Ludzie listy piszą: e-mail do Klanu
 Mateusz Halawa
 "Klan"
nadawany jest w poniedziałki, wtorki i środy w pierwszym programie
Telewizji Polskiej. Fabuła serialu jest skonstruowana tak, aby zachować
idealną paralelność między rzeczywistością a - by użyć terminu
literaturoznawczego - "światem przedstawionym". Gdy w Polsce Wielkanoc
- to i w "Klanie" Wielkanoc. Rysiu Lubicz, jeden z bohaterów, zostaje
oblany wodą w śmigus dyngus i patrzą na to widzowie często sami jeszcze
mokrzy. Stali widzowie najpierw obejrzą specjalny, wigilijny odcinek, w
którym tytułowy klan Lubiczów zasiada do wieczerzy a kilka godzin
później sami przełamią się opłatkiem. A później, by było jak w życiu:
może napiszą maila z życzeniami do telewizyjnych bohaterów.
Równoległość światów połączona z dużą dbałością realizatorów serialu o
realizm wytwarza w widzach specyficzną postawę, która każe wielu z nich
wierzyć, że bohaterowie filmu istnieją naprawdę. "Nie żeń się z nią,
błagam" - usłyszał Andrzej Strzelecki, serialowy doktor Koziełło, gdy
grany przez niego bohater miał wyjść za filmową panią Surmacz. Co
ciekawe, widzowie, którzy mają świadomość różnicy między życiem realnym
a "klanowym" uważają wszelkie sygnały tę różnicę unaoczniające za
wpadkę realizatorów. I to właśnie duża część korespondencji poświęcona
jest nieistotnym - wydawałoby się - dla fabuły wydarzeniom czy
rekwizytom. Kilka przykładów takich listów, pisanych w obronie iluzji
zupełnej, chciałbym pokazać poniżej.
W obronie iluzji
Grana przez Agnieszkę Kotulankę Krystyna Lubicz pracuje na
uniwersytecie i zajmuje się tłumaczeniami. Pracuje zazwyczaj w salonie
- siedząc na fotelu pochyla się nad maszyną do pisania stojącą na
niskim stoliku do kawy. Korespondenci strony "Klanu" piszą: [1] blagam
was kupcie jej Notebooka, w dzisiejszych czasach zeby wykladowca
uniwerytecki pisal na maszynie to jest az smieszne. BARDZO WAS O TO
PROSZE.
[2] Kupcie jej wreszcie komputer!!!! Dzisiaj juz zaden tlumacz (nawet rzadkich jezyków) nie sleczy nad maszyna do pisania!
[3] Ciekawa jestem, czy ktoś ze scenarzystów KLANu pracował
kiedykolwiek w takiej pozycji, co ona, przy za niskim stole, skulony
nad maszyna do pisania? Tego nie wytrzyma kręgosłup nawet młodszej
osoby!
[4] w dzisiejszych czasach nikt nie przyjąłby od niej maszynopisu - a
już zwłaszcza wydawnictwa (żądają materiałów na dyskietce).
Autorzy listów zdają sobie sprawę z realiów produkcji filmowej
i wiedzą, że tego typu prośby należy kierować do scenarzystów ([3], tak
też możemy rozumieć użycie drugiej osoby liczby mnogiej w [1] i [2]).
Jednocześnie traktują bohaterkę serialu jak osobę istniejącą tak samo
realnie jak scenarzysta. Tylko dzięki zniesieniu granicy między życiem
a serialem listy te mogą być tak emocjonalne ("błagam", użycie
wykrzykników i wielkich liter, w etykiecie internautów oznaczających
krzyk).
Fragment [4] jest dobrą ilustracją procesu, który Umberto Eco nazwał
"wycieczką inferencyjną". Eco pisze w Lector in fabula, że "tekst jest
mechanizmem leniwym", któremu czytelnik musi pomóc funkcjonować. "Chcąc
zaryzykować jakieś przewidywania, które miałyby choć minimalne szanse,
by odpowiadać przebiegowi akcji, czytelnik wychodzi poza tekst" [1994:
172]. To samo odnosi się do odbioru serialu telewizyjnego: autor(ka)
fragmentu [4] tworzy sytuację hipotetyczną, nigdy nie pokazaną w
serialu i na jej podstawie stwierdza "usterkę" w fabule filmu. Jeszcze
dalej idzie we wnioskowaniu autor(ka) następnego fragmentu: [5] Jej
[Krystyny Lubicz - M.H.] wiek wskazuje na to, że jest adiunktem na
Uniwersytecie, przez te wiele lat pracy na pewno musiała zgromadzić
niezła bibliotekę (książki naukowe, słowniki, literatura serbska, czy
chorwacka), duże ilości kserokopii z kwerend bibliotecznych - a ja
pytam: gdzie jest to wszystko?
"To wszystko" jest tylko w wyobraźni widza, a jego zdaniem powinno
znaleźć się w filmie. To najlepszy dowód na to, że od "Klanu" oczekuje
się nie tyko prostej rozrywki, ale i bycia stendhalowskim zwierciadłem
obnoszonym po gościńcu. Widzowie żądają precyzji w każdym detalu. Gdy
ktoś w "Klanie" zaraża się tłuszczakiem, scenarzyści zostają wyśmiani.
Przecież wiadomo, że: [6] "Tluszczaki sie nie roznosza".
Korespondenci "Kontaktu", bo tak nazywa się witryna, w której
prezentowane są listy, widzą wszystko. Znają się na kulturze kulinarnej
Kazachstanu...[7] "pielmieni, to nie są duże pierogi z mięsem. [...]
Prawdziwe sybiryjskie, pielmieni są mniej więcej z taką samą ilością
farszu, jak pierogi, ale koncówki "ucha" muszą być zlepione, czyli
powstaje taka kulka z dziurką w środku (farsz oczywiście robi się z
surowego mięsa). A takie duże "mutanty" w Rosji i Kazachstanie
generalnie uważane są za obciach..." i funkcjach telefonów komórkowych:
[8] "olka majac w reku telefon Alcatel one touch max db mówi ,ze ma
tesame gierki co kolezanka... aparat ten nie jest wyposazony w zadne
gry, nie posiada takze kompozytora ( o którym takze jest mowa ) , a
napewno nie dziala przy wylaczonym dzwonku , a tak pokazala kamera :)"
Obok notebooka Krystyny drugim dyżurnym tematem jest "maluch"
serialowego Michała: [9] "Michał Chojnicki dostał [...] MALUCHA (10
letniego), co wynika z dialogów. Autko, które widzimy na ekranie tv
jest to MALUCH elegant, którego produkcję rozpoczęto może 5 lat temu.
Brak trójkątnych szybek, małe wloty powietrza z profilami (...)".
[10] "w odcinku z 17 grudzien 2001 Michal wsiadal do nie swojego
malucha. (...) Michal jezdzi maluchem typu "elegant", a wtedy wsiadal
do starszego fiata 126p. Poza tym, jego kluczyki pasowaly do tamtego
malucha. Kiedys slyszalem, ze w niektórych fiatach powtarzaja sie takie
same wzory zamków i jeden kluczyk moze pasowac do kilku samochodów.
Najwyrazniej Michal trafil na innego malucha z takim samym wzorem
zamka. Dziwne, ze sie jeszcze nie zorientowal, ze pojechal do domu nie
swoim samochodem"
[11] "slizganie sie paska klinowego w maluchu nie ma wplywu na zapalanie samochodu a tak twierdzil Michal". Pozdrawiam Wojtek
[12] "czemu ten maluch nie ma jeszcze bialych tablic rejestracyjnych?
Jerzy kupowal go w listopadzie 2000 roku, a nowe tablice wydaje sie od
maja 2000 r. i samochód ze stara rejestracja przy zmianie wlasciciela
musi przejsc na nowe numery".
Ciekawe, ze sugestia autora fragmentu [10], którą w innym przypadku
można by odczytać jako ironiczną, nabiera w tym kontekście zupełnie
innego wydźwięku. Wydaje mi się, że autor doskonale wpisuje się w
zaproponowany przeze mnie schemat "obrony iluzji" - jest w stanie
znaleźć najdziwniejszy argument po to tylko, żeby pozostać w złudzeniu.
"Wmawiacie nam, że to co widzimy jest prawdą. Chcemy wierzyć, że to
prawda. Pozwólcie nam w to uwierzyć" - wydają się pisać widzowie. Na
marginesie tych rozważań należy zauważyć, że tak jak niektórzy widzowie
chcą od "Klanu" głównie spełniania funkcji opisu rzeczywistości, tak
niektórzy dostrzegają w nim także aspekt edukacyjny: [13] "Prosimy o
zwrócenie uwagi niejakiej Kai Paschalskiej, "Klanowej" Oli, aby podczas
posiłków spożywanych na planie serialu nie trzymała łokci na stole.
Nie uchodzi".
Wydaje się, że decydując się na taki a nie inny model prezentowania
świata w "Klanie", realizatorzy zastawili na samych siebie pułapkę.
Pamiętali o Wigilii, Wielkanocy, Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy
nawet, a zapomnieli o... Dniu Dziadka. Dla autora listu [14] serial
może być pożytecznym instrumentem w przypominaniu o tradycji. Nie to
jest jednak najważniejsze: widz wyraźnie współczuje nestorowi rodu
Lubiczów, realnie istniejącemu w jego świecie:
[14] "Władyslaw ma tyle wnuczat i żadne nie pamiętało o tym dniu.
Należałoby dzięki fabule przypomnieć, że istnieją dziadkowie, którzy
także mają swój dzień w roku".
Między "Klanem" a "BigBrotherem" W lekturze listów uderzają
też niezwykle silne emocje, jakie wywołują w widzach bohaterowie
"Klanu". Świadczy o tym już sam fakt istnienia tych listów -
ostatecznie komentujemy tylko zjawiska, które w jakiś sposób nas
poruszyły. Moją uwagę zwróciły najbardziej e-maile, dotyczące Moniki,
postaci granej przez Izabelę Trojanowską. W przeważającej większości
korespondenci "Kontaktu" źle oceniają raczej grę aktorską Trojanowskiej
i można by ich głosy zaklasyfikować również jako głosy "w obronie
iluzji". Pretensjonalna - zdaniem internautów - gra aktorki byłaby
wtedy "zgrzytem" utrudniającym zniesienie granicy między fikcją a
rzeczywistością. Co innego jednak zwraca uwagę w cytowanych
wypowiedziach: [15]"Najlepiej pozbyć się jej na jakiś czas, bądź na zawsze. Może wyjazd, może wiezienie, a może śmierć..".
[16] "Sam plastik psychiczno-fizyczny, okrutny pseudowarsztat aktorski (...) Proponujemy mały wypadeczek i Powązeczki."
[17] "Czy Monika nie moglaby wyjechac do USA lub zginac w jakims
wypadku? Zróbcie z nia cos,bo zniecheca mnie do ogladania mojego
ulubionego serialu"
[18] "Jestem za uśmierceniem Moniki a wyeksponowaniem Bogdana w tm serialu".
[19] "CZY NIE MOŻNA UŚMIERCIĆ MONIKI ROSS ALBO PRZYNAJMNIEJ NIECH SIEDZI W TYM LISKOWIE I NIGDY NIE PRZYJEŻDŻA DO WARSZAWY".
Z wielu możliwych wariantów poprawy sytuacji autorzy powyższych
fragmentów wybrali ten najbardziej radykalny - uśmiercenie nielubianej
Moniki, praktyczne wykluczenie jej z rzeczywistości "Klanu". Wysłanie
takiego listu musi być poprzedzone przez założenie, że widz ma jakiś
realny wpływ na to, co dzieje się w serialu. Charakterystyczne, że sam
serial kończy się przecież tradycyjnym zastrzeżeniem, że "wszystkie
postaci są fikcyjne", nie ma też w jego strukturze nic, co sugerowałoby
explicite jakąś formę dialogu z widzem, a co dopiero jego wpływ na
fabułę. Autorzy cytowanych wyżej e-maili potrafią odróżnić świat
"Klanu" od rzeczywistości. Autor(ka) fragmentu [16] operuje pojęciem
aktorstwa, jasno zakładającym istnienie różnicy między tymi dwiema
płaszczyznami. Coś jednak każe autorom analizowanych fragmentów
wierzyć, że mogą doprowadzić do uśmiercenia bohatera - znalazłem też
jeden list dotyczący pani Stanisławy, Polki z Kazachstanu przyjętej pod
dach przez nestora rodu Władysława: [21] "Denerwuje mnie tylko ta stara
baba pani Stanislawa która ciagle zuca jakimis glupimi chselkami i gada
zupelnie bez sensu .PROPONUJE JA USMIERCIC".
Wydaje się, że w przypadku "Klanu" mamy do czynienia ze starciem
starej formuły tworzenia telewizji z nową formułą jej oglądania. Z
jednej strony mamy serial fabularny z całym tradycyjnym aparatem
aktorów, reżyserów, scenarzystów i scenografów. Z drugiej - jego
widzów, którzy - to całkiem prawdopodobne - eliminowali kolejno
mieszkańców domu "Wielkiego Brata", wysyłając SMS-y i dzwoniąc pod
numer audiotele. Decyzja o równoległości czasowej serialu i życia
byłaby wtedy krokiem w stronę nowoczesności i nowocześni widzowie - tak
ją interpretując - domagają się swoich praw.
Problem polega jednak na tym, że tak światy "BigBrothera" i "Klanu"
rządzą się swymi prawami. W świat reality show ingerować łatwo - wszak
właśnie ingerencja widzów jest jego osią konstrukcyjną i z niej rodzi
się cała dramaturgia. Co innego serial - tu przejrzystych zasad nie ma,
nie wystarczy tak po prostu kogoś wyeliminować. Posunięcie takie musi
być racjonalne, przynajmniej w obrębie rzeczywistości serialowej.
Proces takiej racjonalizacji dobrze unaocznia inny fragment:
[22]"Monika znajduje sobie mena i jest w ciąży. dziecko rodzi się
martwe. Monika jest załamana i popełnia samobójstwo!! jej ostatnim
życzeniem jest wysypanie jej prochów w Liskowie!!"
Autor(ka) fragmentu sprawnie operuje podstawowymi kliszami opery
mydlanej: miłość, ciąża, tragedia poronienia, samobójstwo - to elementy
w najróżniejszych konfiguracjach powracające w telewizyjnych
opowieściach. Znając je, jest w stanie zaplanować taką wycieczkę
inferencyjną, która uprawomocni jego zamiar - eliminację Moniki. Pisał
Eco: "To bez wątpienia dzięki wycieczce inferencyjnej przewidujemy w
westernie, że jeśli szeryf opiera się o szynkwas w saloonie, a bohater
negatywny pojawia się za jego plecami - szeryf dostrzeże go w lustrze
za butelkami z alkoholem, nagle odwróci się wyciągając pistolet i go
zabije (…)" [1994: 173].
Cel dokonywania takiej eliminacji jest inny w "BigBrotherze" a inny w
"Klanie". W pierwszym programie jest ważnym krokiem w dążeniu do
zakończenia - wyłonienia uczestnika, który wygra główną nagrodę. W
drugim - poczynaniem, które uprzyjemni oglądanie serialu i być może -
jak sygnalizowałem powyżej - krokiem, który zmniejszy rozdźwięk między
światem telewizyjnym a rzeczywistym. Pod tym względem "BigBrother" ma
się do "Klanu" jak południowoamerykańskie telenowele do
północnoamerykańskich oper mydlanych. Istotą telenoweli jest jej
konsekwentne dążenie do zakończenia, zwykle małżeństwa dwojga głównych
bohaterów. W operze mydlanej trudniej wyróżnić główny wątek, fabuła
zaś, zamiast przejść w tradycyjny finał, rozwiązujący wszystkie
konfliky, często po prostu urywa się in medias res. Chcąc ingerować w
świat "BigBrothera" jesteśmy uczestnikami gry, która ma doprowadzić
naszego ulubieńca do zwycięstwa - owego ślubu z telenoweli. Eliminując
Monikę z "Klanu" działamy tylko i wyłącznie na rzecz własnej
przyjemności oglądania.
BIBLIOGRAFIA:
Eco U., 1994, Lector in fabula, Warszawa.
Tekst pochodzi z pierwszego numeru kwartalnika "Kultura Popularna".
|