckhova
elektronika przedłuża nasze zmysły, czyniąc je doskonalszymi i bardziej
wyostrzonymi. Tylko za jej pomocą ciało ludzkie może stać się idealnym
odbiornikiem danych sensorycznych. Wkraczając zaś w świat
cyberprzestrzeni czy VR, porzucamy wręcz nasze ciała, tracimy poczucie
ich obecności, granic i ograniczeń. Jak sam autor zauważa, w zetknięciu
z techniką zachwiane zostaje poczucie własnej tożsamości, cielesności i
kontaktu zmysłowego. Paradoksalnie podkreśla jednak iż, tracąc coś ze
swojej fizyczności w sieci, dostrzegamy ten brak i dzięki niemu
zyskujemy powtórnie świadomość naszych ciał. Dostrzegamy, że są
zmienione poprzez otaczającą nas elektronikę, bez której, funkcjonując
mniej sprawnie, są nie pełne, ograniczone w swoich możliwościach. Może
dla tego coraz większą popularnością cieszą się witryny, będące
rodzajem graficznych czatów, wirtualnych miejsc spotkań, wirtualnych
postaci. Te postacie to awatary (z sanskrytu – wcielenia!), czyli
rozmaite ikony zarówno ludzi, jak i zwierząt, które stanowią
reprezentację danej osoby w sieci. Istnieje możliwość indywidualizacji
awatarów poprzez przypisanie im charakterystycznego atrybutu (np.
kapelusz, kwiatek) i oczywiście imienia. Nie wchodząc w zupełnie
odrębną kwestię zmiany osobowości czy płci, jaka jest dzięki nim
możliwa, należy zaznaczyć, iż są one całkowicie pozbawione ograniczeń
wynikających z posiadania ciał. Mogą swobodnie się przemieszczać,
przenikać przez ściany, pojawiać się dowolnym miejscu lub je opuszczać
(teleportować się?), fruwać itd., a ich możliwości określa jedynie
pomysłowość tworzących je programistów.
Istnieje więc możliwość ulepszenia naszego ciała poprzez połączenie go
z zewnętrznymi urządzeniami poprawiającymi, zmieniającymi czy
przyśpieszającymi naturalne procesy poznawcze. Dla de Kerckhova nie
jest to trudne, gdyż: “Elektryczność zaciera granice między wrażeniami
wewnętrznymi a zewnętrznymi, ponieważ jest obecna jednocześnie w naszym
ciele w postaci impulsów nerwowych jak i na zewnątrz niego – jako
energia zasilająca rozmaite procesy technologiczne które obsługują
nasze interakcje.” 11
Zatarcie granicy pomiędzy człowiekiem a komputerem to tylko kwestia
czasu. Skoro już dziś – dla autora “Inteligencji otwartej” – komputer
myśli, ma osobowość i zaczyna odczuwać, jesteśmy na progu stworzenia
krzemowego życia. Ulepszonego i doskonalszego niż nasze własne
krótkotrwałe i niepewne. Być może pozbędziemy się do pewnego stopnia
także naszych ciał, lub przynajmniej poprawimy wszystkie błędy natury,
łącząc się w symbiozie ze stworzonymi przez nas samych prawie
ożywionymi maszynami. W wizji de Kerckhova dostrzec można więc nie
tylko kontynuację marzenia ludzkości o prześcignięciu stwórcy i
stworzeniu istoty doskonałej, ale także odwieczną niemal chęć do
przekroczenia granicy własnego ciała i wyzwolenia się od jego
ułomności. Nie głosi on co prawda radykalnej tezy o możliwości życia w
ogóle bez ciała, w której to zawartość naszych mózgów zostałaby
załadowana do pamięci komputera (nie jest to scenariusz z SF, lecz
poglądy dyrektora laboratorium robotyki na jednym z amerykańskich
uniwersytetów!), ale jest zwolennikiem dychotomii ciała i umysłu,
podkreślając przede wszystkim wielkość tego drugiego.
Książkę de Kerckhova można odczytać jako manifest optymistycznego
futurologa – technokraty, bądź jako przejaw swoistej ideologii –
scjentyzmu, głoszącej jednocześnie ludzki geniusz jak i skrajny
racjonalizm, pozbawiony choćby echa metafizyki, lub też jako listę
pobożnych życzeń szalonego naukowca. Można jednak, poza tą otoczką
nowoczesnej terminologii, fachowego słownictwa i pochwały technologii,
dostrzec człowieka, który – czasem wbrew temu, co napisał akapit
wcześniej – zdolny jest też do stwierdzenia: “Człowieka nie można
zredukować do komputera, tak samo jak komunikacji międzyludzkiej nie
można zredukować tylko do dystrybucji treści.” 12
Obecne czasy stawiają przed nami wiele pytań, z których część – ta
zapewne najważniejsza – dotyczy naszego człowieczeństwa. Do czego
zdolny jest nasz umysł? Czy istnieje i czym jest dusza? Jakie są
możliwości ludzkiego mózgu? Gdzie leży granica stanowiąca o byciu
człowiekiem? Czy potrafimy – dzięki swojej inteligencji – stwarzać inne
byty, istoty? Cześć z tych pytań długo jeszcze pozostanie bez
odpowiedzi. Być może jednak będziemy zmuszeni do stawienia czoła
dylematom, które dotychczas były bliskie raczej fantastyce? Naukowcy
zapowiadają już w najbliższej przyszłości narodziny pierwszego
sklonowanego człowieka. Genetyka i właśnie informatyka są tymi
dziedzinami, na polu których najlepiej działa nasza wyobraźnia, w
których pokładamy wiele nadziei. Na razie nasze komputery nie są
ożywione, kwestia stworzenia sztucznej inteligencji nadal pozostaje w
strefie projektów i hipotez. I nawet jeżeli kiedyś staną się
rzeczywistością, nie wiadomo, czy będziemy w stanie szybko się z tymi
faktami uporać. Żyjemy w okresie niewiarygodnego przyspieszenia, boomu
technologicznego. Niemal co chwila powstają nowe wynalazki, nowe teorie
naukowe, zewsząd otaczają nas skomplikowane urządzenia, elektronika i
informatyka wydają się wszechobecne. Pytanie tylko, czy nasza
mentalność i psychika zdążyły się dostosować do tych przemian? Do
nowości podchodzimy bądź ostrożnie, bądź – jak de Kerckhove –
entuzjastycznie, jednak w obu wypadkach oswajamy to, co nieznane,
poprzez to, co już nie budzi naszego lęku. Nakładamy na rzeczywistość
całą siatkę wyobrażeń i metafor, które czasem tracą swój przenośny
charakter i zaczynają żyć własnym życiem. Tak właśnie jak żywy komputer
w “Inteligencji otwartej”. Czy jednak naprawdę jedynym celem ludzkości
jest postęp technologiczny i budowanie coraz bardziej skomplikowanych,
myślących wręcz narzędzi? Ponad dziesięć lat temu autor niezwykle
popularnej książki “Megatrends” napisał: “Im więcej zaawansowanej
(high-tech) technologii wokół nas, tym większa potrzeba bliskiego
kontaktu z drugim człowiekiem (high-touch).” 13
Zmianie mogą ulegać sposoby komunikowania się, ich forma i język, mogą
one wpływać na sferę obyczajów czy ułatwiać życie codzienne. Jednak na
drugim końcu kabla, przed innym monitorem będzie siedział żywy
człowiek. Czasem nielogiczny, nieprzewidywalny, powolny w obliczeniach
i niedokładny. Ale to właśnie jego nie zastąpi komputer, który ożywać
może – na razie – jedynie w naszej wyobraźni.
PRZYPISY:
1. J.L. Wiśniewski, Samotność w sieci, Warszawa 2002, str. 38
2. A. Toffler, Szok przyszłości, Warszawa 1974, str. 45
3. D. de Kerckhove, Inteligencja otwarta, Warszawa 2001, str. 167, podkreślenia D.K.
4. j.w. str. 196
5. j.w. str. 161
6. D. de Kerckhove, op.cit., str. 76
7. j.w., str. 200
8. Za H. Jonescher Życie okablowane, Warszawa 2001, str. 317
9. D. de Kerckhove op.cit., str. 40
10. j.w., str 170
11. Op.cit. str. 63
12. Op.cit., str.92
13. J. Naisbitt, Megatrends, New York 1984, str. 51
|  |
|
|  |